MIGAWKI #3 | Lekcje jakie dał mi CZERWIEC 2019 & Ulubieńcy i Hity miesiąca

Czemu nie pisałam aż miesiąc? Kolejne dziecko i co u nas?

Aż nie wiem od czego zacząć, więc może spróbuję od …najważniejszego? Jaki był mój czerwiec, czemu nie pisałam aż miesiąc? Kolejne dziecko? Czego nauczyłam się w czerwcu o sobie, macierzyństwie i o życiu oraz – klasycznie – co mnie zachwyciło? Podsumowanie i hity są w drugiej połowie wpisu i jak popatrzysz uważnie, to znajdziesz też SmartKalendarz na lipiec do pobrania zupełnie za darmo! 🙂 


Było tak intensywnie jak jeszcze chyba ani razu w ciągu ostatnich dwóch lat. Choć milczałam tutaj na blogu, to stworzyłam coś niesamowitego. W 3 tygodnie udało mi się nie tylko zorganizować dla Was darmowe wyzwanie, z dopracowanymi graficznie materiałami PDF, codziennymi LIVE’ami i mailami, które zakończyło się… PRZEDSPRZEDAŻĄ PIERWSZEJ SERII MOICH SMARTLIFEBOOK’ów!  Zdążyłam je też dokończyć pisać ( w tym jeden zdolna ja skasowałam w całości tuż przed składem, więc pisałam od nowa!). Potem złożyć w całość, z której jestem graficznie bardzo zadowolona i postawić z Ł. stronę sprzedażową.

Jestem z nas naprawdę tak cholernie dumna…. Udało się ogarnąć we dwójkę, z dwójką dzieci przy nodze w 3 tygodnie coś, co ludzie pracujący po 8 godzin dziennie i mający wsparcie radzą zaplanować na 3 miesiące minimum!

Przy okazji 188,35 zł dzięki Wam zebrałam w czerwcu dla Eliasza (koniecznie poznajcie historię Ani, Eliasza i Milusi!) plus oczywiście to, co Wy przekazałyście za moją namową prywatnie od siebie. Może to nie jest zawrotna suma, ale teraz już mam pierwsze elektroniczne produkty, z którymi w takie zbiórki jest mi się dużo łatwiej logistycznie zaangażować niż z plakatami, dlatego już myślę o tym, w jakie akcje charytatywne będę się chciała włączyć do końca roku. Cudownie jest móc pomagać w ten sposób.

Gdybyście jeszcze zechciały pomóc (DO CZEGO CAŁYM SERDUCHEM ZACHĘCAM!) , choćby przysłowiową piątką, możecie dać znać, że jesteście #SmartTeamWikilistki 🙂 Śledzę zbiórkę, więc cudownie będzie mi zobaczyć, że zachęciłam kogoś do czegoś tak pięknego jak pomoc komuś potrzebującemu.

SmartLifeBook’i (dostępne TUTAJ) to takie moje kolejne dziecko. Tematyka jest we mnie od dawna, ale dojrzewałam do nich długo, rozmyślając czy zrobić to jako kurs, czy napisać książkę. Jeśli kurs, to jak go podzielić, skoro LIFE to życie i przecież nikt nie przebrnąłby przez kurs online mający tyle modułów, jeśli samo mądre zarządzanie rzeczami, domowa wyprzedaż i smartshopping były materiałem na 3 osobne elektroniczne książki…

Ten rok jednak wybitnie mi udowadnia, że wszystko przychodzi do nas w odpowiednim czasie. Do mnie w tym roku przyszła tak fotografia, potem pomysł na SmartLifeBook’i i takie podzielenie tematu Smart, na dalsze kursy, na książkę. Wszystko się w ciągu paru miesięcy samo jakoś wyklarowało, ułożyło w spójną całość i dało mi taki wewnętrzny spokój…w pakiecie z kilometrową listą “to-do”.

Zanim przejdę więc dalej do podsumowania miesiąca – ZAPRASZAM CIĘ NA STRONĘ SMARTLIFEBOOK’ów – i z niecierpliwością czekam na wszystkie Wasze komentarze i opinie. Jak się Wam podoba – pomysł, grafiki, wykonanie, idea “osobnych modułów”?

