Coś, co będzie tylko Twoje. Znalazłaś już?

Bądźmy w kontakcie

Masz w swoim życiu ‚przestrzeń’, która należy wyłącznie do Ciebie? Niekoniecznie miejsce, po prostu ‚coś’, co jest tylko Twoje, co motywuje Cię do działania, rozwija, daje radość? Zastanawiam się – czy bez tego w ogóle można żyć i nie zwariować? 

Nigdy nie mogłam wyobrazić sobie siebie siedzącej na macierzyńskim i nierobiącej nic poza opieką nad maluchem czy ogarnianiem okołodomowych obowiązków. Jestem typem kobiety, która w takim układzie prędzej czy później chyba wylądowałaby w psychiatryku… I nie, nie chodzi mi tutaj o to, że wybawieniem byłaby praca, bo jeśli sytuacja mnie nie zmuszała, to praca, która nie dawałaby mi satysfakcji (czyli większość) nie była dla mnie żadnym rodzajem ‚spełnienia’, a tylko kolejnym obowiązkiem. Podczas jednego wieczoru spędzonego na rozważaniach, kiedy półroczna wtedy Wiki spała obok, założyłam bloga. Chciałam dzielić się swoim uwielbieniem do mody dziecięcej. Tylko i aż tyle…Wtedy nawet przez myśl mi nie przeszło, że będzie to decyzja tak ważna. Wtedy jeszcze blogowania nie traktowałam w najmniejszym stopniu ‚poważnie’ i nie umiałam się w nim doszukać motywatora do zmiany siebie na lepsze.

Mijały miesiące, a ja pod wpływem różnych ważniejszych i tych mniej znaczących zdarzeń zrozumiałam, że mogę zmienić swojego bloga w miejsce, które będzie inspirowało tysiące osób. Uwierzyłam, że dam radę to zrobić, ale przede wszystkim poczułam nieodpartą chęć pracy nad sobą. Nauczyłam się obsługi Photoshopa, by sama tworzyć ukochane przeglądy. Spędziłam setki godzin na nauce fotografii, by dać Wam lepsze zdjęcia. Zarywałam noce przeszukując Internet, by pokazać Wam coś fajnego, inspirującego. W końcu – przelewałam swoje myśli na klawiaturę, wierząc, że to upowszechni niektóre moje poglądy na ważne dla mnie sprawy. Aż wreszcie po tym wpisie zrozumiałam, że mimo tego, że świata nie zmienię, to są ludzie, dla których to miejsce znaczy wiele. Po wpisie ‚Dzieciństwo’ dostałam kilka wiadomości od… nastolatek! Od dzieci, które pisały mi, że bardzo chciałyby, aby ich rodzice przeczytali ten wpis i zrozumieli, że one wcale nie chcą tych nowych laptopów, tylko trochę czasu. Płakałam wtedy jak dziecko i mimo, że do tej pory mam mieszane odczucia publikując swoje czasami skrajne poglądy na tematy dla mnie ważne – bo po primo nie czuję się ekspertem od macierzyństwa, a jedynie piszę o swoich odczuciach, a po secundo – z zasady nie przepadam za chwytaniem się tematów ‚okołoaferkowych’, bo definitywnie nie takimi wpisami chcę zdobywać nowych czytelników. Dziś, mimo, że przed publikacją każdego jednego takiego wpisu 100 razy zastanawiam się nim ostatecznie kliknę ‚opublikuj’, po prostu wiem, że warto.

Zastanawiacie się, czemu dziś o tym piszę? Po tygodniu będącym przeciągającym się ‚blue monday’, po ponad 10-dniowej fazie bezproduktywności, zniechęcenia i ogólnego ‚nie chce mi się’ to właśnie blog, świadomość, że czekacie na nowy wpis jest tym, co zmusiło mnie do ruszenia dupska, wylogowania się z facebooka i napisania dla Was dzisiejszego tekstu. Mimo, że do nazwania tego miejsca pracą, a więc ‚czymś przynoszącym dochód’ pewnie jeszcze długa droga, to nie wyobrażam sobie bez niego swojej codzienności, choćbym miała w tę przyjemność inwestować bez zwrotu przez kolejnych kilka lat. Bez względu na to, czy moją codzienność wypełnia jedna pociecha, czy będzie ich kiedyś więcej, bez względu na to, czy do posprzątania będę miała 50m2 czy 100m2, chcę tu być. Chcę pisać, robić coraz lepsze zdjęcia, tworzyć najlepsze w sieci przeglądy i wyszukiwać dla Was najlepsze inspiracje z sieci. Chcę inspirować do lepszego życia, bez względu na miejsce, z którego startujemy. Chcę być, chcę z Wami rozmawiać, chcę dla Was się rozwijać i brać od życia więcej.

