Jak się wyrwać z pułapki perfekcjonizmu?

Bądźmy w kontakcie

Dziś jeśli tylko chcesz wiedzieć więcej, nic nie stoi na przeszkodzie, by się doedukować. I w momencie, gdy wiesz więcej, masz świadomość popełnianych błędów, których w przyszłości chcesz uniknąć, a to przecież nie zawsze jest możliwe.  Chcesz lepiej, więcej, bardziej i wpadasz w pułapkę.

Wiesz ile zapisałam w notesie pomysłów na wpis? 6 stron. Ile mam pomysłów na filmiki? Milion. Jaki mam plan na to miejsce, na „siebie w sieci” i w ogóle na życie? Perfekcyjny…

No właśnie. Perfekcyjność mojego planu skutecznie wpływa na zatrzymanie jakichkolwiek większych działań, bo przecież – jeśli coś robić, to najlepiej jak można, prawda? Wiesz do czego to prowadzi?

Odchudzanie odpuszczałam w ciągu ostatnich miesięcy co najmniej kilka razy. Przecież wiem, jakie to jest „skuteczne odchudzanie”, bo już dwa razy schudłam ponad 20 kg. Wiem, co działa, więc nie będę tracić czasu na rozmienianie się na drobne. Efekt? Skończył mi się karnet na siłownię, a konto świeci pustkami, więc co? No przecież skoro już dziś i tak poległam z ćwiczeniami, to jedno ciastko nie zaszkodzi…

Perfekcyjny plan na video obejmuje idealny montaż, moją figurę, z której będę zadowolona, pracę nad sposobem mówienia i proste zęby. Nie jest źle, bo ćwiczę i przygotowuję się do założenia aparatu, więc robię jakiś krok w stronę realizacji tego punktu, ale jakoś zapomniałam, że żeby dojść w czymś (patrz –  idealny montaż) do perfekcji, to trzeba praktykować… Chwila, czy ja chociaż nakręciłam kilka krótkich filmików i zainstalowałam sobie program do montażu filmów? Ups…

Fajnie, że mam milion pomysłów na minutę, ale samo spisywanie ich na kartce do niczego nie prowadzi. Co mi po stu pomysłach na nowe wpisy, kiedy mam ostatnio problem z przyznaniem się przed samą sobą, że jednak nie umiem rozciągnąć doby i po pierwsze z części obowiązków muszę zrezygnować, a po drugie jakąś ich część delegować, bo inaczej wciąż całymi dniami będę robić wszystko , a wieczorem zasnę z poczuciem, że nie zrobiłam…nic.

Ostatni weekend w Poznaniu, dzięki rozmowie z wartościowymi ludźmi, którzy mają pojęcie o czym mówią, uświadomił mi, że postępując dalej w ten sposób nigdy nie zrobię kroku na przód. Chciałabym, żebyś pomyślała – ilu rzeczy nie zrobiłaś, bo wydawało Ci się, że nie będzie wystarczająco dobrze?  I nie tylko o bloga czy jakąkolwiek inną pracę chodzi, a także o dom, relacje i czas, który czasem po prostu warto spędzić razem nie zastanawiając się nad jego jakością. Musimy uwierzyć, że jest dość dobrze i iść do przodu.

Dostałam ogromnego pozytywnego kopniaka. Jako urodzona perfekcjonistka, mam straszny problem, żeby powiedzieć sobie „robisz to dobrze”. Miałam przyjemność porozmawiać  na Blog Conference z osobami, które blogowo są dla mnie w jakiś sposób inspiracją. Wiesz, jeśli się uczyć to od najlepszych… I tak sobie myślę. Eliza (Fashionelka), osoba która podziwiam za to co i jak robi, mówi o mnie na swojej prezentacji, że mam milion genialnych pomysłów i zrobiłam świetny projekt, a podczas rozmowy ze mną używa słów „mega, jestem dumna, jesteś inspiracją”. Jason Hunt, przejrzał mój Instagram i powiedział że jest dobrze i nic by w tym kanale nie zmieniał, podczas gdy ja go chciałam zmienić totalnie, bo w dobie idealnych zdjęć z kwiatami i całym „ryneczkiem Lidla” na talerzu wydawał mi się taki…nieperfekcyjny. To ten Tomek , który na początku mojego blogowania znalazł na moim blogu wszystkie możliwe błędy, jakie w blogosferze mogły istnieć,  a wczoraj na moją prośbę o opinię odpisał mi „nie widzę dyskwalifikujących błędów”. Andrzej Tucholski powiedział mi głośno to, co mówię sobie podświadomie od dawna ale chyba potrzebowałam to usłyszeć – nigdy nie uznasz, że jest wystarczająco dobrze, więc po prostu zrób to.

