Nic nie jest nam dane „raz na zawsze”… | slow life

Bądźmy w kontakcie

Naprawdę dawno nie obudziłam się tak przerażona. Nie było ich – nie wiedziałam, gdzie są dziewczyny, a Ł. się oddalał. Nie mogłam go dogonić, kompletnie nie reagował na krzyk – tak jakby nie słyszał…


Tego ranka otworzyłam oczy przerażona jak nigdy dotąd i odetchnęłam z ulgą widząc, że jednak leży obok. Nagle miałam kompletnie w nosie to, że jeszcze wczoraj byłam śmiertelnie obrażona i nie dałam się nawet przytulić – teraz wtulałam się każdym centymetrem swojego ciała, próbując uspokoić przerażony oddech i kołatanie serca nim dziewczynki się obudzą i będę musiała być gotowa na kolejny długi dzień z dziećmi, pracą i wszystkimi trudami codzienności.

No właśnie. Problemy dnia codziennego. Nadmiar obowiązków, kompletny brak czasu dla siebie nawzajem, ciągła walka o każdą minutę i często marudzące dzieci w tle – nie jest łatwo. Wieczny bałagan, spóźniający się przelew vs rachunki z terminem „na już”. Jesień za pasem, będzie trzeba kupić nowe kurtki, buty – teraz już razy dwa – a nie ma czasu, żeby się uporać z szafą za małych rzeczy na sprzedaż. Do zrobienia rzeczy „milion pińcet”, doba nieubłaganie ma tylko 24 godziny, ja jestem tylko jedna i na domiar złego lista obowiązków, które mogę realnie delegować komuś innemu (czytaj Ł.) jest jakimś małym procentem całości. Wierz mi, choć może czasem tu tego nie widać – znam codzienne problemy tak samo jak Ty- ja się po prostu na co dzień na nich nie skupiam i staram się dostrzegać rzeczy ważniejsze.

Tego ranka uświadomiłam sobie, że wczoraj mógł być nasz ostatni wspólny dzień, wieczór, noc. A ja co? Kilka razy prosiłam Wiki, żeby poczekała, bo jakiś projekt. Nie napatrzyłam się na bezzębny uśmiech, tylko próbowałam jak najszybciej uśpić Mię, bo „się nie wyrobię”. Pokłóceni o pierdoły zasnęliśmy metr od siebie nawet bez „dobranoc”….a „dzień dobry” mogło by nie być. Rozumiesz to? 

To trudne, ale usilnie staram się nie marnować ani chwili z życia na negatywne emocje. Walczę ze swoją pamiętliwością, uczę się wybaczać i za każdym razem powtarzam sobie, że jutra może nie być. Po prostu. Nie mam pewności, że moje dzieci jutro znów obudzą się zdrowe i pełne energii, nie mam pewności, że będę miała komu powiedzieć „kocham Cię” o poranku albo czy dane mi będzie iść całą czwórką na kolejny spacer po plaży. Oddałabym wszystko za taką pewność – za gwarację zdrowia, życia i bycia razem, ale to jedna z tych rzeczy, których po prostu mieć nie można.








sukienka Wiki – Nosweet SS16 | Mii  – H&M | kapelusz – H&M

Jeśli następnym razem przejdzie mi przez myśl, że problemem jest zlew pełen naczyń, spóźniający się przelew, marudzące dziecko albo postanowię zrobić awanturę stulecia o niewywieszone pranie i nieumytą podłogę, wezmę głęboki wdech i pomyślę o rodzicach, którzy patrzą, jak ich dzieci zabiera choroba. O tych, którzy właśnie stracili bliskich. O tych, którzy się właśnie dowiedzieli, że miłości ich życia to jedna wielka fikcja i – mimo, że kochają szczerze – poszli w odstawkę. O ludziach, którzy dziękowali by za tę brudną podłogę, byleby mieć gdzie spać i przypomnę sobie jak to jest kombinować jak za 30 zł przeżyć tydzień z małym dzieckiem i jak boli, gdy ono prosi, a nie możesz kupić nawet książeczki za 5 zł…

