Kompleksy czy świadomość słabych stron?

Bądźmy w kontakcie

Kiedy ‚jestem za gruba’ jest kompleksem, a kiedy tylko stwierdzeniem faktu, z którym chcemy się zmierzyć? Czy można nie mieć kompleksów, ale mieć świadomość swoich słabych stron? Czy to, że dorastamy do świadomej decyzji, by zacząć walczyć ze swoimi słabościami i jednocześnie zmienić tę część naszego oblicza, z którą jest nam źle jest dobre, czy złe? Czy oznacza brak samoakceptacji? Czy samoakceptacja nie jest ostatnio trochę synonimem ‚olewactwa’? 

Strasznie daleko mi do ideału, ale nigdy nie miałam problemu z kompleksami. Zapewne jest to zasługa moich rodziców, za co jestem im wdzięczna ogromnie, bo z jednej strony nie mam ze sobą problemu – nie zamykam się w czterech ścianach tylko dlatego, że mam wizualnie słabe strony, ale z drugiej – nie jestem wobec siebie zupełnie bezkrytyczna, znam swoje wady i chyba powoli dochodzę do momentu, kiedy mogę powiedzieć, że naprawdę w pełni świadomie potrafię je podzielić na te, których chcę się pozbyć – sama dla siebie – i te, z którymi jest mi całkiem dobrze.

IDEAŁ, SAMOAKCEPTACJA I KOMPLEKSY

Z jednej strony zewsząd atakuje nas kult bycia idealną, z drugiej wszechobecne teksty o samoakceptacji. A ja czuję taką potrzebę bycia gdzieś pośrodku i myślę, że Ty też tak masz. Tak, motywują mnie te wszystkie zdjęcia pięknych, młodych dziewczyn o idealnych ciałach, idealnie symetrycznych twarzach, dużych niebieskich oczach i idealnie prostych zębach. Tak, chciałabym tak wyglądać, jasne! Która by nie chciała!? Tyle, że nie jest to dla mnie na tyle ważne, żeby do końca życia być na ścisłej diecie, wylewać siódme poty na siłowni i … wciąż mieć kompleksy, bo i tak pozostanie coś do poprawy. Nie jest jednak tak, że w pełni akceptuję siebie taką jaką jestem i opierając się na powyższych argumentach chcę dać sobie przyzwolenie na olewanie pracy nad sobą. Czy nie jest troszkę tak,  że większość tekstów o akceptacji swojego niedoskonałego ciała jest po części próbą usprawiedliwienia się? Bo tak naprawdę – ile z nich jest tak absolutnie prawdziwych? Ile z nich naprawdę oznacza „mimo 5  kg nadwagi /krzywych zębów/ cellulitu naprawdę NIE CHCĘ, NIE CZUJĘ POTRZEBY, BY TO ZMIENIĆ, BO TAKA SIĘ SOBIE PODOBAM” ?

Próby trenowania uważności każdego dnia owocują naprawdę dużo bardziej świadomym przeżywaniem życia. Fajnie jest czuć, że jest się bardzo blisko miejsca, w którym chce się być. Dobrze jest zrozumieć, że krzyczące do nas zewsząd skrajnie różne poglądy służą mądrym ludziom tylko po to, by znaleźć sobie idealne miejsce dla siebie gdzieś pomiędzy nimi. Wygodni popierają jedną lub drugą skrajność, nie mają czasu na zastanowienie się, ale da się przeżywać życie głębiej.

CO CHCĘ ZMIENIĆ, A CO POSTARAM SIĘ POLUBIĆ ?

Wracając do kompleksów – czy nie lepiej zwyczajnie usiąść z kartką, spojrzeć na siebie w lustrze i przeanalizować to ‚bez emocji’ ? Podzielić kartkę na dwie części i dokonać selekcji. Każda z nas ma coś w sobie, czego nie lubi. Pytanie brzmi – jak bardzo Ci to przeszkadza i ile jesteś w stanie poświęcić, by to zmienić?

