Świąteczne SMART tradycje – co koncertowo olewamy, a co wpajamy dzieciom i DLACZEGO?

Bądźmy w kontakcie

Jako człowiek świadomy, często rozmyślającym o życiu i podejmowanych wyborach, mam dość sceptyczne podejście do większości utartych świątecznych tradycji, które już pewnie od kilku dziesięcioleci straciły na aktualności. Jednocześnie jest w tych grudniowych dniach coś tak magicznego, że chce się je wyryć najmocniej w pamięci dzieci. To wszystko sprawia, że jako świadoma mama, balansuję gdzieś pomiędzy wyłapywaniem wartości w tym, czego mnie uczono i jednocześnie mam odwagę do tego, by tworzyć własne tradycje świąteczne. Takie bardziej wartościowe, niosące za sobą coś dobrego – albo dla świata albo chociaż dla naszego rodzinnego mikrokosmosu. Co to takiego? 

NASZE WŁASNE TRADYCJE – JAKIE SĄ?

Przede wszystkim jakoś na początku grudnia albo jeszcze pod koniec listopada, robimy dokładne porządki w pokoju dzieci i szukamy miejsca na nowe zabawki, które ma przynieść Mikołaj. Musimy więc znaleźć takie zabawki, które a) zniszczyły się b) przestały spełniać swoją funkcję i dziewczynki już się nimi nie bawią. Gdy już uporamy się z ogarnianiem przestrzeni, odłożone zabawki dzielimy na te do : oddania / sprzedania / wyrzucenia.
To bardzo ważna lekcja dla dzieci z trzech powodów – po pierwsze, usilnie wpajam im, że przedmioty są z nami po to, żeby nam służyć. Każdy z nich ma jakąś funkcję, a funkcją zabawek jest sprawiać dzieciom radość i służyć do zabawy. W związku z tym, zabawki będą szczęśliwsze i bardziej spełnione np. u innych dzieci, którym sprawiają radość, skoro u nas leżą na dnie skrzyni. Po drugie – moja Wiki (5l.) już wie, że niektóre zabawki w świetnym stanie można sprzedać, a za odzyskane w ten sposób pieniądze, kupić sobie coś, co aktualnie sprawi nam radość.  W tym roku zupełnie świadomie zebrała do jednej dużej torby niemal wszystkie kucyki Pony, które zbierała przez jakieś 3 lata i oddała mi torbę z prośbą o sprzedanie ich, bo marzy jej się domek dla lalek Barbie.

Tak, dostała go właśnie za to, że sprzedała stare zabawki. Nie od Mikołaja. Nie pod choinkę, tylko jako możliwość sprawienia sobie radości poprzez mądre dokonywanie wyborów.

Po trzecie – i najważniejsze – uczymy się pomagać. Rozmawiamy o tym, że są dzieci samotne, które Wigilię spędzą bez rodziców. Biedne, do których Mikołaj na pewno nie przyjdzie. Takie, które być może będą tego dnia głodne… Rozmawiamy o tym i szukamy wspólnie sposobów, co MY możemy zrobić, żeby na buziach tych dzieci pojawił się uśmiech. W tym roku udało mi się dzięki temu podejściu opróżnić pokój z niemal wszystkich pluszaków (poza tymi ukochanymi) , puzzli i nieczytanych już książek. Większość z tych zabawek trafi do dzieci z rodzin, do których trafi Szlachetna Paczka, część do Biblioteki i Domów Dziecka / Hospicjum dla Dzieci itp.

Kolejna nasza tradycja to Mikołajkowe Pomaganie

Zazwyczaj właśnie w Mikołajki, staram się dzieciom przypominać, że warto robić coś dobrego. W tym roku oprócz tego, że w przesyłce do Szlachetnej Paczki znalazły się niemal nowe zabawki od nas z domu, to mogliśmy sobie też pozwolić na to, by dokupić kilka rzeczy. Dowiedziałam się, że w jednej z rodzin są dziewczynki – 5 i 9latka – które prawdopodobnie nie mają ani kredek, ani farbek, ani nawet kartek czy zeszytów. Dzieciństwo bez kredek, farbek… bez kolorów. To musi być strasznie smutne! Opowiedziałam o tym Wiki i razem byłyśmy wybrać cały komplet różnych przyborów do pisania i rysowania. Piękne było to, że nie usłyszałam ani razu „ja też takie chcę”, a moja córka była naprawdę w to zaangażowana – pytała jak dziewczynki mają na imię, czy wolą kucyki czy księżniczki i jaki mają kolor włosów…

Nie wiedziałam, co znaczy słowo duma, dopóki nie zaczęłam widzieć jak serce, dobroć i miłość wkładane w te moje małe pociechy wracają do świata ze zdwojoną mocą, uwierz mi.

