Rozważania Matki Debiutantki #1

Bądźmy w kontakcie

Jestem mamą od niespełna trzech lat. W dodatku matkuję jednej tylko istocie na ziemi, nie śmiem więc nazywać się ekspertem czy też jako specjalistka od wychowywania zabierać głosu na szerszym forum. Jestem też jednak przede wszystkim człowiekiem. Istotą, która naprawdę całkiem niedawno wyrosła z wieku dziecięcego i są pewne kwestie w wychowywaniu dziecka, które przez to są dla mnie tymi najbardziej istotnymi – szacunek wobec dziecka, poświęcanie mu czasu, podtrzymywanie niepohamowanej chęci do poznawania świata czy nauka samodzielności. Jeśli piszę na blogu coś odnośnie wychowania – piszę właśnie o tym. Dzielę się swoimi przemyśleniami, a nie publikuję gotowy poradnik, więc miej to proszę na uwadze.

Na co może liczyć Twoje dziecko?
(A w zasadzie moje)

Szanuję dziecko jako drugiego człowieka.

Szanuję gorszy dzień mojej córki, szanuję wyznawanie przez nią wyższości mizerii nad kotletem i uznaję prawo do niepodzielania mojego zdania. Owszem, ona ma dopiero dwa latka i muszę w pewnych kwestiach stawiać jasne granice, choćby po to, by wychowywać ją w poczuciu bezpieczeństwa, jednak nim coś wyegzekwuję – najpierw obowiązujące zasady tłumaczę i opowiadam o konsekwencjach różnych wyborów. Nie zamykam dyskusji słowami „nie, bo nie”.

Mój szacunek wobec niej przejawia się też w tym, że zwracam uwagę, by była ubrana czysto, schludnie i odpowiednio do sytuacji. Nie wyobrażam sobie zabrania jej na jakąś galę czy do teatru w dresach, tak samo jak ubrania do piaskownicy w tiulową kieckę i lakierki. I właściwie nie chodzi w tym ani o modę, ani nawet o moje estetyczne skrzywienie, co o moją troskę, żeby potrafiła funkcjonować w świecie, w którym żyje, bo uważam, że będzie jej zwyczajnie łatwiej, jeśli intuicyjnie będzie potrafiła ubrać się odpowiednio na rozmowę o pracę, randkę, wyjście do kina z przyjaciółki, wigilię czy wesele siostry…

Szanuję moje dziecko, dlatego też nie robię publicznego widowiska z jej emocji. „Nie płacz tyle, ludzie patrzą” albo publiczny wykład na temat złego zachowania na środku galerii, najlepiej tak głośno, żeby słyszeli mnie nawet piętro wyżej? Nie. Jeśli widzę, że ma problem ze zrozumieniem jakiś reguł, odchodzimy na bok, proszę żeby się uspokoiła a po fali ryków i spazmów tłumaczę na osobności i po cichu, co było nie tak, po czym wracamy do normalnego trybu funkcjonowania.

Mam czas.

Nie po to decydowałam się na dziecko, by teraz postawić je na ostatnim miejscu w swojej hierarchii rzeczy ważnych. Niezrozumiała jest dla mnie idea planowania wszystkich weekendów tak, by tylko jedno lub drugie z rodziców (lub opcjonalnie oboje, gdy z dzieckiem zostają np. dziadkowie) wyrwało się z domu ‚odreagować’. Nie po to zakładałam rodzinę, by od niej odreagowywać i nie tylko mój Mąż jest jej częścią, by miał monopol na spędzanie ze mną weekendów. Dziecko zajmuje nam czas średnio od 8:00 do 20:00 więc zostaje nam całkiem przyzwoita ilość godzin w ciągu doby na spędzenie czasu tylko we dwoje.