Ten wpis ani u mnie ani u Ciebie nie sprawi, że problemy znikną, zmęczenie nie będzie się pojawiać, dzieci przestaną wkurzać a dom będzie lśnił jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie ma też magicznej mocy żeby zmieniać facetów w szaleńczo zakochanych, szarmanckich „Panów Grey”, nie podniesie Ci tyłka, nie wyszczupli brzucha, nie zlikwiduje worków pod oczami, cellulitu, nie usuwa rozstępów, nie działa jak niewidzialny push-up, nie dokończy za nas pracy, niestety. Obiadu też nie ugotuje. Jednak może przypomni, że to wszystko są rzeczy błahe i nieistotne. Wierze, że pomoże nam w nabraniu dystansu i celebrowaniu życia takim jakim jest, po prostu, bo tych „problemów” za 10 lat wcale nie będziemy pamiętać – a piękne chwile owszem, więc nie marnujmy ani chwili, bo nic nie jest dane raz na zawsze. 

Slow life…

sesja zdjęciowa, jesienna sesja, zdjęcia rodzinne, fotografia dziecięca

Dwa minusy dają plus

Gdy los rzuca we mnie dwoma minusami, robię z nich plus. Przestałam walczyć z życiem i wściekać się na rzeczy, których nie zmienię. Gdy jest burza, myślę o tym, że po niej zawsze wychodzi słońce. Jeśli coś mi nie pasuję, myślę – czy mogę to zmienić? Jeśli tak – wymyślam jak i działam. Jeśli nie […]

3 komentarze
depresja, depresja matki, depresja mamy, plaża, dziecko na plaży

Jak długo można bez konsekwencji „odkładać siebie na później”?

Zastanawiałaś się kiedyś nad tym, jak bardzo zapominasz o sobie w codzienności? Jak bardzo, zwłaszcza jeśli jesteś mamą, poświęciłaś się, myśląc, że robisz to „dla dobra dzieci, rodziny”? Z jak wielu rzeczy podświadomie zrezygnowałaś? Może już nie czytasz, choć kiedyś bardzo to lubiłaś. Nie chodzisz na zumbę, trampoliny albo na basen. Może nie wychodzisz z […]

13 komentarzy
moda dziecięca, blog parentingowy, slow life, fotografia dziecięca

Zmarnowałam lata. Ty też robisz to zupełnie nieświadomie!

Wymówki. Wszyscy doskonale je znamy, ale dlaczego pozwalamy sobie tak łatwo rezygnować z marzeń, oszukując samych siebie? „Nie mogę sobie na to pozwolić”, „tak się nie da”, „to nie jest dobra pora” – czy jest ktokolwiek, kto choć raz nie usprawiedliwiał się w ten sposób? No właśnie. A jak jest naprawdę? Ile w tych stwierdzeniach […]

13 komentarzy
Równowaga, pięknego trudne początki

…pięknego trudne początki | równowaga i slow life

Dzisiejszy wpis powinien pojawić się na blogu już dawno, jako swoista zakładka „zacznij tutaj” tudzież „pierwszy raz?”, ale od kilku miesięcy wciąż zadaję sobie pytanie, czy na pewno żyję już na tyle świadomie, żeby się w tym temacie choćby z autopsji wymądrzać. Później siadam, spisuję pomysły na wpisy i widzę, że to wszystko, wielkie wszystko, które w dzisiejszych czasach […]

5 komentarzy

Moje wybory na jesień

  • KaroDeco

    Też tak uważam, ostatnio jeszcze mocniej naciskam na „te chwile”, analizując to co się dzieje wokół nas. Jednak nie wszyscy z otoczenia to rozumieją. Niektórzy uważają, że w tym momencie trzeba cisnąć jak najwięcej co by za kilka lat móc leżeć i się nie martwić o nic, to jest priorytet dla nich. A ja ? Co raz bardziej jestem zmęczona takimi ludźmi, ich materializmem i pogonią za… no właśnie za czym ? !