Tego dnia trafiłam jeszcze na stronę ListyDoMikołaja.org i dosłownie, łzy kapały mi ciurkiem. Płacząca mama raczej nie umyka uwadze 5-latki, więc miałyśmy okazję do kolejnej rozmowy o tych, którzy mają dużo mniej niż inni… Trafiłam na tej stronie na listy nastolatek proszących nie o nowego iphone-a ( jak większość), ale o ładny kubek do herbaty, dezodorant i skarpetki…. Na 9-letniego chłopca, którego mama zostawiła u dziadków i pojechała do Niemiec, teraz nawet nie dzwoni i to dziecko prosi Mikołaja nie o prezent, a o to, by mama wróciła… Kilkuletnie dzieci (początek szkoły), które proszą o drobne podarunki dla swojego młodszego rodzeństwa, bo „one sobie dadzą radę i bez prezentów” … Wejdźcie, poczytajcie. Chyba nic lepiej nie uświadamia, jakie pierdoły na co dzień potrafimy nazywać problemami i jak bardzo nie doceniamy swojej codzienności…

KTÓRE TRADYCJE KONCERTOWO OLEWAM?

Cóż – ja raczej nie jestem tradycjonalistką, powiedzmy sobie szczerze. Gdy słyszę, że coś się „powinno” albo „tak wypada”, od razu słyszę w głowie ulubiony cytat z Alicji w Krainie Czarów, którą czytała mi moja mama:

„A gdyby wypadało nosić twaróg na głowie – nosiłabyś?”

Z tego względu ja nie myję okien i nie pucuję łazienki z okazji jakichkolwiek świąt. Staram się żyć w na tyle czystym mieszkaniu, by było bezpieczne i żebym czuła się w nim komfortowo, ale nie mam ambicji zaimponować jakimkolwiek gościom, gdyby przyszło im do głowy przeprowadzać test białej rękawiczki, bo raczej nie zapraszam do domu ludzi, których bardziej interesuje mój kurz w mieszkaniu niż rozmowa ze mną przy kawie. Proste!

Nie robię też 12 potraw i generalnie nie przygotowuję na święta ani ogromnej ilości jedzenia, ani tradycyjnych dań, za których smakiem nie przepadamy ani też nie robię na te wolne 2,5 dnia zakupów jakby miała zaraz nadejść jakaś klęska żywiołowa. Mimo, że robię niewiele, to i tak całe gotowanie rozkładam sobie w czasie, a w Wigilię to ja tylko rozgrzewam jedzenie i parzę świeżą kawę i herbatę – that’s all.

Nie wydaję milionów monet na kieckę i buty ani nie wciskam dzieci w jakieś niewygodne kreacje tylko po to, by pochwalić się przed dawno niewidzianą rodzinką – po pierwsze mam ten komfort, że takie podejście od zawsze było dla mnie zwyczajnie bez sensu. Ja się na tyle dobrze czuję z własnym poczuciem wartości, że jeśli ktoś miałby problem z moim ubiorem to… no cóż, ON miałby problem, nie ja ; ) Po drugie – właśnie na takie jednorazowe okazje ja jestem zwolenniczką kupowania jak najtańszych kreacji czy butów. W życiu nie kupiłabym porządnych, skórzanych szpilek za kilkaset złotych, jeśli prawdopodobnie w ciągu najbliższych kilku lat nie włożę ich więcej niż 5-10 razy, no way. Nie mówiąc już o sukienkach dla dziewczynek, które założą może z 2 razy. Kupuję więc albo takie, które będą nosiły i na co dzień (i wtedy lepszej jakości) albo tylko na ten jeden raz, jakieś za kilkanaście zł z Pepco.
Jeszcze raz – doprawdy nigdy nie zrozumiem idei bycia „na pokaz”, by zaimponować rzeczami, na które tak naprawdę często nas nie stać ludziom, których w sumie wcale nie lubimy…. Po co? 

DBAM O TO, CO WAŻNE. O MAGIĘ W CODZIENNOŚCI

Dzięki temu, że nie mam parcia na akceptację moich życiowych wyborów przez środowisko, nie czuję, że coś na święta „powinnam” czy „muszę”, mam czas i pełną wolność wyboru, by poświęcić go temu, co CHCĘ ZROBIĆ, bo jest dla mnie ważne.