Nauczyłam się też żyć z dzieckiem, a nie tylko kombinować jak załatwić wszystkie ważne sprawy wtedy, gdy uda mi się je do kogoś podrzucić (wtedy nie załatwiłabym ich…nigdy!) i to jest jedna z najcenniejszych umiejętności, które jako kobieta mogłam posiąść. Tak długo szukaliśmy odpowiedniej pracy aż udało się znaleźć taką, która pozwala nam być obecnymi w życiu naszej córki. Nie latam za nią, nie ganiam z kotletem, bo ‚nie zjadła obiadku’, ani nie wymyślam co sekundę nowej zabawy, bo nie mam na to czasu, ale JESTEM. Nauczyła się bawić się sama, bardzo wiele rzeczy jak na swój wiek potrafi też sama zrobić, ale wie, że ja JESTEM, gdyby czegoś sama zrobić jednak nie potrafiła. Zwyczajnie jestem, gdy chce się o coś zapytać, gdy potrzebuje się przytulić, gdy trzeba poczytać przed snem, coś wytłumaczyć, ucałować stłuczone kolano. JESTEM.

Wiadomo, że nie każdy ma możliwość pracowania w domu i ja to rozumiem, ale – do cholery – róbmy więcej rzeczy z dziećmi, niech one naprawdę żyją z nami, a nie obok nas! Rano, gdy maluję się w łazience Wiki siedzi, patrzy i ze mną rozmawia. Chodzimy razem na zakupy, a ona dumna prowadzi koszyk i pomaga skompletować jego zawartość. Gotujemy razem obiad ( ostatnio ulubionym zajęciem W. jest podawanie ziemniaków do obrania, pojedynczo ;)), pakujemy/wypakowujemy zmywarkę, robimy kanapki czy segregujemy pranie [ a wierzcie, że w tym to dwulatka potrafi już naprawdę całkiem sporo pomóc!]. I wierz mi, to czy się wściekasz, bo dziecko utrudnia wykonanie tych wszystkich czynności, czy czerpiesz przyjemność z bycia razem jest tylko i wyłącznie kwestią Twojego nastawienia. Ja już dawno przestałam się denerwować milionem bzdurnych spraw i żyje mi się zwyczajnie wygodniej.

Tak, masz rację. Być może mogłabym mieć lepiej płatną pracę, własne mieszkanie, nowe meble, samochód, garderobę pełną markowych ciuchów i kosmetyczkę pękająca w szwach od kosmetyków z perfumerii. Może mogłabym już teraz zaharowywać się, żeby co miesiąc odkładać kilkaset złotych na specjalne konto i na osiemnastkę wręczyć jej całkiem pokaźną sumkę. Być może nawet uzbieram tę sumkę, ale gdy dokonywałam wyborów uznałam za ważniejsze ofiarowanie jej czasu, który teraz jest tak potrzebny, by dać jej najlepszy posag na przyszłość – umiejętność radzenia sobie w każdej sytuacji, pewność siebie, wiarę w swoje marzenia, umiejętność konsekwentnego dążenia do celu i przede wszystkim zrozumienie, co czyni ją szczęśliwą.

Pisałam już o tym w tym poście (zajrzyj, bo to post niezwykle ważny), a ostatnio w podobnym tonie pisała też Małgorzata Ohme. [bctt tweet=”Jeśli nie damy dziecku czasu to tak naprawdę jakbyśmy zabrali mu wszystko.”]

Poniżej macie fragment, a po całość odsyłam TU

„Mojemu koledze zmarła mama. Tydzień później spotykam go na wódce z kolegami. Myślę „Zapija smutek“. Dosiadam się do stolika i mówię mu na ucho „Przykro mi“. Patrzy na mnie zdumiony i odszeptuje „A ja mam to w dupie, Goś“. W dupie? „W dupie. Niczego mi nie dała. Nigdy jej nie było. Nie czuję nic“.

Jego NIC to nieprawda. Wiem to. NIC to żal. Nie za matką, ale za jej brakiem. Wtedy, gdy mieliśmy 12 lat i moja mama odbierała mnie ze szkoły, a jego nie. Gdy pojechaliśmy na wakacje na kolonie, a moja mama przyjechała na weekend mnie odwiedzić. Jego nie. Gdy były przedstawienia w przedszkolu, początki i końce roku, zebrania, studniówka – a jego matki nie było

Kolega ma prawie 40 lat. Ale takich „kolegów“ przybywa więcej. Mają lat cztery, siedem i piętnaście. Dziewczynki i chłopcy. Brak im ojców i matek. Po równo. Bo nikt nie ma dla nich CZASU.”