Ja mam krzywe zęby, za dużo tkanki tłuszczowej, trochę się garbię, mam lekko krzywe nogi, niesymetryczną twarz z bliznami (po wypadku), dużą bliznę na kolanie, brzuch kompletnie poszarpany rozstępami  i – jak chyba każda z nas po ciąży – biust do poprawy. To nie są kompleksy. To są realne słabe strony mojego wyglądu i jestem ich świadoma. Po prostu. Wiem też, że ‚samo się nie zrobi’, ale także postanowiłam, czego nie będę ryzykować tylko dla lepszego wyglądu.

Zdaję sobie sprawę, że główną drogą do lepszej sylwetki są regularne ćwiczenia i zbilansowana dieta o trochę ograniczonej kaloryczności. Dorosłam do tego, że nie wierzę w żadną dietę cud i wiem, po prostu wiem, że jeśli chcę lepiej wyglądać to po prostu, mówiąc kolokwialnie, muszę ruszyć dupę i zacząć ćwiczyć regularnie. Coraz bardziej dorastam do tego, by to była naprawdę świadoma decyzja. Wciąż bardziej mi się nie chce niż chce, ale jednak pokonuję swoje słabości coraz częściej. Dziś uświadomiłam sobie też, że jednak mam obsesję na punkcie pięknego uśmiechu z prostymi zębami. Obsesyjnie patrzę się ludziom na zęby (!) – widząc te krzywe myślę ‚o matko, to jest w stanie popsuć cały efekt! Fuck! Mam tak samo:/” , widząc te piękne i proste wzdycham i zachwycam się… Chyba dorosłam do tego, że aparat na zęby jest czymś, na co po prostu muszę jakoś w najbliższym czasie odłożyć pieniądze, bo krzywe zęby są jedną z tych części mojego wyglądu, których nie cierpię najbardziej na świecie, a przecież jak mawiała Audrey Hepburn:

audrey-hepburn-cytat

A co z resztą? Do blizn się przyzwyczaiłam, naprawianie asymetrii twarzy kosztowałoby pewnie tyle, co wymarzony dom, więc podziękuję. Rozstępy – wiem jak sprawić, żeby były mniej widoczne, ale nie dam się pokroić tylko po to, żeby się ich pozbyć, tak samo jak nie zaryzykuję operacji w znieczuleniu ogólnym tylko po to, żeby móc na plaży bez kompleksów paradować w półprzezroczystej koszulce bez stanika (jakoś nie mam takich aspiracji ;D ).

Każda z nas może zrobić taką listę i przestać tracić czas na użalanie się nad czymś, na co nie mamy wpływu, a skupić się na realnej zmianie tego, co boli najbardziej. Boczki przepalisz na siłowni, ale rozmiaru stopy raczej nie zmniejszych, prawda? Pewnie też już nie urośniesz i bez ryzykownej operacji za grube pieniądze nie przeskoczysz z rozmiaru biustu A do D. Po co więc skupiać się na czymś na co nie mamy wpływu?

ŻYCIE NIE JEST CZARNE ANI BIAŁE, A WIĘKSZOŚĆ Z  NAS JEST WŁAŚNIE GDZIEŚ POŚRODKU

To jest tak jak z perfekcyjną i chu*jową Panią domu. 99 % z nas nie należy ani do jednej ani drugiej grupy. Musimy od czasu do czasu ogarnąć, bo inaczej dom by nam zarósł brudem i żadne ‚nie chce mi się’ ani inne użalanie się nad sobą tego faktu nie zmieni, ale też nie musimy kochać sprzątania i przez godzinę polerować lustra, żeby powiedzieć sobie ‚Jest ok, w moim domu jest fajnie, czysto i przyjemnie. Jestem z siebie zadowolona’. Ja taka jestem – zwyczajna, gdzieś po środku. Podejrzewam, że Ty też. Nie potrzebna mi plakietka idealnej, ale nie zamierzam swoich zaniedbań usprawiedliwiać próbą wmówienia sobie, że w pełni akceptuję coś, co tak naprawdę mi przeszkadza. Nie stanę się z kanapowego lenia miłośniczką wylewania siódmych potów na siłowni, bo znam lepsze sposoby na spędzanie czasu, ale wiem, że to jedyna droga do wymarzonej sylwetki.