  • Olga Ga

    Masz rację i też tak uważam! Rodzina i zdrowie, także zmykam do mojej małej:)

  • Bardzo się zgadzam! W zabieganiu nie doceniamy tego co mamy, a wystarczy na chwilę się zatrzymać i rozejrzeć. Rozumiem doskonale to zabieganie, bo sama doświadczam go niemal codziennie, dlatego staram się skradać choć krótkie chwile na bycie razem, rozmowę z dzieckiem, uśmiech, wspólny wieczór. Super tekst! 🙂

  • Aga Kępa

    Miałam jakiś czas temu taki taką historie ze starszym synkiem (3,5). Byliśmy w centrum handlowym. Z reguły nie biorę dzieci do sklepów – po co, ale czasami trzeba, kupić buty, przymierzyć. Starszy synek biegał po korytarzu – ja biegam za nim, staram się nie spuszczać dziecka z oka, należę do naprawdę przewrażliwionych matek…

    W centrum nie było dużo ludzi, specjalnie pojechaliśmy na 10 rano, kiedy dopiero otworzyli, żeby nie musieć przepychać się przez tłum. Na korytarzu były takie duże drzwi, prowadzące, nie wiem, moze do jakiegoś wyjścia ewakuacyjnego )taki wąski korytarzyk) synek tam wbiegła drzwi się za nim zatrzasnęły….nie dało ich się otworzyć od naszej strony, były zablokowane..

    JA przerażona, krzyczę, wale w te drzwi, nie wiem gdzie jest, gdzie pobiegł, co jest dalej, gdzie prowadzą…..okropne uczucie… patrzę na ścianę, przycisk przeciwpożarowy, już miałam wybijać szybę (bo co, mam czekać?), drzwi się otworzyło. Otworzył je Pan w niebieskim kombinezonie i przyprowadził mojego synka…
    To trwało chwile, ale ta chwila była okropna….w takich sytuacjach zdajemy sobie sprawę jak życie jest krótkie, kruche i trzeba się cieszyć a nie zamartwiać tym, że wszystkie zabawki leżą na dywanie i że jest u nas wieczny bałagan (bo u mnie jest) i w ogóle mi to nie przeszkadza.

  • Aga Kępa

    Bardzo fajny ten post i bardzo prawdziwy. Musiałam go udostępnić. Wiele osób nie zastanawia się nad tym…. powiem Ci, że ja się akurat zastanawiam nad takimi rzeczami i przestaje się przejmować tzw bałaganem. Czasu również mi brakuje, ucieka mi dzień, doba. Również należe do osób, które nie lubią marnować chwili tylko wole coś zrobić pożytecznego, ale prawda jest taka, że trzeba się czasem zatrzymać i popatrzeć co jest koło nas.

  • Niezwykle często zapominamy, że życie i chwila w której trwamy bywa tak ulotna …. Piękny wpis!

  • Natalia

    Wiesz, popłynęly mi łzy. Ostatnio też wkurzyłam się na męża, bo coś tam. Byłam obrażona jak nie wiem co! I też zawsze sobie wyobrażam- kurde! Przecież jak on taki wkurzony za chwilę pojedzie do pracy i coś się stanie to nigdy nigdy przenigdy się z tym nie pogodzę, że tak go kocham, że nie umiem bez niego.. I wszystko jest nieważne. Tylko to, że jest moim cudownym nieidealnym mężem i najlepszym tatą. A dokładnie wczoraj moja mama dostała takiej jelitowki ze szok. A że jest po chorobie nowotworowej to siłą zaciągnelam ja do lekarza. Tak z „głupią” jelitowka jak sama to nazwała. Ale ryczałam jak bóbr jak widziałam, kiedy prawie mdleje z braku siły. Jestem mazgajem. Ale bez mojej rodziny umarłabym pierwsza na ziemi. Dziękuję Ci za ten wpis!