Obowiązkowym jest dla mnie budowanie magii w grudniowej codzienności. Chcę żeby grudzień na zawsze w pamięci moich dzieci pachniał piernikami i mandarynkami. Mam czas, by nagrywać małe nieporadne rączki zagniatające ciasto na pierniki i wojujące z foremkami do ciastek. Fabrykuję ślady zostawione przez Mikołaja i uparcie opowiadam bajki o specjalnym, nietopniejącym śniegu z Bieguna Północnego, który jak nic przypomina zwykłą mąkę, ale przecież nią nie jest. Rozwieszam światełka, wyciągam dekoracje. Z głośników podczas gotowania zwyczajnych grudniowych obiadów rozbrzmiewa mi ulubiona świąteczna playlista. Na potęgę palę pomarańczowe świeczki … Rokrocznie zarywam noc z 30 listopada na 1 grudnia, by upozorować włamanie elfów, które w ostatnim momencie zdążyły podrzucić kalendarz adwentowy, a w swoim notesie skrupulatnie dzień po dniu śledzę, jakie to ciekawe zadania Elf-Mama zapisała na karteczce, co by nie zapomnieć, że zbliża się Dzień Świątecznych skarpet, a nasze wszystkie w praniu.

W przeciwieństwie do innych oklepanych zwyczajów, tego wszystkiego nie muszę.

CHCĘ.

Robię to, bo chcę, żeby moje dzieci, gdy już dorosną i odkryją, że główną sprawczynią grudniowej magii byłam ja, zrozumiały, że MAMIE SIĘ DLA NICH CHCIAŁO.

Wstawać o 2-giej w Mikołajkową noc, bo zapomniałam zrobić kakao, które miał wypić Mikołaj i nadgryźć pierniki.

Pakować te paczuszki do kalendarza jako Elf do późnej nocy.

Dbać o czysty komplet świątecznych skarpet dla całej rodziny na konkretny dzień.

Pamiętać o światełkach, dbać o wszystkie prezenty i fabrykować ślady Mikołaja, rozsypując mąkę, by następnego dnia ją musieć sprzątać.

Jak już zrobimy pożyteczne porządki i pomożemy potrzebującym, gdy obwiesimy dom światełkami i upieczemy ciastka dla Mikołaja, mamy też swój Dzień Świątecznych Skarpet, rodzinne seanse kinowe ze świąteczną bajką i wigilijne rodzinne selfie w bombce. Wszystko takie nasze, stworzone i kultywowane od 6 lat. Tak się tworzy Rodzinę…

Żyję świadomie i tak chcę wychowywać moje dzieci. Nie powielam bezsensownych schematów, tylko tworzę swoje, własne. Takie, które realnie przynoszą światu coś bardziej wartościowego niż umyte okna, wyprane firanki i stosy jedzenia, którego nadmiar trafia na śmietnik.

Jak długo żyję, a więc przez całe 25 lat nikt mi sensownie nie wytłumaczył np. idei świętowania rocznicy śmierci bliskich osób (jeszcze jakby świętowano śmierć wrogów, to rozumiem, ale bliskich?!), tak samo jak robienia 12 potraw dla 4-osobowej rodziny… za to wszyscy dookoła powielają ten schemat… Dziwny ten nasz świat, dlatego wiem, że nie warto ślepo podążać za tym, co nam dyktuje tłum.

NOWE TRADYCJE ZBUDUJĄ NAM LEPSZY ŚWIAT

Zamiast tego polecam Wam tworzyć własne tradycje albo rozpowszechnić niektóre z naszych. Wierzę, że dla moich dzieci to odgracanie i pomaganie będzie tak naturalne jak teraz dla większości 12 potraw na stole. Mam ogromną nadzieję, że dawanie im przykładu jak kochać z zaangażowaniem poprzez to, że „chce się” dla drugiej osoby, to cenny kapitał, który daję im na przyszłość.

Wierzę w lepszy świat.

W to nowe społeczeństwo, które my teraz tworzymy od podstaw. Wierzę, że będą sobie podawać ręce, a nie podstawiać nogi. Karmić głodne dzieci, zamiast inwestować w niszczycielską broń. Przetwarzać, zamiast eksploatować nasz wspólny dom. Naprawdę w to wierzę. . .

Wierzę to co, co sama dziś zaczynam tworzyć.

A Ty? 

Aktualnie u nas na topie

© Wikilistka 2016
Kreativ Media
Close