Zrobię wszystko, by podtrzymać w mojej córce niepohamowaną chęć poznawania świata.

Tak długo, jak tylko będzie to możliwe będę ją trzymać z daleka od szkoły, w której liczą się tylko stopnie, gdzie trzeba być ‚dobrym ze wszystkiego’, gdzie wszyscy muszą robić jedno i to samo, wedle ustalonego harmonogramu etc. Po Wiktorii już w tej chwili widać ogromny indywidualizm i choć niebawem na nowo zaczynamy przygodę z przedszkolem, podeszliśmy do tego dużo bardziej liberalnie niż ostatnio. Przedszkole jest pod domem, Mała może przychodzić na 9-tą, kiedy to spokojnie wstanie i zje śniadanie i tylko 3 razy w tygodniu na kilka godzin. Cieszę się, że znalazłam rozwiązanie, by pogodzić jej potrzebę kontaktu z dziećmi i spędzania czasu poza domem z wrodzonym indywidualizmem i uwielbieniem do bawienia się w swoim pokoju, na własnych zasadach, we własnym rytmie. Wyznaję zasadę empirycznego poznawanie świata, dlatego chcemy postawić na podróże, pozwalamy brać jej aktywny udział w codziennym życiu i widzimy jak bardzo jedna nabyta umiejętność rozpala w niej chęć odkrycia nowych rzeczy. Mam jakieś 4 lata, by znaleźć sposób, by moje dziecko mogło dalej uczyć się poprzez naukę i doświadczanie…

Nauka samodzielności… 

Temat rzeka.  Przygotowanie od bycia prymusem w dzisiejszej szkole czy jak najlepsze przygotowanie do życia? Co jest ważniejsze – wkucie alfabetu na pamięć czy umiejętność czytania globalnego? Płynne liczenie do dziesięciu czy umiejętność oszacowania ilości wzrokowo z dokładnością do co jednego? Liczenie w wieku  trzech lat w 3 językach do dziesięciu czy umiejętność nazwania każdej części swojego ciała i zrozumienie podstawowych zasad funkcjonowania organizmu? Czy aby na pewno edukacja dzieci ma zmierzać w tę stronę… ? Do tego dochodzi kwestia braku umiejętności podejmowania decyzji… Czy 3-letnie dziecko naprawdę nie może decydować o niczym? Nie musimy dawać pełnej dowolności w dobieraniu garderoby, ale naprawdę komuś stanie się krzywda, jeśli dziecko zdecyduje czy ubiera zieloną czy czerwoną bluzkę? Adidasy czy trampki? Czy zjada jogurt czy płatki? Czy chce iść do kina czy na lody? Czy woli pizzę czy spaghetti? Banalne? Wierz mi, że nie. Do wybierania, na początku pewnie nieświadomego, bo swoją ‚naukę’ zaczęłam uskuteczniać, gdy Wiki miała pół roku i czekałam aż wybierze jeden z dwóch słoiczków na obiad, przyzwyczajam Małą od dawna. W wieku 18-tu miesięcy wybór pomiędzy dwoma rzeczami nie sprawiał jej praktycznie żadnego problemu.  W tej chwili bez zawahania wybiera jeden czy dwa smaki lodów z kilkunastu dostępnych w sklepie czy 3 bluzki z 15, które wybrałyśmy w pierwszej selekcji. Ja wierzę, że to zaprocentuje w przyszłości, bo ludziom zdecydowanym jest w życiu po prostu łatwiej. Trafiłam też ostatnio na wywiad z Dorotą Zawadzka (psycholog dziecięcy), w którym wyczytałam :

„Co dziecko sześcioletnie już powinno samo o sobie wiedzieć?

