Jak w lustrze | Co widzi w Tobie Twoje dziecko?

Bądźmy w kontakcie

Jeszcze jakiś czas temu czasami przejmowałam się opinią społeczeństwa, próbowałam sprostać wymaganiom i „być idealną”. W całym idealizmie, do którego dążyłam nie zauważałam piękna zaklętego w drobnostkach, nie potrafiłam cieszyć się chwilą ani czerpać z życia. Zatraciłam siebie gdzieś po drodze, na ścieżce oznaczonej drogowskazem „perfekcjonizm”.

Słuchałam :

– Jest 15:00, jak możesz być zmęczona, przecież nic dziś nie zrobiłaś? Kurz na szafkach, naczynia nie zmyte, okna nieumyte. A gdybyś miała tak jak normalna matka trójkę dzieci rano do szkoły wyszykować, do pracy iść, wrócić, obiad zrobić, wyprać, posprzątać, obiad na następny dzień ugotować i jeszcze  wieczorem być dla męża? To jest norma.

I ja się pytam – dla kogo? Dla kogo to jest norma, bo nie wiem? Nawet jeśli to norma dla kogoś, dlaczego ma być normą i dla mnie? Ja jestem człowiekiem takim, u którego sen jest potrzebą jedną z nadrzędnych. Śpiąca nie funkcjonuję, koniec, kropka, amen. Wolę się zdrzemnąć pół godziny niż chodzić jak zombie. Przez długi czas odbijałam się jak piłeczka pomiędzy własnymi odczuciami a próbą sprostania oczekiwaniom społeczeństwa.

A potem przyszły te dni, gdy zaczęłam dostrzegać, że między moimi nogami już wcale nie plącze się bobas, a mała kobietka, która widzi we mnie… wszystko. Wtedy właśnie dotarło do mnie, że skoro jestem mamą i był to mój świadomy wybór to równie świadomie chcę wychowywać swoje dziecko, bez względu na to, co ktoś ma na ten temat do powiedzenia. Dziś wiem, że jestem dla niej najlepszą mamą i zrobię wszystko, by w swoim odczuciu taką pozostać.

To był wtorek, malowałam się w łazience, a Mała uparcie podkradała mi największy pędzel, naśladując mnie na każdym kroku. Spojrzałam w oczy jak dwa lusterka i zapytałam:

-Po co ty się, głuptasku, malujesz? Śliczna jesteś i bez tego, dziewczynki się nie malują.

-Mama też jest dzieścinką i teś ładna. Chce być jak mamusia…

Zaszkliły mi się oczy, przytuliłam wcale-nie-głuptaska i dotarło do mnie, że za żadne skarby nie chce jej nauczyć, by zatracała siebie, gubiła piękne chwile i robiła mnóstwo rzeczy wbrew sobie w imię pozmywanych naczyń, idealnego porządku albo 365 pomysłów na inny obiad każdego dnia.

Przecież (prawdopodobnie) ona, moja córka, też kiedyś będzie żoną, matką, kobietą. Czy chcę jej przekazać, że to tylko odpowiedzialność za wyprasowane koszule męża, nakarmione dziecko i meble bez grama kurzu? Absolutnie nie. Ja chcę żeby pamiętała mamę, która o 22 robi jej herbatę i razem w piżamach oglądają do nocy „Roszpunkę”, gdy nie może zasnąć. Nie chcę być idealna i przestałam do tego aspirować. Dziś chcę mądrze wykorzystać to, że awansowałam na poziom autorytetu i absolutnego wzoru do naśladowania.

Myślałam o tym cały wczorajszy wieczór i wiecie co? Uświadomiłam sobie mnóstwo rzeczy, tak całkiem przypadkiem. Czy jeśli ja będę na każde jej kwęknięcie rzucała wszystko, to czy ona przypadkiem nie nauczy się, że zawsze i wszędzie powinna być pępkiem świata? Jeśli nie pokażę jej, że mama ma prawo do odpoczynku, gorszego dnia, złego nastroju, bólu głowy  – kto inny niby ma jej to pokazać? Analogicznie – jeśli ja w natłoku rzeczy ważnych i ważniejszych, zapomniałam jak wygląda gabinet kosmetyczny, z farbą do włosów przeprosiłam się po 3 miesiącach, a mój ostatni ‚outfit of the day’ składał się z legginsów i za dużej bluzy + włosów związanych w koka i wersji no-make-up to kto nauczy ją, żeby nie zapominała, że jest kobietą, a ta zwyczajnie lepiej się czuje, gdy dobrze wygląda?

Zaczęłam pilnować tego, jaki daję przykład mojej córce – poczynając od spraw błahych jak zamiana czekoladowych płatków na naszą wersję owsianki, przez silne postanowienie rozpoczęcia treningów celem zaszczepienia w córce miłości do jakiejkolwiek aktywności, po codzienne pokazywanie jej, jak czerpać radość z najdrobniejszych rzeczy i radzić sobie z przeciwnościami losu.