*Jeśli zapisałaś się już w okienku, które automatycznie Ci wyskoczyło po wejściu na wpis, nie musisz zapisywać się ponownie tutaj – już wskoczyłaś na odpowiednią listę i materiały z wyzwania będą się do Ciebie sukcesywnie wysyłać 🙂 


JAK MI MINĄŁ CZERWIEC?

Oprócz tego, że intensywnie, to właściwie też bardzo przyjemnie. Zrobiliśmy dużo rzeczy w tej całej zabieganej codzienności, które sprawiały przyjemność. Pogoda rozpieszczała i pozwoliła na pierwsze plażowanie z kąpielami w Bałtyku. Zjadłam z pół tony arbuza, truskawek i kalafiora, a lody po obiedzie wkraczają na salony.

Kupiliśmy hamak na balkon i nie miałam pojęcia, że 29 zł może sprawić aż tyle radości. Zabraliśmy dzieci do ZOO i na obiad w fajnej, nowej otwartej w Gdańsku restauracji. Na dokładkę jeszcze na otwarcie Klockowni, którą pokochaliśmy w Warszawie, więc cieszę się, że mamy ją już w Gdańsku. Było plażowanie, były gofry nad morzem, nadmorska przejażdżka rowerami (na próbę z wypożyczalni, koniecznie musimy ogarnąć swoje!). Była rodzinna mini-sesja zdjęciowa, spotkanie z przyjaciółką i siostrą z rodzinką, z Tatą. Wyjazd na Podlasie do Dworu Droblin (napiszę Wam osobny post o tym!:)) i wyczekana od 2 lat wizyta w Magicznych Ogrodach. Dobrze jest móc to wszystko powspominać.

Choć na dworze aktualnie lipcopad, sączę gorącą herbatę pod kocem i od rana jestem w kiepskim nastroju, to takie pozytywne retrospekcje bardzo dobrze mi robią. Pomyślałam, że Ci o tym napisze, bo może…właśnie masz podobnie jak ja?

Może Tobie też taki pozytywny przegląd miesiąca pomoże się uśmiechnąć i pomyśleć sobie, że pomimo gorszych momentów, warto jednak dbać o dobre, fajne życie? Mnie motywuje, by zadbać, żeby kolejny był co najmniej tak samo dobry! 


Lekcje jakie dał mi czerwiec 2019

Nie jesteś niezniszczalna, Słońce.
Tempo, które sobie narzuciłam przy całej akcji ze SmartLifeBook’ami było zabójcze. I cóż, dawno nie robiłam takiego zrywu, więc przeszacowałam swoje możliwości, bo jakoś mi się zapomniało, że mam już 27 lat nie 17, a w dodatku nie jestem ostatnio w najlepszej kondycji psychofizycznej. Tygodniowy maraton pracy przed komputerem po 13-14 godzin dziennie odbił mi się czkawką w postaci anginy i ..kolejnego antybiotyku. Ale antybiotyki, ich wpływ na zdrowie i odporność, to jest w ogóle temat na osobny wpis. W każdym razie przemęczenie czuję do dziś w każdej komórce mojego ciała i dobitnie widzę w kondycji cery. Matko, ja się starzeję! 😛

Tak bardzo chce mi się BYĆ
Jak nigdy, mam taką potrzebę totalnego wyłączenia się. Marzy mi się prawdziwy urlop, najlepiej na miesiąc . Taki, kiedy pewnie wrzucę coś na strories, jeśli będę miała taką potrzebę, ale nie będę czuła presji, by publikować na blogu, facebooku, Instagramie i w newsletterze. Nie będę myśleć o tym jak w dobie ucinania zasięgów rozpromować SmartLifeBook’i, nie będę chwilowo odpisywać na maile Klientów, pilnować sprzedaży i wysyłek plakatów, nie będę umawiać się na sesje. Ja to kocham całym sercem, ale nie miałam prawdziwie wolnego od ponad 7 lat nawet na 2 tygodnie. Marzy mi się taki czas, kiedy finanse i budżet pozwalałyby na to, by prawdziwie odetchnąć. Czuję się po prostu zmęczona i jednocześnie mam poczucie, że życie przecieka mi przez palce, choć staram się wyciskać je jak cytrynę.