Powinno wiedzieć, że jest zmęczone albo głodne. A dzieci nie mają takiego poczucia, bo cały czas podtyka im się jedzenie. Powinny wiedzieć, że się nudzą, ale tego również nie wiedzą, bo nikt im nie pozwala się nudzić. Rodzice wychodzą z założenia, że dziecko trzeba cały czas zabawiać.

Dzieci powinny także orientować się w sprawach swojej rodziny. Jak mają na imię rodzice, co robią, gdzie pracują. A one często nic na ten temat nie wiedzy. Mają tzw. wiedzę punktową: o dinozaurach, kosmosie, rycerzach”

Serio?! Serio istnieją sześcioletnie dzieci, które nie wiedzą, że jest im za ciepło/zimno albo, że są głodne?! Wybaczcie, ale jak sześciolatek może nie wiedzieć tak banalnych rzeczy ?! Dwulatka nielicząca do 10, myląca czasami kolory i nie mająca pojęcia o literach wie kiedy jest zmęczona, smutna, szczęśliwa, głodna, kiedy jest jej za gorąco, za zimno czy niewygodnie. Potrafi się przedstawić z imienia i nazwiska, powiedzieć, gdzie mieszka, jak ma na imię mama, tata, co robią, jak ma na imię dziadek i ciocia. Zrelacjonuje też większość minionego dnia i – mimo, że wydawało mi się, że rzuciłam informacje o przyjeździe cioci i moich urodzinach w autobusie mimochodem – nie omieszkała poinformować przede mną Ł., że ‚niedługo przyjedzie Emilka i będziemy śpiewać sto lat i dmuchać świeczki, bo mama ma urodziny” lub zapytać ‚Jak przyjedzie Lena to pójdziemy razem na Kopciuska, prawda?’.  Zrozumiałabym, że nie umie tego dziecko trzyletnie, bo fakt jest taki, że Wiki gada zdecydowanie za dużo… ale 6-latek, który nie wie jak ma na imię mama i tata?!

[ Pomińmy proszę kwestię zasadności posyłania 6-latków obowiązkowo do szkoły. Ja wychodzę z założenia, że szkoła w ogóle nie powinna być obowiązkowa, więc w tym temacie za wiele nie podyskutujemy, a nie chciałabym w komentarzach plucia jadem jeden na drugiego, bo zauważyłam, że to temat niemal tak drażliwy jak karmienie piersią a butelką… ]

Dalsza część wywiadu :

„Proszę zobaczyć co piszą matki na forach internetowych. „Mój syn ma trzy lata, a już czyta”. „Moja córka chodzi na angielski”. Rodzice ścigają się w edukacji, ale nie uczą dzieci wyrażania emocji, rozmawiania o uczuciach. Nie pokazują, jak ważne są relacje z drugim człowiekiem. A potem dziwią się, że dziecko sobie nie radzi. A jak ma sobie radzić, skoro jest trzymane pod kloszem?”

Niech będzie puentą moich dzisiejszych rozważań…

shareblog

klaps, klapsy, agresja, bicie dzieci

Mówmy głośno – bicie zawsze jest złe | #KochamNieBiję

Ja naprawdę bardzo się staram nie wpieprzać w życie innych ludzi, nie oceniać czyjegoś rodzicielstwa i nie wygłaszać swoich teorii na ten temat w tonie „powinniście/nie powinniście” – zwłaszcza, że w kwestii świadomego rodzicielstwa mam dość radykalne poglądy i pewnie większość by uznała, że wymagam od rodziców za  dużo, ale są tematy, na które nigdy […]

13 komentarzy
Rodzicielstwo bliskości, miłość, ojciec podrzucający dziecko, tata, dumny tata, szczęście, radość

Rodzicielstwo bliskości, szacunku, zrozumienia, intuicji…? | Podsumowanie pierwszych trzech lat mojego macierzyństwa

