Jak w 30 minut dziennie, efektywnie wykorzystać urlop macierzyński i co może Ci to dać? (+moja historia)

Bądźmy w kontakcie
Każda mama wie, jak szybko po pojawieniu się dziecka czas zaczyna gonić jak szalony. Z autopsji znamy to jak początkowo dni rozmywają się z nocą i gubimy się w dniach tygodnia. Gdy już ogarniemy ten nowy system, często okazuje się, że ten cudny i wymarzony „urlop” macierzyński, podczas którego to TYYYYLE miałyśmy zrobić, TYYYLE nowego się nauczyć, właśnie zbliża się ku końcowi, a my jesteśmy w tym samym miejscu, co prawie rok temu. Skąd ja to znam… Dodatkiem jest poczucie trochę straconego czasu, poczucie zawodu na samej sobie i chęć zatrzymania czasu na tu i teraz, bo przecież chcemy się jeszcze nacieszyć maluszkiem, a zaraz trzeba będzie wracać do pracy.
Chcę Ci dziś udowodnić, że nie musi tak być.


Opowiem Ci o możliwościach, z których aż żal nie skorzystać. O narzędziach, które ma każda z nas i  krokach, które każda z nas może podjąć – dzień po dniu.
Bo wiesz, ja też nie jestem idealna i wiele bym zmieniła, ale jednak ostatnie 5 lat, czyli czas mojego dotychczasowego macierzyństwa, to właśnie ten czas, przez który zrobiłam dla siebie najwięcej, a dzisiejsze efekty, pokazują mi jak wielką moc ma poświęcanie na własny rozwój chociaż tych 30 minut dziennie.

Chciałabym, żebyś uwierzyła w moje słowa i magiczną moc tych 30 minut, dlatego pozwól mi, proszę, na drobną dygresję nim przejdę do meritum dzisiejszego wpisu.

3-4 lata temu nie marzyłam nawet o tym, że blog mógłby być moją pracą. Miałam 100 fanów na facebooku i cieszyłam się, że w ogóle ktoś chce czytać to, co piszę. Dzięki tym przysłowiowym 30 minutom dziennie, o których chcę dziś z Tobą porozmawiać, właśnie czytasz wpis, który jest początkiem mojego autorskiego projektu #SmartLife, którego partnerem w technologicznej części na najbliższe pół roku została marka Asus.
Te drobne kroki, do podjęcia których dziś Cię zachęcam, sprawiły, że stworzyłam miejsce, które co miesiąc inspiruje kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt tysięcy kobiet do lepszego życia i ideę, do której promowania z powodzeniem udaje mi się przekonywać światowe marki.


I widzisz – choć nadal nie mogę przekonywać ich zasięgami liczonymi w setkach tysięcy czytelników, na co może pozwolić sobie chociażby Eliza, która niezwykle mnie inspiruje i której zawsze kibicuję, to moim asem w rękawie są zupełnie inne wartości i to jest mój sukces.

Sukces moich 30 minut dziennie. Wy jesteście moim sukcesem, bo wracacie tu, dając mi wyraźny feedback, że takie treści są ważne i potrzebne. DZIĘKUJĘ!
O mojej historii jeszcze Ci opowiem, a teraz mam nadzieję, że udało mi się Ciebie zmotywować, więc wróćmy do Twoich dzisiejszych możliwości.


Co możesz zrobić dla siebie dziś?

Mamy dziś możliwości, z których aż żal nie skorzystać i rozwój jest dosłownie na wyciągnięcie ręki. Wystarczą nam dwa narzędzia, które – założę się – i tak już posiadasz.

Dzisiaj wiedza jest za darmo!

Mamy Internet. I to jest najpotężniejsze narzędzie dzisiejszych czasów. To dzięki niemu, możemy pracować z dowolnego miejsca na ziemi i nie wychodząc z łóżka, zgłębiać wiedzę, która jeszcze do niedawna była nieosiągalna.

Co najlepsze – ogromna dawka tej wiedzy dostępna jest za darmo, a może się przerodzić w realne, także finansowe zyski.

W sieci znajdziesz mnóstwo kursów, które zrobisz za darmo. Są też takie, po których możesz uzyskać normalne, papierowe certyfikaty i dyplomy. Nawet studia można już skończyć w większości przez Internet, co odkryłam dziś szukając materiałów do tego wpisu i zaintrygował mnie ten pomysł.

Konkretnym miejscom w sieci, gdzie możesz szukać wiedzy poświęcę osobny wpis, jeśli tylko wyrazisz w komentarzu zainteresowanie takim tematem, dziś jednak wspomnę Ci pokrótce tylko o kilku i opowiem Ci o zaletach takiego rozwiązania.