Dzisiejszym niemerytorycznym wpisem chciałam Wam przekazać przede wszystkim dwie rzeczy. Po pierwsze –  DZIĘKUJĘ za to, że jesteście, czytacie, komentujecie, odpowiadacie na ważne dla mnie pytania w ankiecie, udostępniacie dalej moje wpisy. To dodaje mi skrzydeł w taki właśnie dni jak ostatnich kilka. Dziękuję Wam, że przyczyniłyście się swoją obecnością do tego, że mogłam dzięki blogowaniu poznać całe mnóstwo wspaniałych osób z Marleną, Malwiną, Justyną, Andżeliką, Agą, Kamilą , Kasią i Kasią na czele, choć ta lista mogłaby się jeszcze ciągnąć i ciągnąć. Po drugie – chcę Was zainspirować do posiadania kawałka własnej, prywatnej przestrzeni życiowej. Czegoś, co będzie Was motywowało do bycia coraz lepszą wersją siebie. Dla mnie jest to blog, bo rozwija wszechstronnie, a ja nie umiem skupić się na jednej rzeczy, ale dla Ciebie to może być wszystko – częstsze czytanie książek, sport, malowanie, szycie. Cokolwiek. Nie musimy górnolotnie nazywać tego pasją, po prostu miejmy ‚to coś’ i pracujmy nad sobą.

Chętnie dowiem się, co Ciebie motywuje do pracy nad sobą albo w czym chciałabyś być lepszą…albo z czego jesteś dumna! Jestem pewna, że też masz swój kawałek życiowej przestrzeni i z przyjemnością zapoznam się z ”Twoim światem” jeśli tylko zechcesz mnie do niego zaprosić. 

Szukając…

sesja zdjęciowa, jesienna sesja, zdjęcia rodzinne, fotografia dziecięca

Dwa minusy dają plus

Gdy los rzuca we mnie dwoma minusami, robię z nich plus. Przestałam walczyć z życiem i wściekać się na rzeczy, których nie zmienię. Gdy jest burza, myślę o tym, że po niej zawsze wychodzi słońce. Jeśli coś mi nie pasuję, myślę – czy mogę to zmienić? Jeśli tak – wymyślam jak i działam. Jeśli nie […]

3 komentarze
Family lifestyle blog, nad morzem

Nic nie jest nam dane „raz na zawsze”… | slow life

Naprawdę dawno nie obudziłam się tak przerażona. Nie było ich – nie wiedziałam, gdzie są dziewczyny, a Ł. się oddalał. Nie mogłam go dogonić, kompletnie nie reagował na krzyk – tak jakby nie słyszał… Tego ranka otworzyłam oczy przerażona jak nigdy dotąd i odetchnęłam z ulgą widząc, że jednak leży obok. Nagle miałam kompletnie w […]

19 komentarzy
moda dziecięca, blog parentingowy, slow life, fotografia dziecięca

Zmarnowałam lata. Ty też robisz to zupełnie nieświadomie!

Wymówki. Wszyscy doskonale je znamy, ale dlaczego pozwalamy sobie tak łatwo rezygnować z marzeń, oszukując samych siebie? „Nie mogę sobie na to pozwolić”, „tak się nie da”, „to nie jest dobra pora” – czy jest ktokolwiek, kto choć raz nie usprawiedliwiał się w ten sposób? No właśnie. A jak jest naprawdę? Ile w tych stwierdzeniach […]

13 komentarzy
Równowaga, pięknego trudne początki

…pięknego trudne początki | równowaga i slow life

Dzisiejszy wpis powinien pojawić się na blogu już dawno, jako swoista zakładka „zacznij tutaj” tudzież „pierwszy raz?”, ale od kilku miesięcy wciąż zadaję sobie pytanie, czy na pewno żyję już na tyle świadomie, żeby się w tym temacie choćby z autopsji wymądrzać. Później siadam, spisuję pomysły na wpisy i widzę, że to wszystko, wielkie wszystko, które w dzisiejszych czasach […]

5 komentarzy

Moje wybory na wiosnę

  • anuszka

    Do niedawna nie sądziłam, że blogi to coś ciekawego co mogłoby mnie zainteresować. . . Pierwszy blog jako zaczęłam czytać to był Twój blog 🙂 i choć dzisiaj znam ich kilka do Twojego (na czym się ostatnio złapałam) zaglądam z sentymentem, ciekawością gdzieś między zmianą ściegu na maszynie baaardzo wieczorową porą i tak jakoś chce mi się bardziej 🙂

  • ewelina

    ja również dziękuję,za to,że po przeczytaniu każdego wpisu mój poziom pozytywnej energii sięga zenitu,dziękuję!

© Wikilistka 2016
Kreativ Media