  • Monia

    Bardzo mądry wpis choć trochę przeplatany smutkiem, bo jak sobie wyobraziłam te wszystki straszane rzeczy, o których piszesz to łezka mi się zarkęciła. To ważne żeby pamiętać tylko o tych najważniejszych rzeczach, rodzinie, czasie wspólnym i nie martwić się pierdołami. Szkoda tylko, że na codzień bardzo łatwo o tym zapominamy, dobrze, że jest Ktoś kto o tym przypomina 🙂
    Dzięki!

  • Świetny wpis, który daje do myślenia…

  • Paula Paulineczka

    pięknie napisane…

  • Marta Szopińska

    Pięknie napisane….Ja to przeżyłąm….3 lata temu Straciłam tatę ….W jednym momencie….Był zdrowym, silnym mężczyzną…Pracował w delegacjach więc nie było go w domu na codzień….Kiedy przyjezdzał to wiadomo, każdy miał swoje zajęcia, drogi…. Nikt nie myślał o tym, że to mogą być ostatnie chwile razem….I przyszedł dzień 29 czerwca 2013 roku….Urodziny mojego męża….Przygotowywałam imprezkę, upiekłam placek z truskawkami – dla taty bo bardzo go lubił i chciałam mu zrobić przyjemność. Jeszcze rano zadzwoniłam do mamy, żeby tata mi podrzucił ogórki kiszone ( mama robi najlepsze ). Jakieś pół godziny później mama oddzwania….Odbieram tel. Ona w płaczu próbuje mi coś przekazać, nie rozumiem co mówi więc proszę, żeby jeszcze raz spokojnie powiedziała….Wtedy usłyszałam – tata leży siny i ne przytomny! On nie oddycha! Pogotowie już jedzie….Więc ja tak jak stałam w dresach, w kapciach i chyba ze szmatą w ręku wziełam kluczyki od samochodu i wybiegłam z domu. Nie wiem jak dojechałam cała i zdrowa i że nikogo nie zabiłam – jechałam nie zwracając uwagi na prędkość, znaki….(wiem to było nie rozsądne). Dojechałam na miejsce. Pogotowie już było. Tatę reanimowali. Nigdy nie zapomnę tego widoku. Jest serce zaczęło bić….Szybko karetką do szpitala….Na izbie ponowna reanimacja….I stało się…Wyszła pani doktor, żeby nam przekazać, że nie udało się… Ostatnie pożegnanie z tatą….Niestety on już się z nami nie żegnał…..Nie zdążył poznać swojej wnuczki….Ale wiem, że patrzy na nas z góry….i czuwa nad nami…..Też zaczęłam patrzeć na życie inaczej, że jutra może nie być. Chociaż nie zawsze mi to wychodzi to staram się żyć chwilą, a kiedy przychodzą chwile złości to wtedy przypominam sobie to co się wydarzyło i zmieniam swoje nastawienie….

    • Współczuję i rozumiem Cię – ja straciłam mamę jako 10-latka. I nie miałam szans się na to przygotować jakkolwiek, bo to był wypadek i … i do dziś pamiętam, że kilka dni temu się o coś na mnie zdenerwowała i ja na nią też. Więc wiem, jak to jest ważne

  • Karolina

    Wzruszyłam się 😉 Piękny wpis otwierający oczy na małe, przyziemne sprawy. Dzięki!:)

  • Marta Nefertari

    Znów wycisnęłaś ze mnie łzy…
    Masz rację – to wszystko to są pierdoły… Z nich utkana jest nasza codzienność, przez co trudno je czasem przeoczyć, a przy zmęczeniu denerwują jak cholera, ale nie na nich powinniśmy się skupiać…

    Ostatni akapit jest mega prawdziwy.
    Dzięki Ci, Kochana :*

  • Marta Bruska

    Jak zwykle fajny, mądry wpis, piękne zdjęcia, na które można patrzeć bez końca, śliczne dziewczyny… Kiedy ta malutka tak urosła?? 🙂

  • Ania

    Bardzo fajny wpis, dla mnie bardzo na czasie- dwa dni temu tez zrobiłam awanturę o pełny zlew. Pozdrawiam Ania

© Wikilistka 2016
Kreativ Media
Close