Wiesz jaka jest największa przewaga zdobywania wiedzy on-line w porównaniu do metod tradycyjnych, którą dostrzeże każda mama?

PEŁNA ELASTYCZNOŚĆ. Możesz zdobywać wiedzę nie wychodząc z domu. W czasie, kiedy Tobie odpowiada to najbardziej. Nie musisz organizować opieki do dziecka, a czasem w trakcie webinaru czy podcastu zdążysz jeszcze poprasować albo ogarnąć inne rzeczy w mieszkaniu. Nie wiem jak u Ciebie, ale dla mnie ta elastyczność jest nie do przecenienia.

Czego możesz uczyć się on-line?

Tak naprawdę wszystkiego. Zaczynając od tego jak kupować na AlieExpres (i taki płatny kurs znalazłam), przez szkolenie umiejętności zarządzania czasem, przez zaawansowaną obsługę takich programów jak Excel czy Word, przez wiedzę z zakresu social mediów, montowania filmów, programów graficznych, po kodowanie stron. Możesz też z tutoriali na YT uczyć się obróbki zdjęć albo w ogóle robienia zdjęć w Akademii Fotografii Dziecięcej. Możesz nawet zacząć studia przez internet, no serio! Z Youtubem możesz szlifować robienie artystycznych paznokci i świetnego makijażu – jeśli będziesz w tym naprawdę dobra i to pokażesz, kupisz dobrej jakości kosmetyki, to nikt nawet nie zapyta Cię o dyplom, a od Klientek się nie opędzisz.

MOŻESZ! I NAPRAWDĘ OD CIEBIE TYLKO ZALEŻY, CZY ZNAJDZIESZ W CIĄGU DNIA 30 MINUT NA WŁASNY ROZWÓJ.

Ale mówiłam o dwóch narzędziach – prawda? To dość istotne, bo  – choć nie jest to niemożliwe – to jednak większość z tych kursów trudno byłoby realizować na smartfonie. Dlatego też drugie narzędzie, jakim jest komputer, również się przyda.

Komputer – po prostu ‚jakiś’. Wystarczy. Ja zaczynałam, mając rozpadający się przedpotokowy model ; ) Od września zeszłego roku mam ten luksus, że pracuję na Zenbooku (dotąd był to ASUS ZENBOOK UX303), a od kilku tygodni testuję nowy, dużo fajniejszy model ZENBOOK UX410UA i to właśnie kilka jego unikalnych cech zainspirowało mnie do tego, żeby przy okazji opowiedzieć Ci o kilku rzeczach, które się w takim ‚maminym’ komputerze do pracy przydadzą najbardziej, bo bez względu na czym będziesz zaczynać – jestem pewna, że za jakiś czas zaczniesz rozglądać się za nowym modelem.

Jak powinien być idealny laptop dla pracującej mamy?

Lekki i niewielki, a przy tym maksymalnie wydajny
To cecha – klucz, bo im będziesz miała starsze dziecko, tym trudniej będzie znaleźć czas na spokojną pracę i wtedy nieocenione okazuje się np. wyjście na salę zabaw czy chociaż do piaskownicy, gdzie dziecko może swobodnie się pobawić i zająć, a Ty popracujesz w spokoju. To, za co wyjątkowo pokochałam swój nowy model Zenbooka to super cieniutka ramka dookoła ekranu, dzięki czemu w obudowie od standardowego notebooka 13 cali, mam 14 calowy ekran. Uwierz mi, że przy pracy z grafiką i zdjęciami, ten jeden cal robi różnicę.
Waga i wielkość – wiadomo. I tak wychodząc z dzieckiem mamy pełną torbę i każdy nadbagaż nie służy naszemu kręgosłupowi. UX410 waży zaledwie 1,3 kg i jest wielkości plus minus kartki A4. Wystarczająco duży, by wygodnie na nim pracować i wystarczająco mały, by mieć go przy sobie przez cały dzień.

Wytrzymała bateria
Każda z nas wie, jak trudno wyciągnąć dziecko z piaskownicy, albo jak niezastąpionym środkiem uspokajającym w przedłużającej się podróży pociągiem czy autobusem okazuje się bajka – right? Osobiście też cenię sobie tę cechę, gdy piszę po nocach w łóżku i za nic nie chce mi się ruszyć po kable, a jednak chciałabym skończyć tekst.

Matowa matryca
Jesteś mamą, jak ja, więc zrozumiesz, czemu tak wracam do tej piaskownicy ; ) Otóż z autopsji mogę zagwarantować, że przy błyszczącym ekranie w laptopie i słonecznej pogodzie, w piaskownicy zrobisz niewiele. Matowa matryca rozwiązuje problem odblasków i pozwala swobodnie pracować.

