Zdążyć…

Bądźmy w kontakcie

A gdyby zabrakło? Tego tupania bosych stópek przychodzących w środku nocy do Twojego łóżka, marudzenia przy śniadaniu, nieprzespanych nocy ? A co, jeśli nagle miałoby zabraknąć Ciebie? Zastanawiałaś się kiedyś ?

Pobudka o nieprzyzwoitej porze, śniadanie w biegu, dzieci do przedszkola, Wy do pracy. Po pracy szybkie zakupy, kolacja, buzi i spać, bo rano trzeba wstać… Ile dni wygląda w ten sposób? Ja wiem, zaraz mi powiecie, że to codzienność… U nas niestety czasami też, jednak staram się pamiętać, że nawet w takiej codzienności można znaleźć czas, by się zatrzymać i docenić. Wierz mi, to nie jest tak, że prowadzę sobie sielankowy żywot, nieobarczona jestem jakimikolwiek obowiązkami czy terminami. Nie… Jednak zwyczajnie celebruję to, co mam i skupiam się na tym, by MIEĆ wystarczająco do życia, ale przede wszystkim BYĆ i mieć czas to życie przeżyć…

Dużo przeszłam, może dlatego mimo bardzo młodego wieku tak wiele umiem docenić. Wiem, co znaczy strata, wiem co czuje wtedy dziecko i chyba wyobrażam sobie, co musi czuć rodzic w momencie, gdy dowiaduje się, że moment, gdy opuści swoje dziecko na zawsze jest bliski… Byłyśmy ostatnio na ‚Kopciuszku’. Piękny film, ale nie o tym dziś. Widzimy szczęśliwa rodzinę, aż nagle mama umiera. Dla mnie świat na sekundę się zatrzymał na tej scenie. Potrzebuję takich chwil, potrzebuję takich emocji, by w tej sekundzie przypomnieć sobie najważniejsze.

Bo co, gdyby mnie miało jutro zabraknąć? Jeśli to ostatnio dzień z Nim i z Nią, przede wszystkim? Albo jeśli jutro miałabym się dowiedzieć, że … nie, to coś, czego nie chcę nawet napisać. Co jeśli jutro zwyczajnie mogłabym stracić wszystko – zdrowie/życie najbliższych lub swoje? Myślicie czasem o tym?

Ja nie… Nie myślę o tym na co dzień, bo to są myśli, które mnie paraliżują. Tak jak obawiam się, że mój limit na zajebiste, zdrowe dzieci został wykorzystany tak samo obawiam się, że doznałam już tyle bólu z powodu straty, że więcej bym nie zniosła. Jednak ta obawa, świadomość, że jutra może nie być jest w mojej głowie zakorzeniona tak mocno, że ja dosłownie celebruję każdą chwilę. Promienie słońca, smak gorącej herbaty z cytryną o poranku, poranne objęcia małych rączek nim jeszcze dobrze otworzę oczy… chłonę to całą sobą. Żyję tym, bo to jest mój sens istnienia.

I tak, mnie też czasami Wiki doprowadza do szału. Tak, miewam ochotę wysłać się w kosmos. Tak, czasami mam ochotę zabunkrować się pod kocem, bylebym tylko nie musiała tego dnia sprzątnąć, ugotować, wyprać, wyprasować czy zrobić czegokolwiek… Jestem tylko człowiekiem. Dlatego właśnie potrzebuję takich momentów w życiu, żeby wyrwać się z wiru codzienności i pomyśleć. Szłam na tego Kopciuszka niechętnie. Nie chciało mi się razy milion, na dworze było szaro, buro i paskudnie, a Wiki była świeżo po drzemce, co oznaczało marudera poziom konkret… Ale obiecałam jej, więc poszłam i jestem zadowolona, że znalazłam w sobie siłę na pokonanie mojego ‚nie chce mi się’. Znów doszłam do momentu, kiedy poziom cierpliwości osiągnął bezpieczny stan, kiedy marudzenie i tak cieszy, a foch na wszystko po prostu mnie bawi. Lubię ten stan, gdy w ciągu dnia nie denerwuję się o wszystko i na każdego… Bo choć wieczorami osiągnięcie względnego spokoju przychodzi mi całkiem naturalnie, tak w dzień bywa różnie. Każdego wieczora dziękuję za to, co mam.

Bo mam wszystko… Bez względu na to, czy ‚od jutra’ czeka mnie trudniejszy tydzień i muszę kombinować jak się zamknąć w budżecie, czy też mogę sobie pozwolić nawet na dodatkowe, nieplanowane zakupy, naprawdę mam wszystko. Moja rodzina i ja jesteśmy bezpieczni, zdrowi, żyjemy i mamy się dobrze. W dodatku – mamy gdzie spać, co jeść. Wiecie jak wiele osób nie ma nawet tego? Zrozumienie, czym dla mnie jest szczęście było przełomowym odkryciem w moim życiu. Teraz nieważne jest – ile mam. Kompletnie. Rzeczy materialne nie mają nic wspólnego ze szczęściem. Dopóki mamy siebie, jesteśmy zdrowi, mamy co zjeść i gdzie spać, wszystko inne nic nie znaczy.