Pierwszy raz po kilku miesiącach obudziłam się dziś pierwsza z całej trójki i dane mi było napawać się poranną, niczym nieskażoną beztroską domową ciszą, w której słychać było tylko ich spokojne oddechy, w rytm których najmłodsze, jeszcze z brzucha, również dawało znać o swoim istnieniu. Po ciężkiej, w połowie nieprzespanej nocy, której atrakcjami była niewyjaśniona wysoka temperatura pierworodnej i […]

5 komentarzy
fotografia dziecięca, blog parentingowy, mądre wychowanie

Mądrze wychowywać, tłumaczyć świat

Wtorek. Jeden spacer z przerywnikiem w postaci pobrania krwi z paluszka. Wczorajszy dzień, który udowodnił mi jak ważne jest rozmawianie z dzieckiem o świecie takim, jakim jest naprawdę, ile znaczy mówienie prawdy…oraz jak często jeszcze nie wierzę wystarczająco w moją córkę. Dzień, który skłonił również do refleksji nad głębszym znaczeniem stwierdzenia „mądrze wychowywać”, bo właściwie… […]

11 komentarzy

Moje wybory na jesień

  • Jestem mamą która wychodzi z założenia, że moje dziecko ma prawo do swoich wyborów dostosowanych do swojego wieku. Chce założyć sukienkę nie spodnie a pogoda na to pozwala to zakłada, na kolacje np do wyboru są chrupki albo kanapki i wybiera to co chce. Sam tez robi wiele rzeczy (ma 3,5 roku) umie się ubrać począwszy od założenia majtek do założenia butów i kurtki, sama je podejmuje decyzje które na jej etapie rozwoju nie as za trudne. Moim zdaniem osoby które robią wszystko za swoje dzieci przepraszam za wyrażenie powodują że te dzieci są w społeczeństwie potem niepełnosprawne. Nie raz widzę jak mam z 10 letnim synem wchodzi na basen do przebieralni z ściąga mu majtki i zakłada slipki do pływania. Po pierwsze żal mi dziecka, a po drugie ja się nie czuje niekomfortowo jak duży chłopak się na mnie gapi jak się przebieram, sorry. Teks bardzo mi się podoba jest taki asertywny ale czuć w nim miłość i troskę. Jestem twoja fanką!