Podświetlana klawiatura
W sumie nie wiem, czy teraz teraz to już nie jest standard, ale doceniam fakt jej posiadania zwłaszcza, gdy Wiki nie może zasnąć przez 1,5 godziny i twierdzi, że przeszkadza jej ABSOLUTNIE KAŻDE ŚWIATŁO. Zdarzają się takie dni, a wtedy chociaż widzę co piszę 😉

Dziecioodporność

Taaak … powiem Ci szczerze, że mamy w domu stary model z takiego klasycznego plastyku i drżę o niego za każdym razem, gdy Mia się do niego tylko zbliża, bo wydaje mi się, że jedno porządne uderzenie ręką w ekran i zawiasy po prostu nie wytrzymają. Z Zenbookiem nie mam tego problemu, bo jakością wykonania bije na głowę, a tworzywo, z którego jest zrobiony przypomina mi bardziej metal niż typowy plastik.

Internet i komputer – tylko tyle i świat masz na wyciągnięcie ręki. Tak sobie myślę, że w całej mojej idei praktyki wdzięczności, którą promuję, nie fair byłoby nie korzystać z możliwości, jakie dziś daje nam świat, nie sądzisz? Bo to tak, jakby nie doceniać, tego, co mamy…

To tylko 30 minut dziennie i naprawdę od Ciebie zależy, czy będziesz w tym czasie scrollować fejsa, czy każdego dnia zrobisz krok w kierunku własnej niezależności, right? Mam nadzieję, że udało mi się zmotywować Cię, żeby robić coś dla siebie i CHĘTNIE DOWIEM SIĘ, NAD CZYM CHCESZ W NAJBLIŻSZYM CZASIE POPRACOWAĆ? Co lubisz? Co Cię kręci? W czym chciałabyś się rozwijać? KONIECZNIE DAJ MI ZNAĆ!

Moje wybory na wiosnę

  • Fotka

    Witam . Bardzo fajny tekst 😀 Szczerze powiedziawszy czuje się trochę skarcona przez niego 😀 ( bo w sumie mam zawód i nie powinnam narzekać)10 lat temu skończyłam szkołę fotograficzną niestety nie pracowałam w zawodzie. Od 5 lat prawie w ogóle nie fotografuje . Jestem teraz na urlopie macierzyńskim i myślę o powrocie do zdjęć i założenia własnej firmy( obecna praca odpada). Oczywiście co nie co trzeba by było sobie przypomnieć.Moim problemem jest jednak brak pewności siebie że to się uda. Brak wiary że potrafię robić zdjęcia, strach przed krytyką. I oczywiście czy to jest to co da mi satysfakcje i szczęście .

    Podziwiam wszystkie kobiety,które potrafią wziąć życie w swoje ręce tak jak Ty 😀 Pozdrawiam 😀

    • Bój się, ale działaj – ja też się boję, każdego dnia. Ale robię to i jeszcze jakoś żyję.

  • Cześć! Świetna ta strefa kursów, którą podesłałaś 🙂 Korzystałaś z jakiegoś?
    Na macierzyńskim zaczęłam pisać bloga, do którego zbierałam się jakieś…5 lat 😉 Czasu nie jest dużo, czasem faktycznie ledwie 30 minut, ale myślę, że metodą małych kroków dam radę być coraz lepsza 🙂 Dzięki za ten wpis! 🙂

    • Na pewno dasz radę!
      Ja akurat stąd nie korzystałam, ale przymierzam się do kilku : )

  • Jak mi się pozytywnie zrobiło po przeczytaniu artykułu i komentarzy! On-line ma tylko jedną wadę – nikt nad tobą nie stoi i trzeba się samemu pilnować ;P A to u mnie najtrudniejsze… Póki co rozwijam się stacjonarnie (prawie) za darmo w szkole policealnej 🙂 I takie rozwiązania polecam, jeśli macie takie same problemy z systematycznością jak ja. Co prawda co drugi weekend zajęty, ale jaką mam satysfakcję z każdej tworzonej na zajęciach wiązanki czy wianka (uczęszczam na florystykę <3 )
    Ale ale od dłuższego czasu chodzi za mną potrzeba nauczenia się obsługi jednego z programów graficznych, więc będę czekać na wpis z kursami. A nuż znajdę coś dla siebie 😉

    • Widzisz, ja z kolei wolę wszystko on-line i w domu, bo żąl mi czasu na wyjścia i dojeżdżanie gdziekolwiek. Bo w tę godzinę czy dwie już jestem się w stanieczegoś nauczyć poczytać książkę, coś zrobić 🙂
      Ale dla niektórych na pewno to jest wyjście.

