Gdzie zaczyna się i kończy Twoja wolność, gdy bezrefleksyjnie podchodzisz do zakupów?

Bądźmy w kontakcie

Czym dla Ciebie jest wolność? Gdzie kończy się wolność, kiedy bezrefleksyjnie podchodzimy do zakupów? Zapytałam o to ostatnio na instastory i opowiedziałam dwa słowa o moim podejściu do poczucia wolności w życiu w kontekście rzeczy, którymi się otaczamy. Odzew na ten filmik był ogromny, dlatego chcę dziś poruszyć ten temat tutaj, dla większego grona, bo widzę, że może mieć ogromne znaczenie.

Pisałam o tym, że wolność to dla mnie m.in. otaczanie się przedmiotami, które mi służą i nie dokładają mojej codzienności stresu i obaw. To talerze z IKEA za 2 złote, bo choć uwielbiam piękne rzeczy, tak nie chcę być więźniem pastelowych drogich skorup, obawiającym się, że zaraz przypadkiem dziecko może którąś z nich potłuc. Chcę mieć tę wolność, że kiedy dziecku spada talerz z ciastem i rozpryskuje się w drobny mak, moją głowę zajmują tylko dwie rzeczy : sprzątnąć, by się nie skaleczyło i nałożyć drugi kawałek ciasta. Ostatnio miałam taką sytuację (stąd w ogóle powstało stories, pod wpływem chwilowych przemyśleń) i ani przez sekundę nie myślałam o tym stłuczonym talerzu.

Bardzo podobnie dla mnie wygląda kwestia ubrań. Zarówno naszych jak i tych dla dzieci – choć uwielbiam je ładnie ubierać, cenię sobie jakość i nie lubię otaczać się rzeczami, które po jednym praniu lądują w śmieciach, to jednocześnie kupuję te ubrania tak, żeby nigdy nie ograniczały wolności moich dzieci. Żeby mojej głowy nie zaprzątały myśli „ta sukienka była taka droga, nie możesz w niej zjeść lodów na spacerze”. Pomijając naprawdę pojedyncze egzemplarze, dziewczynki nie mają ubrań „na wyjście” i „po domu”.

Ubrania są po to, by ich używać, a dzieciństwo, by przyjmować je z całym kalejdoskopem plam i pozdzieranych kolan.

Nie kupuję rzeczy, na które mnie nie stać, a nawet tych, z których ceną po prostu czułabym się nie ok, by później drżeć, czy dzieci nie wrócą z przedszkola z plamą po buraczkowej.

Wybieram tylko ubrania, które są dla dzieci wygodne i nie krępują ich ruchów – to absolutna podstawa i tu akurat chcę wierzyć, że każda z nas tak ma. I tak, oczywiście, że moja 6-latka twierdzi, że tiulowa kiecka jest wygodna i ja to szanuję ; )

Do tego niemal zawsze kupuję na wyprzedażach i podczas jakiś akcji promocyjnych, a do tego staram się myśleć „na zaś” i często kupuję rzeczy na kolejny sezon, podczas obniżek w starszych kolekcjach.

Mam swoje ulubione sieciówki, gdzie robię zakupy, bo znam stosunek ceny do jakości i jednocześnie też wiem jakich pieniędzy są warte, które ubrania, dlatego trzymam się swoich limitów cenowych na dany rodzaj ubrań w konkretnym sklepie i z wieloma zakupami czekam na porządne obniżki.

Na 5.10.15., z którym tworzyłam już też wpis o tym, jak fajnie dobrać rodzeństwu ubrania do wspólnych zdjęć, bardzo często są akcje promocyjne z rabatami nawet do 60 % i można upolować tam zarówno rzeczy z nowych kolekcji ( jak ja np. TE sukienki, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia, bo mam wizję idealnej dla nich sesji w różowej kawiarni), ale też pomyśleć na zaś i poszukać już czegoś na jesień i chłodniejsze letnie dni.