Powiecie banał. Być może. Powtarzam się? Pewnie też prawda. Fakt jest jednak taki, że gdy człowiek pewne rzeczy zrozumie, nauczy się ich i pojmie, że czasami nie warto walczyć z wiatrakami, żyje mu się lepiej. Żyje się wtedy przede wszystkim dużo bardziej świadomie i pełniej. Do mnie całkiem niedawno dotarło dobitnie, że naprawdę mamy tylko jedno życie. Określoną liczbę lat, miesięcy, dni, godzin i sekund, których tak często nie potrafimy docenić. Przyznaj, ile było takich dni, kiedy w wirze codzienności nawet nie zauważyłaś, kiedy minął dzień, tydzień a czasem miesiąc? U mnie wiele, zwłaszcza, gdy Wiki była jeszcze bardzo mała i teraz, jak patrzę na moją już prawie trzylatkę to dobitnie widzę, jak ten czas uciekł mi między palcami, jak bardzo nie zdążyłam się nacieszyć. Nie chcę już więcej tracić czasu na pogoń za ‚lepszym życiem kiedyś’, bo co jeśli ‚kiedyś’ nie nadejdzie? Ja chcę żyć tu i teraz, najlepiej jak mogę na tę chwilę. Tak po prostu, zwyczajnie, być i celebrować życie, póki jest mi dane.

sesja zdjęciowa, jesienna sesja, zdjęcia rodzinne, fotografia dziecięca

Dwa minusy dają plus

Gdy los rzuca we mnie dwoma minusami, robię z nich plus. Przestałam walczyć z życiem i wściekać się na rzeczy, których nie zmienię. Gdy jest burza, myślę o tym, że po niej zawsze wychodzi słońce. Jeśli coś mi nie pasuję, myślę – czy mogę to zmienić? Jeśli tak – wymyślam jak i działam. Jeśli nie […]

3 komentarze
depresja, depresja matki, depresja mamy, plaża, dziecko na plaży

Jak długo można bez konsekwencji „odkładać siebie na później”?

Zastanawiałaś się kiedyś nad tym, jak bardzo zapominasz o sobie w codzienności? Jak bardzo, zwłaszcza jeśli jesteś mamą, poświęciłaś się, myśląc, że robisz to „dla dobra dzieci, rodziny”? Z jak wielu rzeczy podświadomie zrezygnowałaś? Może już nie czytasz, choć kiedyś bardzo to lubiłaś. Nie chodzisz na zumbę, trampoliny albo na basen. Może nie wychodzisz z […]

13 komentarzy
moda dziecięca, blog parentingowy, slow life, fotografia dziecięca

Zmarnowałam lata. Ty też robisz to zupełnie nieświadomie!

Wymówki. Wszyscy doskonale je znamy, ale dlaczego pozwalamy sobie tak łatwo rezygnować z marzeń, oszukując samych siebie? „Nie mogę sobie na to pozwolić”, „tak się nie da”, „to nie jest dobra pora” – czy jest ktokolwiek, kto choć raz nie usprawiedliwiał się w ten sposób? No właśnie. A jak jest naprawdę? Ile w tych stwierdzeniach […]

13 komentarzy
Równowaga, pięknego trudne początki

…pięknego trudne początki | równowaga i slow life

Dzisiejszy wpis powinien pojawić się na blogu już dawno, jako swoista zakładka „zacznij tutaj” tudzież „pierwszy raz?”, ale od kilku miesięcy wciąż zadaję sobie pytanie, czy na pewno żyję już na tyle świadomie, żeby się w tym temacie choćby z autopsji wymądrzać. Później siadam, spisuję pomysły na wpisy i widzę, że to wszystko, wielkie wszystko, które w dzisiejszych czasach […]

5 komentarzy

Moje wybory na wiosnę

  • Ana

    „Mam wszystko”… jak rzadko to do nas dociera. Że może chcielibyśmy to i tamto, ale tak naprawdę mamy wszystko, co najważniejsze: zdrowie, miłość, rodzinę. I tylko jedno życie. Piękny tekst!

  • Wzruszyłam się bardzo i skłoniłaś mnie do refleksji. Zatęskniłam za mamą – znowu. Naprawdę trzeba doceniać każdą chwilę razem. Ostatnio te same uczucia wzbudziła we mnie konkretna piosenka w trakcie musicalu „Mamma Mia!”, na którym nota bene byłam m.in. z mamą. Dziękuję 🙂

  • Joanna

    dziękuję za ten tekst!

  • Sandra

    Też ostatnio wiele razy dziennie myślę jaka jestem szczęśliwa właśnie teraz, czasem aż boję się tych myśli żeby nie zapeszyć jakby czekam na kolejną bombkę. Ale moja nadzieja na wreszcie lepsze lata jest tak duża że celebruję każdą chwilę razem. Szczególnie teraz kiedy tak wiele organizacji, rodziców prosi o 1 % na chore dzieci, widzę to nieszczęście, te biedne chore dzieci- czym zawiniły? Tak się cieszę że Maja ma zdrowe ręce i nogi, bystry umysł, cięty język. Tyle wystarczy.

    • Ja też tak mam – po tych wszystkich bolesnych upadkach, teraz kiedy sytuacja zaczęła się normować, zaczęliśmy wychodzić na prostą, wciąż i wciąż myślę o tym, że los zaraz ze mnie zadrwi :/

© Wikilistka 2016
Kreativ Media
Close