Choć lubię porządek i zdecydowanie lepiej się w nim czuję niż we wszechobecnym rozgardiaszu, to dziś już potrafię przejść jak bocian pomiędzy porozrzucanymi po całym domu zabawkami, nie zauważać sterty nie zmytych po obiedzie naczyń, rozsiąść się na kanapie, przykryć kocem, wypić gorącą herbatę i dać sobie 20 minut tylko dla siebie. W weekend obiad jedliśmy na mieście, a wczoraj oglądałam z nią bajkę prawie do północy. Czasem serwuję jej gofra na śniadanie i pozwalam na kolację zjeść pizzę. Nauczyłam moje dziecko, że każdy w domu ma prawo się wyspać, napić się ciepłej! herbaty i zjeść w spokoju posiłek. Poza tym, tak jak ona nie zawsze ma ochotę się tulić w nieskończoność, tak ja mam prawo nie mieć ochoty nalewać misiowi herbatki po raz sto tysięcy pięćdziesiąty szósty. Nie jestem idealna, ale im lepiej mi samej ze sobą, tym częściej widzę w jej oczach czyste szczęście.

Dwulatka to już nie bobas, a całkiem świadomy obserwator świata. Słyszy, gdy myślisz, że wcale nie słucha. Widzi, gdy myślisz, że nie patrzy. I rozumie. Więcej niż myślisz.

Właśnie dlatego, jeśli za 25 lat chcesz patrzeć na szczęśliwego, zadbanego, wierzącego w siebie człowieka, który potrafi czerpać z życia garściami i wbrew przeciwnościom losu brnie do przodu, goni za marzeniami – dawaj  mu przykład dziś, nawet, gdy wydaje Ci się, że nie widzi. Domyślasz się już, co widzi w Tobie Twoje dziecko?

klaps, klapsy, agresja, bicie dzieci

Mówmy głośno – bicie zawsze jest złe | #KochamNieBiję

Ja naprawdę bardzo się staram nie wpieprzać w życie innych ludzi, nie oceniać czyjegoś rodzicielstwa i nie wygłaszać swoich teorii na ten temat w tonie „powinniście/nie powinniście” – zwłaszcza, że w kwestii świadomego rodzicielstwa mam dość radykalne poglądy i pewnie większość by uznała, że wymagam od rodziców za  dużo, ale są tematy, na które nigdy […]

13 komentarzy
Rodzicielstwo bliskości, miłość, ojciec podrzucający dziecko, tata, dumny tata, szczęście, radość

Rodzicielstwo bliskości, szacunku, zrozumienia, intuicji…? | Podsumowanie pierwszych trzech lat mojego macierzyństwa

Pierwszy raz po kilku miesiącach obudziłam się dziś pierwsza z całej trójki i dane mi było napawać się poranną, niczym nieskażoną beztroską domową ciszą, w której słychać było tylko ich spokojne oddechy, w rytm których najmłodsze, jeszcze z brzucha, również dawało znać o swoim istnieniu. Po ciężkiej, w połowie nieprzespanej nocy, której atrakcjami była niewyjaśniona wysoka temperatura pierworodnej i […]

5 komentarzy
blog parentingowy, dziecko, matka

Rozważania Matki Debiutantki #1

Jestem mamą od niespełna trzech lat. W dodatku matkuję jednej tylko istocie na ziemi, nie śmiem więc nazywać się ekspertem czy też jako specjalistka od wychowywania zabierać głosu na szerszym forum. Jestem też jednak przede wszystkim człowiekiem. Istotą, która naprawdę całkiem niedawno wyrosła z wieku dziecięcego i są pewne kwestie w wychowywaniu dziecka, które przez […]

12 komentarzy
fotografia dziecięca, blog parentingowy, mądre wychowanie

Mądrze wychowywać, tłumaczyć świat

Wtorek. Jeden spacer z przerywnikiem w postaci pobrania krwi z paluszka. Wczorajszy dzień, który udowodnił mi jak ważne jest rozmawianie z dzieckiem o świecie takim, jakim jest naprawdę, ile znaczy mówienie prawdy…oraz jak często jeszcze nie wierzę wystarczająco w moją córkę. Dzień, który skłonił również do refleksji nad głębszym znaczeniem stwierdzenia „mądrze wychowywać”, bo właściwie… […]

11 komentarzy

Moje wybory na wiosnę

  • Anonymous

    Potrzebowałam tego…dziękuję😘

  • Anonymous

    otworzyłaś mi oczy tym postem, dziękuję :*

  • Anonymous

    Kocham swoje dziecko najmocniej na świecie, ale nie zbzikowałam na jego punkcie. Cały mój świat nie kręci się tylko wokół niego i wiem, że nigdy tak nie będzie. Może po prostu mam inne podejście do tych kwestii i nie jestem tak wrażliwa. Chcę dla niego jak najlepiej i będę się starała z całych sił, żeby jak najwięcej dać mu swojego czasu, miłości, cierpliwości, zrozumienia…ale w granicach rozsądku…Kiedyś to dziecko dorośnie i pójdzie w świat, być może na drugi koniec polski, albo i na inny kontynent..i co wtedy? Ciężko będzie to psychicznie znieść…a znam rodziców, którzy teraz nie dają „złapać oddechu” swojemu dziecko, bo kiedyś całe ich życie kręciło się tylko wokół dziecka. I to już nie jest fajne.
    I żeby nie było…Kocham swoje dziecko i nie jest dla mnie karą 😉

