Obojętność | A gdyby chodziło o Ciebie?

Bądźmy w kontakcie

Zaczyna się zwyczajnie. Dzień jak co dzień, ot kolejny piątek roku. Jednak to właśnie dziś coś we mnie pękło. Miałam ochotę stanąć pod tych cholernym sklepem i krzyczeć, by na pewno wszyscy usłyszeli i zrozumieli, co mam do powiedzenia. Ludzka obojętność kiedyś mnie wykończy…

Z racji okołoprzeprowadzkowego klimatu i miliona spraw, które są jeszcze do załatwienia przed godziną zero organizacja domowego ogniska jest chwilowo obowiązkiem najbardziej zaniedbanym. Jako, że pizzą na telefon posiłkowaliśmy się przez dwa ostatnie dni, a namiarów na dobre chińskie żarcie z dowozem brak, zgodnie ustaliliśmy, że ryba do przygotowania w piekarniku będzie zdrowszą i mądrzejszą odskocznią, po czym analizując grafik obowiązków szybko wyszło na jaw, że właśnie wypada moja kolej wyjścia do sklepu, jako że pierworodna z Tatą była już rano po bułki (mówiłam, że organizacja domowa ostatnio kuleje, nie? )

Po rzuconym w przestrzeń „Niech coś sprawi, żeby tak mi się chciało, jak mi się nie chce” ostatecznie wciągnęłam na siebie cokolwiek i wyruszyłam do oddalonej o 100 metrów Biedronki. No… i tu całkiem zabawny aspekt dzisiejszej opowieści się kończy.

W sklepie podchodzi do mnie mężczyzna, starszy, trochę zaniedbany, ale alkoholu nie było od niego czuć, a wierzcie mi, że jestem wyczulona. Wręcz bał mi się spojrzeć w oczy i po cichu zaczął od przeproszenia, że w ogóle zawraca mi głowę, po czym poprosił o pomoc, od razu też zastrzegł, że nie chce pieniędzy i prosi tylko o cokolwiek do chleba, bo ktoś mu wczoraj kupił dwa to będzie miał na tydzień jedzenia… Mówię, że za wiele nie pomogę, bo wyszłam tylko na chwilę i mam przy sobie tylko jakieś drobne, ale coś na pewno kupię, nie ma sprawy. Podziękował, powiedział, że będzie czekał przed sklepem, bo pewnie chcę jeszcze w spokoju zrobić zakupy. Zrobiło mi się źle, tak cholernie źle… Obojętność. Znowu. Wszędzie. Widziałam go jak tylko weszłam do sklepu. Chodził pomiędzy kilkoma osobami z wózkami wypakowanymi już co najmniej do połowy. Nikt mu nic nie kupił. NIC! Nawet cholernej pasztetowej za złoty trzydzieści! Miałam przy sobie kilkanaście złotych, ale nawet przez myśl nie przyszło mi do głowy, że mogłabym postąpić inaczej. Odłożyłam paczkę ciastek, którą miałam w koszyku i kupiłam mu opakowanie jakiejś mielonki, którą wybrał.

Czułam wewnątrz taką niemoc połączoną z tak ogromną wściekłością na wszystkich wokół, że myślałam, że wybuchnę i krzyknę, że ta obojętność ich zgubi. Ostatecznie uroniłam tylko kilka łez i powstrzymałam się przed wygłoszeniem monologu publicznie, choć przez chwilę wydawało mi się, że nie dam rady. [ Dla jasności wyglądałam mniej więcej TAK tylko, ze nie zdążyłam wybuchnąć ; ) ]

Tak, jestem naiwna. Pomagam innym. Masz rację, być może przepił wszystkie pieniądze jakie miał. Być może chodził i liczył, że większość dla świętego spokoju da mu jednak pieniądze i cudem uzbierałby na kolejne tanie wino. Tyle, że druga strona medalu jest być taka, że naprawdę mógł być bezdomny i nie mieć co jeść. Być może znalazł się w tej sytuacji zupełnie nie ze swojej winy, a nawet jeśli to może właśnie próbował stanąć na nogi. I ja nigdy w życiu nie zrozumiem, jak mając taką świadomość można nie pomóc. Dlaczego do cholery Ci, którzy zostawiali przy kasie po 100, 200 zł nie mogli mu kupić paczki sera czy kawałka pasztetowej?! Jestem wredna, ale w takich przypadkach mam nadzieję, że karma wraca nie tylko w pozytywnym sensie. Ta cholerna obojętność… Mam nadzieję, że Ci wszyscy obojętni na krzywdę drugiego człowieka ludzie poczują kiedyś jak to jest być dla kogoś obojętnym…

Po raz kolejny jest mi wstyd za świat, w którym żyję. Za społeczeństwo, w którym wychowuje się moja córka…

Nigdy nikomu nie zazdrościłam jak klasyczny Polak, bo dla mnie odrobina zazdrości jest tylko czynnikiem motywującym do pracy nad sobą. Nigdy też nie osądzałam z góry, czasem pewnie zbyt często stosowałam się do zasady domniemania niewinności. Nie raz pomagałam tym, których inni olewali… Jakiś milion razy w życiu usłyszałam, że pewnie właśnie przyczyniłam się do kupna kolejnej flaszki najtańszego alkoholu. Kilka razy usłyszałam, że jeden głos nic nie zmieni i kolejne chyba sto, że moja złotówka wrzucona do puszki dla jakiegoś chorego dziecka i tak nie pomoże. Kto, do cholery, nauczył ludzi takiego podejścia?!