Wróciłam do hotelu, usiadłam na łóżku i zapytałam siebie  – kto jeszcze musi Ci powiedzieć, że jest dobrze, żebyś w to uwierzyła? I zaczęłam analizować fakty.

Od kiedy postanowiłam, że zajmę się „na poważnie” blogowaniem miną niebawem 2 lata. Ponad 700 dni, podczas których pisałam teksty do szuflady, tylko po to, żeby nauczyć się pisać. 2 lata, kiedy czasami wylewając łzy, bo nie mogłam zrobić ostrego zdjęcia łapałam za ten cholerny aparat po raz kolejny i kolejny. W tym czasie – uwierzcie mi – przewinęło się mnóstwo problemów ważnych i ważniejszych, a ja wciąż – nie mając z tego biznesu nawet złotówki – robiłam swoje. Jeździłam na konferencje i spotkania nie po to, żeby sobie strzelić selfie z 10-tką bardziej topowych blogerów albo wszem i wobec oświadczać światu, że „hurra, uciekłam od dzieci na weekend”, tylko po to, żeby wycisnąć z tych spotkań merytorycznie tyle, ile tylko się dało. Robiłam notatki, odsłuchiwałam nagrania jeszcze kilkukrotnie po powrocie do domu. Przeczytałam książki, które miały mi pomóc robić to wszystko lepiej i pisałam – tak często jak tylko mi się udawało.  Uczyłam się metodą prób i błędów. Nie rozmieniałam się na drobne i nie liczyłam na szybki zysk. Po drodze starałam się przy każdej okazji słuchać i rozmawiać z najlepszymi – z tymi, za którymi stoją ich sukcesy. Słuchałam rad i te, które „czułam” starałam się wcielić w życie. Nie musiałam, ale zaczęłam Projekt 365, bo wiem, że nic tak nie poprawi jakości moich zdjęć jak praktyka. Tak, kontynuuję go! Nie wyrabiam tylko czasowo z obróbką i wrzucaniem zdjęć tutaj. Obiecuję poprawę ;). Nauczyłam się robić takie zdjęcia, za które dziś ludzie ( i firmy) chcą płacić i często przychodzą do mnie sami, bez reklamy. Codziennie się uczę, pracuję nad własnymi projektami, rozwijam się, mam plan na siebie. Dzięki systematycznej pracy stworzyłam sobie pracę marzeń… i wiesz co?

Złapałam się na tym, że na co dzień kompletnie nie widzę tych sukcesów. Wciąż mi jakoś… za mało. Wciąż myślę, że mogę lepiej i w efekcie zatraciłam gdzieś umiejętność cieszenia się z tego, co już osiągnęłam. Uświadomiłam sobie, że moje dążenie do perfekcji sprawia, że nie zrealizuję połowy pomysłów, które mam, a przecież wystarczy po prostu działać. Robić COŚ, tak jak robiłam to przez poprzednie dwa lata ze zdjęciami.

Zjedzone wspólnie powolne śniadanie jest lepsze od tego zapisanego, idealnego na Pintereście. Wyjście na siłownię, gdy wcześniej zjadłaś ciastko jest lepsze niż zjedzenie po nim paczki chipsów albo schabowego. Uskuteczniane wygłupy z dzieckiem są lepsze niż tylko zaplanowany czas na granie w gry edukacyjne…

Zastanawiasz się, czemu zawsze zrobione jest lepsze od doskonałego? Pamiętasz moje zdjęcia sprzed dwóch lat? To spójrz teraz na te zrobione kilka dni temu. Nie było by ich, gdybym po prostu nie sięgała po ten aparat każdego dnia przez ostatnie 2 lata…


Komentarze – TUTAJ

Projekt 365 – zobacz postępy:

PROJEKT 365 | Lipiec 2016 w kadrach

Projekt 365 to jedna z lepszych rzeczy, jakie zrobiłam w tym roku. Myślę, że jedna z najlepszych decyzji jaką mogłam podjąć w pierwszym wspólnym roku dziewczynek – dzień po dniu tworzę dla nich niepowtarzalną pamiątkę, zatrzymując ulotne chwile w kadrach. Wierzę, że w trudniejszych momentach swojej – zapewne- niełatwej w przyszłości relacji będą wracać do […]

9 komentarzy
Projekt 365 Wikilistka fotografia rodzinna trójmiasto

Projekt 365 | Czerwiec 2016

Projekt 365: czerwcowa odsłona jest chyba moją ulubioną. Ten wyjazd na początku miesiąca obfitował w tyle pięknych zdjęć, że do dziś napatrzeć się na nie nie mogę i czekam aż znajdę chwilę, żeby zapisać  coś sensownego, co mogłyby zilustrować.  Ten projekt 365 daje mi jeszcze jedną niepodważalną zaletę – taka retrospekcja uświadamia mi, jak wiele […]