    • Anonymous

      Dokładnie. Zgadzam się 🙂

  • Anonymous

    To jest trochę tak, że w dzisiejszym świecie ciężko poustawiać sobie życie tak jakby się chciało. Podziwiam Cię, że zdecydowałaś się na pracę w domu. Ja nigdy bym na coś takiego się nie zdobyła z jednego powodu…nie mam ochoty być z dzieckiem od rana do wieczora. Od urodzenia (czyli od 3 miesięcy) jestem ciągle z synkiem w domu i szczerze mówiąc bokiem mi to już wychodzi. Jasne wyjdę gdzieś, ale zawsze z nim. Takie maleństwo potrzebuje bliskości jak najwięcej więc znoszę to nadal, ale to wcale nie jest fajne. Kocham go najmocniej na świecie i nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być ale chcę też mieć coś poza nim. Dlatego tak bardzo nie mogę się doczekać gdy wrócę na studia. Całe weekendy będę poza domem i to mi pasuje. Będę tęsknić – to oczywiste, ale będę mieć kontakt z innymi ludźmi, będą inne tematy niż tylko dziecko. Dziecko nie jest całym moim światem…jest jedną z najważniejszych części tego świata, ale są też inne – mąż, studia, praca…
    A wyprasowane koszule, czysty zadbany dom to też duża odpowiedzialność 😉 Dziecko to nie wszystko…liczy się całokształt.

    • Anonymous

      Nie wiem co miała na myśli dokładnie autorka komentarza, bo wygląda to trochę tak jakby to dziecko było jakąś karą, którą co prawda się kocha, ale najważniejsza jest ONA (tzn. autorka)…. I trochę to smutne.Jeśli się mylę to z góry przepraszam, ale taki jest wydźwięk tego komentarza. Fakt…gdy moje dzieci miały trzy miesiące, też bywały momenty, że miałam wszystkiego dość chciałam się oderwać -Życie z niemowlakami bliźniakami bywa męczące i fizycznie i psychicznie, ale mimo to nie wyobrażałam sobie zostawić ich nawet na jeden cały dzień. Powrót na studia był dla mnie katorgą, płakałam 2 tyg. przed zjazdem, że będę musiała je zostawić, a miały wtedy pół roku. Teraz jest trochę inaczej, nadal siedzę z nimi w domu i marzę o tym aby znaleźć pracę, lub otworzyć coś swojego aby wysyłać je po p-kola ale na max 5 godzin. A resztę czasu poświęcać im. Nie twierdzę, że gdyby ‚przyszła’ do mnie dobra pełnoetatowa oferta pracy nie podjęłabym (wiadomo aspekt finansowy ma znaczenie…), ale z obserwacji wiem, że czas spędzany z dzieckiem na zabawie jest ograniczony do minimum lub nie ma go wcale…
      Z drugiej strony, są ludzie którzy potrzebują stałego kontaktu z kimś innym niż dzieckiem i ta praca jest wtedy wybawieniem. Ja to rozumiem, gdyby nie to, że przez nasze mieszkanie prawie codziennie przewija się jakiś dorosły człowiek (;P) , pewnie bym zbzikowała. Dlatego pracy w domu też Ci bardzo zazdroszczę, mimo wszystko jest to zawsze jakieś oderwanie od czynności naokoło domowych i naokoło dzieciowych;).
      T.

  • u mnie było inaczej… Starszy synek mówi: „Mama, a dlaczego Ty się nie malujesz?”
    Ja: „maluję się ale tak delikatnie,a co?”
    Syn: „No bo ja chciałbym żebyś usta malowała i oczy”
    Ja: „ale kochanie nie wszyscy potrzebują się malować”
    Syn: „ale niektórzy potrzebują”.
    hahaha także tak… +100 do pewności siebie 😀

  • Kapitalny post! Świetne i święte słowa. Nic, tylko cytować. I zapamiętać. I stosować.

    Dzięki!

  • Marta

    Nie dostałam maila o tym poście 🙁
    Moja perełka kończy 2lata za trzy miesiące… i to jest chyba ten czas kiedy takie rzeczy zaczynają do nas docierać. Jesteś cudowną Matką. I ja też jestem cudowną matką. I najważniejsze, żebyśmy miały tego świadomość niezależnie od tego co słyszymy z boku.

    p.s. też się co rano razem malujemy 😀

© Wikilistka 2016
Kreativ Media