  • dominika

    Cześć! 🙂
    Bardzo dojrzałe i mądre słowa. Podejście do dziecka- super! Bardzo często rodzice chyba zapominają, że dziecko, mimo, że 2-3letnie to jednak mały człowiek i nie zapewniają mu dostatecznej autonomii.
    Zgadzam się z tym, że najważniejsze co można dać swojemu dziecku to czas i uwaga. Mam jednak pewne wątpliwości, jeżeli chodzi o Twoje troszkę krytyczne podejście do ludzi, którzy stawiają na karierę i jednak te dobra materialne są dla nich ważne. Czytam Twojego bloga dosyć często i nie raz już przewijał się ten temat. Uważam, że kobieta mimo urodzenia dziecka ma prawo do swoich własnych planów, marzeń i ambicji, które niekoniecznie muszą być z tym dzieckiem związane, bo myślę, że cały świat kobiety wokół tego dziecka niekoniczenie musi się kręcić. Jeżeli kobieta chce być matką, ale równocześnie np. panią prezes w korporacji, to powinna do tego dążyć, Myślę, że nie powinno się popadać w skrajności typu- rodzice zapracowani= dziecko nieszczęśliwe, a bardzo często jest to w taki właśnie sposób przedstawiane. Moim zdaniem najważniejsza jest jakość czasu poświęcanego dziecku- niejednokrotnie te 3-4godziny mogą być bardziej wartościowe, aniżeli cały dzień. Ja wychowałam się w rodzinie, gdzie widoczny był ten „pęd życia”, a zarazem rodzice byli przy mnie zawsze, gdy tego potrzebowałam. Odnosząc się do Twoich poglądów dotyczących edukacji- rodzicie posłyli mnie od najmłodszych lat na różnorakie zajęcia dodatkowe, w tym naukę języków obcych i dzisiaj jestem im za to bardzo, bardzo wdzięczna, bo myślę, że między innymi dzięki temu jestem dzisiaj osobą przystosowaną do życia w dzisiejszym społeczeństwie. A jest ono jakie jest…w tym co piszesz jest pewna wyższa idea- świat gdzie najważniejsze są uczuci, wzajemna pomoc i troska, ale tak jak ktoś napisał w komenatrzu-współczesny świat to wyścig szczurów i nic tego nie zmieni, bo ludzie nie zwolnią tempa. Dlatego w moim odczuciu edukacja jest bardzo ważna, już od najmłodszych lat, chociaż oczywiście równie ważny jest rozwój psychiczny dziecka, ale to nie musi się wcale wykluczać… myslę, że tak samo ważne jest nuczenie dziecka 2-3 języków, jak i umiejętność nazywania i wskazywani części swojego ciała. Piszesz, że wg Ciebie szkoła nie powinna być obowiązkowa? Jak to uzasadnisz? Ty jesteś świadomą, młodą, inteligentną mamą i zapewne zapewniłabyś swojej córce jak najlepszą edukację, ale co z tymi setkami tysięcy ludzi, którzy byliby w takim wypadku analfabetami? Dla niektórych jedynie w szkole mogą nauczyć się czegokolwiek i zobaczyć coś innego, niż picie, bród i wyzwiska…Dzieci w klasach 1-3 nie uczą się tylko i wyłącznie alfabetu i liczenia, ale także wzajemnego szacunku , a dobra szkoła pozwala na rozwój wielu talentów. Mam nadzieję, że przebrniesz do końca tego tekstu, bo troszkę sie rozpisałam. Jestem Twoją fanką, podoba mi się jak piszesz i często tutaj wracam, dlatego nie traktuj tego jako jakąs krytykę, To po prostu wyrażenie mojego zdania, bo oprócz tego, z czym się z Tobą nie zgadzam, cenię Cię za odwagę i ten upór w dążeniu do wyznaczanych sobie celów.
    Serdecznie pozdrawiam i ściskam Ciebie i Wiki:)))

    • Matko, ja uwielbiam takie komentarze! Dziękuję Ci za Twój czas 😉 Ja nie neguję Mam, które lubią to, co robią nawet jeśli to bycie w korporacji i potrafią to połączyć…Jeśli to jest kogoś sposób na życie i się w nim odnajduje ok, choć i tak trochę uważam, że wciąż i wciąż popędzane dziecko jednak w pełni szczęśliwe nie będzie, ale to moje prywatne zdanie. I absolutnie też nie chodzi o to, by zrezygnować ze wszystkiego, albo żeby życie Matki kręciło się TYLKO wokół dziecka, absolutnie nie. Moje życie też nie kręci się tylko i wyłącznie wokół Wiki – rozwijam się jako blogerka ( a to z 50 zawodów w jednym:P), fotograf, pracuję, pracuję nad sobą na wielu płaszczyznach, spędzam czas z Mężem, z rodziną (Tatą np.), z koleżankami, czytam książki, oglądam filmy, mam czas żeby zadbać o siebie etc. Właśnie dlatego też blog zdecydowanie odszedł od parentingu – to moje, ukochane i wypielęgnowane miejsce w wirtualnym świecie, więc nie czułabym się dobrze pisząc wciąż i wciąż o dziecku, pieluszkach itd. Po prostu jestem wierna czemuś, co na własny użytek nazwałam Lifebalance. I tak jak już napisałam – jeśli mama chce się spełniać jako prezes korporacji, ok, ale jeśli chce też się spełniać jako mama to musi się nauczyć łączyć te dwie funkcje, czyli np. wstać na tyle wczesniej, zeby na luzie rozpocząć dzień, dać dziecku w spokoju zjeść śniadanie itd. a nie pędzić na łeb na szyję, brać projekty do domu, a czas dla dziecka mieć w przelocie. Ja wyszłam z założenia, że potrzebna mi praca, w której sama ustalam sobie reguły gry, bo priorytetem jest dziecko, więc jeśli Ona potrzebuje mnie więcej w ciągu dnia to czasem zarywam kawałek nocki, żeby zdążyć z projektem, ale to mój wybór. Chodziło mi raczej o to, że decydując się na dziecko świadomie uważam, że powinniśmy uwzględnić to, że ono potrzebuje przede wszystkim czasu, rodzicow i zainteresowania, więc jeśli nie potrafimy dla dziecka trochę zwolnić (w zgodzie ze sobą) to może to nie jest ten czas?
      Co do zajęć dodatkowych – ja ich nie neguję. Sama szukam aktualnie jakiś lekcji dla Wiki, ALE bardziej chodziło mi o to, że dużo. bardzo dużo osób skupia się na tym, żeby przygotować dziecko do bycia prymusem w szkole olewając totalnie życiowe umiejętności ( w efekcie mamy nastolatków, którzy nie potrafią na poczcie wysłać przesyłki albo dzieci w zerówce nie potrafiące się zdecydować czy wolą jabłko czy banana).
      A co do obowiązku szkolnego – to raczej takie moje subiektywne zdanie bez głębszej analizy społecznej 😉 Jestem jednostką, która nie lubi być do czegoś zmuszana po prostu, więc wolałabym mieć wybór czy np. załóżmy, że mam kasę i posyłam dziecko na różne zajęcia, które razem wybieramy jako najbardziej przydatne, czy też idzie do szkoły. Tak ze swojego przykładu – jeśli polski ogarniałam w mig, a matma sprawiała mi trudności to może gdybym nie spędzała niepotrzebnych godzin na polskim, gdzie się nudziłam, to lepiej ogarnęłabym matematykę – a takiej dowolności w polskiej szkole nie ma.