Pierwszy raz w życiu jednak nauczyłam się, że fajnie jest NIE ROBIĆ NIC. Mój Tato śmieje się, że cierpię na “lenistwo wybiórcze”, bo z jednej strony jest masa rzeczy, których ja nie znoszę robić i unikam ich jak mogę. Jednak wpadam w wir pracy, nowych pomysłów i nieustannie myślę.  Na Podlasiu odkryłam, że tak mi dobrze, kiedy idę z Mią polną drogą i podziwiamy robaki. Gdy patrzyłyśmy na motyle latające nad lawendą. Kiedy wyklejałam z nią kolejne książeczki edukacyjne albo po prostu usypiałam je bez telefonu obok, bez presji, by nie zasnąć i porobić coś jeszcze choć godzinę. Pierwszy raz w życiu brakuje mi takiego czasu, by nie robić nic konktruktywnego czy rozwojowego, a po prostu BYĆ.

Żyjesz tak, jak jesz.

Choć od “bycia fit” dzielą mnie lata świetlne, to jednak nauczyłam się przez kilka ostatnich lat, jeść dość zdrowo – tak jak mi smakuje, z małymi i większymi grzeszkami, ale jednak dość…lekko. Na co dzień nie zwracam już na to aż tak bardzo uwagi, bo robię to intuicyjnie. I wtedy pojechałam na Podlasie 😉 Jedzenie w Dworze Droblin jest absolutnie przepyszne, ale też dość tradycyjne, lokalne i – dla kogoś, kto na co dzień je podobnie do mnie – po prostu ciężkie. Do tego fakt, że jedliśmy właściwie obiad i “obiadową” kolację, często obiad dwudaniowy (i najlepsze lody waniliowe ever na deser!) nie pomagał, ale trudno było się oprzeć. Jeśli będziecie w okolicach to wstąpcie sobie chociaż na obiad : rosół + rolada z Dworskich smaków + waniliowe lody z owocami to jest nieeeebo. Jednak kiedy już wracając do domu wróciłam do swojego stylu jedzenia, wypiłam kilka ziołowych herbat, wzięłam nawet jakieś tabletki na trawienie – mocno mi ulżyło i jednak czuję się lepiej. To dało mi do myślenia, że jednak wprowadzenie stałej dawki ruchu w moim dniu byłoby bardzo wskazane…


Ulubieńcy & HITY czerwca 2019

Och, przede wszystkim chyba plecaki COOLPACK, które zamówiłam niedługo przed wyjazdem. Oba mają super zabezpieczone kieszonki na laptop (a mniejszy też na tablet). Większy mieści dosłownie pół domu, a mniejszy jest super zgrabny, poręczny i ma milion przegródek. Ten większy ratuje nam wyjścia na plażę, dłuższe trasy autem – mam wygodnie wszystko pod ręką w jednym miejscu. Super sprawa.

Do tego bidony : termiczny i tritanowy B.BOX. Są przegenialne. Opowiem Ci o nich więcej przy okazji ulubionych gadżetów na lato, ale zdradzę, że są najlepszymi, jakie mieliśmy.

Podróżne malowanki i kolorowanki Melissa oraz kolorowanki z naklejkami Janod ratowały naszą podróż i wyjścia do restauracji. Zdecydowanie zaopatrzę się jeszcze w tym miesiącu w więcej zabawek wyjazdowych, bo mam na liście same perełki!

HITEM czerwca zostają też bezapelacyjnie książeczki z naklejkami z serii Nauka ze zwierzakami. Poznaj… z naklejkami (o takie,KLIK – pierwsze dwie od góry). Miśka przepadła, zadania są bardzo fajnie skonstruowane, papier w porządku i wszystko bardzo ładnie zrobione. Przerobiłyśmy prawie całą serię i już poszukuję kolejnych. Bardzo polecam!

Niebawem pojawią się tu na pewno wpisy z : zabawkami na wyjazdy / ulubionymi gadżetami na lato edycja 2019 / nowościami książkowymi z biblioteczek dziewczyn, więc polecajek będzie sporo – nie będę ich więc tutaj wciskać, bo to i tak wyjątkowo długi wpis. 

Najlepiej zapisz się na newsletter poniżej, żeby nic Ci nie umknęło i przy okazji zgarnij za darmo miesięczny SmartKalendarz mojego projektu 🙂



MOJE “MAŁE CELE” NA LIPIEC?

A co u Ciebie? Jak Ci minął czerwiec? Co dobrego chcesz zapamiętać, czego się nauczyłaś?

Exit mobile version