Wybierając ostatnio ubrania dla dziewczynek, jeszcze podczas upałów, zauważyłam koszulki z długim rękawem (to TEN i TEN model) oraz legginsy ( TE i TAKIE) przecenione o ponad połowę, wzięłam też bluzę dla Wiki,  bo niemal ze wszystkich już wyrosła. No masa ubrań za pół ceny.

Pytacie mnie też o to, jak nam się sprawdzają z 5.10.15. Część dopiero przyszła, ale kilka modeli jest z nami już jakieś 2 miesiące, prane nader często i te (linki poniżej) z czystym sumieniem polecam. Warto korzystać, gdy są za pół ceny, sama domówiłam ostatnio spodnie też dla Wiki i czaję się na jeansową sukienkę dla Miśki : )

spodnie, sukienka, spódniczka, a do tego TA, TA i TA bluzeczka.

Oprócz tego, że te w tych modelach poza wyglądem odpowiada mi też jakość, to są są też fajną „mini capsule wardrobe”, bo można je ze sobą niemal dowolnie łączyć.

Generalnie w taki sposób niemal od zawsze obkupuję dzieci. Ostatnio na stories pokazywałam Wam stacjonarne zakupy, gdzie miałam pełno łowów za 10-20 zł i taki system sprawdza mi się idealnie.

W momencie, gdy wybieramy dobrej jakości rzeczy, a później nie chomikujemy, tylko te egzemplarze, które się ostaną w świetnym stanie, odsprzedajemy dalej, ubrania dla dzieci tak naprawdę kosztują bardzo niewiele. Zresztą większość zabawek i gadżetów również obowiązuje ta zasada. Stosuję ten system od lat i polecam absolutnie każdej mamie. Dzięki temu można zaoszczędzić i kupić dziecku chociażby dobre buty, które są ważne dla małych stópek, albo porządną, ciepłą kurtkę na zimę – pisałam zresztą o tym nie raz.

Możemy otaczać się rzeczami, które nam się podobają, są lepszej jakości, lepiej nam służą, nie zmieniając w żaden sposób zasobności portfela, a jedynie podejście do wielu rzeczy.

Wolność jest wtedy, gdy ilość przedmiotów nie przytłacza mnie, zabierając mój cenny czas, bo kiedyś to trzeba sprzątać a i w bałaganie przecież wszystko trudniej znaleźć.

Wolność to dom, który jest do mieszkania, a nie do tego, by tylko ładnie wyglądał, dlatego pewnie żal by mi było kilkunastu tysięcy na kanapę, na której u nas toczy się życie – z chrupkami, soczkami, moją herbatą, arbuzem i czereśniami w lecie i całym kalejdoskopem możliwych do stworzenia plam, które przy dzieciach po prostu się dzieją.

Zmiany są trudne. Boimy się ich i trudno nam wyjść ze swojej strefy komfortu. Wiem.

Warto jednak zacząć od małych kroków. Posmakować tego, jak mądrzejsze zakupy, przemyślane wybory czy choćby ciągła praca nad rozwijaniem przydatnych umiejętności pozwalają nam coraz bardziej i bardziej kształtować codzienność taką, jaką chcemy ją przeżywać. Zobaczyć i poczuć jak mądrzej kupione niezbędne ubrania pozwalają kupić lepsze buty. Jak kupiony taniej i bez spiny mebel czy talerz ogranicza stres związany z jego potencjalnym zniszczeniem. Jak sprzedane „graty z chaty” pozwalają wybrać się z rodziną na weekend w fajne miejsce albo pozwolą Ci kupić coś, co od dawna Ci się marzyło. A potem jeszcze zobaczysz, że dzięki odzyskaniu miejsca w szafach, masz gdzie pochować inne rzeczy i unikasz bałaganu. Brak bałaganu, to więcej czasu dla siebie i mniej nerwów.

To jest mój smartlife. Gdy spróbujesz, trudno przestać.

Aktualnie u nas na topie

© Wikilistka 2016
Kreativ Media
Close