      … też się rozpisałam, a mogłam po prostu napisać ‚lifebalance’ ; P

  • Aga z www.makeonewish.pl

    mądre słowa. przemyslany teskt. ciekawe spostrzeżenia. my z mezem nie zarabiamy duzo. na tyle by wystarczylo na styk do kolejnej wyplaty. mamy kredyt na dom. Maja ma ubranka z pepco lub second handow. żyjemy dzis. ale nie ma mozliwosci zabezpieczenia jutra. oszczedzania, zadbania o jej przyszlosc. czasami bardzo mnie to meczy. boje sie. ale tak jak mowisz, dla dzieci nie wazne są metki, wczasy, nowe auta. dla nich wazna jest mama, tata, ich czas i milosc.

    • Ja też prawie codziennie mam takie rozważania, ale no robię co w mojej mocy i uważam, że jest szczęśliwym dzieckiem, mam nadzieję, że uda mi się wychować ją na wartościowego człowieka, a to, czy będę jej w stanie na osiemnastkę dać jakąś sumkę na start czy nie – dziś kiedy ma niespełna 3 lata uważam za najmniej ważne mimo wszystko. I tu nawet nie chodzi o to, że dla dziecka to nie jest ważne, bo wiadomo, że nie jest, ale ja jako mama po prostu wciąż myślę też o jej przyszłości i przez długi czas miałam wyrzuty sumienia,ale dziś wiem, że daję jej na dany moment tyle, ile mogę i to wystarcza

  • Sissi Craft and Design

    o łał!! genialny post! Mój 3,5 letni Krzyś też lubi podawać mi ziemniaki do obierania, a 5,5 letnia Julka uwielbia wybierać dla siebie ubrania do założenia. generalnie zaraz udostępniam post u siebie niech leci w świat, niech ludzie czytają i się uczą, bo ja uczę się od ciebie bardzo wiele. Pozdrawiam

  • Marta

    niestety żyjemy w świecie wyścigu szczurów. a najgorsze w tym jest to że to nie szczur się liczy a jego wynik…

    • Ale dopóki my- jako jednostki- nie zaczniemy o tym mówić głośno i tego zmieniać to samo się nic nie zmieni.

  • malwina

    amen… tyle w tym temacie. Post genialny!!!!

© Wikilistka 2016
Kreativ Media
Close