Wiesz, że wszystko to, co ufundował Owsiak dzięki zbiórkom WOŚP to w dużej mierze zasługa właśnie tych pojedynczych złotówek? Wiesz, że czasami jeden Twój głos może zadecydować o tym, czy ktoś dostanie szansę na spełnienie swoich marzeń, czy nie? A, gdy tak przewijasz sobie facebookową tablicę i obojętnie przechodzisz wobec większości próśb o pomoc w zebraniu pieniędzy na leczenie dziecka to naprawdę nigdy nie przyszło Ci do głowy, że to właśnie Ty mógłbyś być po drugiej stronie? Mogłoby chodzić o Twoje dziecko! Naprawdę chciałbyś żeby ludzie byli tak obojętni?! A jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w trudnej sytuacji, naprawdę chciałbyś, żeby każdy z góry widział w Tobie alkoholika? Czy wtedy, gdy widzisz leżącego bezdomnego gdzieś na uboczu i z góry uznając, że jest pijany, nie wzywasz karetki, masz świadomość, że ten człowiek może właśnie umierać? Tak, serio! Raz, jeden jedyny raz w życiu uratowałam człowieka, miałam 11 lat. 11 lat, a wokół mnie kilka dorosłych osób, ale tylko ja zadzwoniłam po to cholerne pogotowie, bo zauważyłam opaskę, która – jak mi się wydawało- świadczył
a o jakiejś chorobie.

Przysięgam, że wciąż krew się we mnie gotuje. Jeszcze nie ochłonęłam i mimo, że w planach miałam dla Was na dziś kompletnie inny wpis, idealnie lajtowy, o zdrowych, gotowych przekąskach na weekend to nie mogłam. Po prostu nie mogłam dziś tego nie napisać. I tak – dziś proszę Was wprost- udostępniajcie ten wpis dalej. Może społeczeństwo się obudzi. Może jakimś cudem przeczyta to te kilka osób, na które się wściekłam dzisiaj w sklepie.

shareblog

sesja zdjęciowa, jesienna sesja, zdjęcia rodzinne, fotografia dziecięca

Dwa minusy dają plus

Gdy los rzuca we mnie dwoma minusami, robię z nich plus. Przestałam walczyć z życiem i wściekać się na rzeczy, których nie zmienię. Gdy jest burza, myślę o tym, że po niej zawsze wychodzi słońce. Jeśli coś mi nie pasuję, myślę – czy mogę to zmienić? Jeśli tak – wymyślam jak i działam. Jeśli nie […]

3 komentarze
depresja, depresja matki, depresja mamy, plaża, dziecko na plaży

Jak długo można bez konsekwencji „odkładać siebie na później”?

Zastanawiałaś się kiedyś nad tym, jak bardzo zapominasz o sobie w codzienności? Jak bardzo, zwłaszcza jeśli jesteś mamą, poświęciłaś się, myśląc, że robisz to „dla dobra dzieci, rodziny”? Z jak wielu rzeczy podświadomie zrezygnowałaś? Może już nie czytasz, choć kiedyś bardzo to lubiłaś. Nie chodzisz na zumbę, trampoliny albo na basen. Może nie wychodzisz z […]

13 komentarzy
moda dziecięca, blog parentingowy, slow life, fotografia dziecięca

Zmarnowałam lata. Ty też robisz to zupełnie nieświadomie!

Wymówki. Wszyscy doskonale je znamy, ale dlaczego pozwalamy sobie tak łatwo rezygnować z marzeń, oszukując samych siebie? „Nie mogę sobie na to pozwolić”, „tak się nie da”, „to nie jest dobra pora” – czy jest ktokolwiek, kto choć raz nie usprawiedliwiał się w ten sposób? No właśnie. A jak jest naprawdę? Ile w tych stwierdzeniach […]

13 komentarzy
Równowaga, pięknego trudne początki

…pięknego trudne początki | równowaga i slow life

Dzisiejszy wpis powinien pojawić się na blogu już dawno, jako swoista zakładka „zacznij tutaj” tudzież „pierwszy raz?”, ale od kilku miesięcy wciąż zadaję sobie pytanie, czy na pewno żyję już na tyle świadomie, żeby się w tym temacie choćby z autopsji wymądrzać. Później siadam, spisuję pomysły na wpisy i widzę, że to wszystko, wielkie wszystko, które w dzisiejszych czasach […]

5 komentarzy

Aktualnie u nas na topie

© Wikilistka 2016
Kreativ Media
Close