4 komentarze
fotografia lifestylowa Trójmiasto, plaża, dzieci

Projekt 365 – Reaktywacja | marzec-maj 2016

Ależ się cieszę, że pokonałam wczorajszego wewnętrznego lenia i przebrnęłam przez obróbkę zaległych zdjęć z mojego projektu 365! Zwłaszcza w takie gorsze dni fajnie jest wrócić do tych magicznych momentów, bo wtedy nie da się nie zauważyć jednej ważnej rzeczy . Przeglądam ten mój folder „Projekt 365” i myślę sobie – moje życie naprawdę jest piękne! Tak, […]

5 komentarzy
projekt 365

Projekt 365 #2 – Luty ’16 w zdjęciach

Wiesz… Usiadłam dziś do pracy, Mia spała, a Wiki była akurat z tatą w kinie, zerknęłam na najważniejszy punkt dzisiejszej listy „to do” i gdy przeczytałam „obrobić zdjęcia do Projekt 365 #2” totalnie się załamałam. W mojej głowie luty był pasmem chorób, które łapały nas na zmianę i miliona innych nieprzyjemności. Czasem totalnego marazmu, stagnacji, spóźniających […]

9 komentarzy
projekt 365

Projekt 365 START! Styczeń’16 w zdjęciach

Projekt 365 podglądam już od roku u Oli Ohirko i z każdym dodawanym przez nią zdjęciem dojrzewałam do decyzji, żeby sama taki ‚pamiętnik z życia’ stworzyć. Zaczęłam 1-go stycznia i – co dość nieprawdopodobne przy postanowieniach noworocznych – sukcesywnie w tym trwam i mam z tego coraz większą frajdę! Czym właściwie jest Projekt 365, od […]

11 komentarzy

Moje wybory na wiosnę

  • Nefertari

    Przepiękne te zdjęcia! No i dziewczynki razem :>

    „Fajnie, że mam milion pomysłów na minutę, ale samo spisywanie ich na kartce do niczego nie prowadzi.” – skąd ja to znam! Na jednym z blogów wnętrzarskich pojawiły się przemyślenia po konferencji w Poznaniu i tam było właśnie m.in. o tym, żeby zacząć działać – jak chcesz zrobić filmik, zacznij od podstaw. Ja właśnie chciałam filmik nakręcić, ale w głowie mam taki „idealny” – wiem, jak ma wyglądać, i wiem, że nie posiadam umiejętności (czy drugiej mnie, która mogłaby zrobić ujęcia ze mną w roli aktorki 😛 – z odpowiednimi zbliżeniami, łapaniem ostrości itp.), może wiedzy, czasem czasu… Ale stwierdziłam, że faktycznie – jak nie zacznę, nigdy z tego nic nie wyjdzie. Zawsze będę na tym samym poziomie, bo nie posunę tego dalej! No nie można tak!

    Jasne, bywa że jestem bardzo niezadowolona z uzyskanego efektu, bo w mojej głowie coś wygląda sto razy lepiej i to rodzi frustrację, ale z drugiej strony… zrobiłam to. Kolejny krok – następne będą łatwiejsze. Rozwijam się.
    Zrobiłam tak z maskotką dla syna – nie przejmowałam się tym, jak wyjdzie – po prostu chciałam uszyć. I wyszło świetnie! Tzn. jeszcze jej nie skończyłam, ale już mnie pytają, gdzie kupiłam, bo fajne, bo dizajnerskie… A ja na to, że to mój handmade 😛 reakcja bezcenna <3

    Masz rację, trzeba ruszyć cztery litery i zacząć DZIAŁAĆ.
    Dałaś mi kopa, dzięki! :*

  • Masz rację, że dosyć łatwo jest zapomnieć a wręcz przestać zauważać swoje sukcesy, szczególnie te mniejsze, w zaganianej codzienności. Ja zawsze przed zaśnięciem myślę o tym co mnie fajnego spotkało danego dnia i to naprawdę działa! To nasz taki narodowy ‘zwyczaj’, że wolimy patrzeć na wady a nie zalety, ale warto nad tym popracować – ja wyleczyłam się z tego już w jakichś 95%

    Zdjęcia z kucykiem… bajkowe <3

    • Przypomniałaś mi! Przez pierwsze miesiące roku codziennie zapisywałam za co jestem wdzięczna. Chyba dorzucę do tego – z czego dziś jestem dumna i wrócę do tego nawyku!

© Wikilistka 2016
Kreativ Media