  • Czytałam wczoraj o Twoim zenbooku i parę godzin później zaczęły się problemy z moim (ładowarka przestała dobrze stykać). Przypadek :)? Mam po mężu Zenbooka UX31A i dziwię się, że na początku tak go nie lubiłam! Przez parę miesięcy Asus leżał odłogiem a ja korzystałam ze swojego wielkiego i ciężkiego Della, a Asusa brałam tylko wtedy, kiedy jechałam do biblioteki.
    Co do urlopu macierzyńskiego… Mam wrażenie, że jest straszny nacisk na to, by w czasie tego roku z dzieckiem oddać się swoim pasjom i najlepiej założyć biznes. Mój dzieć ma już 13 miesięcy, a ja nadal nie mam pracy ani biznesu więc na pierwszy rzut oka obijałam się! Ale cisnę magisterkę, za mną setki webinarów, podcastów z blogowania i biznesu online… Najważniejsze, to żeby teraz to wykorzystać a nie być wiecznym studentem w wersji online 🙂

  • Daria

    Motywujące, bardzo. Ciągle szukam kursu/studiów z zakresu kadr i płac w wersji właśnie online. Oraz angielskiego biznesowego. Na szukaniu poległam ;(

  • Justyna Ejchart

    Dziś są moje urodziny i trochę mam doła… Dociera do mnie jak płytkie jest moje życie… Z pozoru całkiem szczęśliwe, piękne i bajkowe. Mam dwie wspaniałe córki, super męża, mam co włożyć do garnka i ubrać na tyłek… Generalnie uśmiech nie schodzi mi z twarzy i wiele osób mówi mi, że nie zna bardziej pozytywnej osoby ode mnie… Potrafię doskonale motywować innych i w każdej sytuacji zobaczyć coś dobrego… I żeby nie było – doceniam to! Z pełną świadomością mogę powiedzieć, że jestem spełniona jako matka, prawie spełniona jako żona, ale kompletnie nijaka jako „Ja”, gdzieś w głębi duszy czegoś mi brakuje i najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie wiem czego – nie potrafię odnaleźć „tego czegoś” co da mi satysfakcję i spełnienie, tego kawałka przestrzeni tylko dla siebie… Za dwa miesiące kończy mi się urlop macierzyński, urlop, który miał być moim wybawieniem,czas, który miał mi dać odpowiedź na to „czego chcę od życia” i co chcę robić… I jedyne co mi dał, to utwierdził mnie w przekonaniu „czego robić na pewno nie chcę”. Tylko tyle i aż tyle… Swojej drogi jednak nadal szukam… Bardzo podziwiam osoby, które robią coś z pasją, coś co daje im szczęście i spełnienie. Ty jesteś taką osobą, dlatego z chęcią tu zaglądam!

    • Justyna, nie chciałabym żeby mój wpis budził w Tobie negatywne odczucia 🙂
      Z tą pasją to też jest trochę tak, że jak staniesz się w czymś dobra to może to się stać pasją 🙂
      Ja skupiałam się w danych momentach na nauce tego, co akurat mnie kręciło – raz trochę html, raz wordpress, raz social media, czasem fotografia, czasem obróbka, a czasem jeszcze coś innego.
      Specjalnie napisałam we wpisie też o takich rzeczach jak tutoriale z malowania paznokci, makijażu czy nauka języka, bo to nie chodzi o to, żeby od razu szkolić się na specjalistę z jednej dziedziny, tylko żeby po prostu wyrobić w sobie nawyk codziennego pielęgnowania własnego rozwoju. Moim zdaniem droga się wyklaruje w trakcie 🙂

      • Justyna Ejchart

        Nie – absolutnie wpis nie budzi we mnie żadnych negatywnych uczuć 😉 To bardziej moje 31 urodziny wywołały ten stan… Wiesz taka spóźniona mentalna 30… Rok temu byłam w tym czasie w ciąży i miałam mnóstwo pozytywnych myśli, natomiast teraz przyszedł czas na podsumowania i niestety wnioski nie są pozytywne… Niby cały czas się rozwijałam, uczyłam, szłam w kierunku, który obrałam wybierając studia, jednak będąc przez rok w domu z córką, dotarło do mnie, że mój zawód nie daje mi satysfakcji (a wręcz mnie unieszczęśliwia)… I takie poczucie zawodu i straconego czasu… Tym bardziej, że kompletnie nie wiem co chciałabym w życiu robić 🙁 A mój urlop macierzyński dobiega końca i wiem, że jak wrócę do pracy, to będzie mi ciężko już się z niej wyrwać, a żyć z czegoś trzeba… No nic, na tym kończę moje narzekania – czas wziąć się w garść, a życie samo podsunie rozwiązanie 🙂 Pozdrawiam!

© Wikilistka 2016
Kreativ Media