Jestem zwyczajną dziewczyną – sprzątam, bo muszę i zacznę ćwiczyć, by lepiej wyglądać. Nadal będę wielbić czekoladę i wciąż pewnie nie polubię prac domowych, ale czy muszę? Może bądźmy po prostu sobą i niech będzie nam ze sobą dobrze!

sesja zdjęciowa, jesienna sesja, zdjęcia rodzinne, fotografia dziecięca

Dwa minusy dają plus

Gdy los rzuca we mnie dwoma minusami, robię z nich plus. Przestałam walczyć z życiem i wściekać się na rzeczy, których nie zmienię. Gdy jest burza, myślę o tym, że po niej zawsze wychodzi słońce. Jeśli coś mi nie pasuję, myślę – czy mogę to zmienić? Jeśli tak – wymyślam jak i działam. Jeśli nie […]

3 komentarze
depresja, depresja matki, depresja mamy, plaża, dziecko na plaży

Jak długo można bez konsekwencji „odkładać siebie na później”?

Zastanawiałaś się kiedyś nad tym, jak bardzo zapominasz o sobie w codzienności? Jak bardzo, zwłaszcza jeśli jesteś mamą, poświęciłaś się, myśląc, że robisz to „dla dobra dzieci, rodziny”? Z jak wielu rzeczy podświadomie zrezygnowałaś? Może już nie czytasz, choć kiedyś bardzo to lubiłaś. Nie chodzisz na zumbę, trampoliny albo na basen. Może nie wychodzisz z […]

13 komentarzy
moda dziecięca, blog parentingowy, slow life, fotografia dziecięca

Zmarnowałam lata. Ty też robisz to zupełnie nieświadomie!

Wymówki. Wszyscy doskonale je znamy, ale dlaczego pozwalamy sobie tak łatwo rezygnować z marzeń, oszukując samych siebie? „Nie mogę sobie na to pozwolić”, „tak się nie da”, „to nie jest dobra pora” – czy jest ktokolwiek, kto choć raz nie usprawiedliwiał się w ten sposób? No właśnie. A jak jest naprawdę? Ile w tych stwierdzeniach […]

13 komentarzy
Równowaga, pięknego trudne początki

…pięknego trudne początki | równowaga i slow life

Dzisiejszy wpis powinien pojawić się na blogu już dawno, jako swoista zakładka „zacznij tutaj” tudzież „pierwszy raz?”, ale od kilku miesięcy wciąż zadaję sobie pytanie, czy na pewno żyję już na tyle świadomie, żeby się w tym temacie choćby z autopsji wymądrzać. Później siadam, spisuję pomysły na wpisy i widzę, że to wszystko, wielkie wszystko, które w dzisiejszych czasach […]

5 komentarzy

Moje wybory na jesień

  • Fajny motywujący wpis.

  • Ana

    Bardzo podoba mi się ten tekst. Bardzo! Chyba się cieszę, że od niego zaczynam poznawać to wirtualne miejsce. Idę szukać kolejnych tak prawdziwych i mądrych tekstów o rzeczach tak oczywistych, że o nich nie pamiętamy. Bo jest ich tu więcej? 🙂

  • Oktawia

    Zakończenie jest najlepsze. Też nie lubię swoich zębów, gdy uśmiecham się do zdjęć to ich nie pokazuje bo psują cały efekt :D. Jednak gdy zapytałam dentystę czy potrzebuję aparat powiedział nie, ja jednak i tak kiedyś go sobie zafunduje. Wiem, że mam mały biust ale mówi się trudno za to bardzo lubię swoją pupę i małe stopy :D. Biust koryguje jedynie dobrymi stanikami i staram się dbać o niego żeby nie był obwisły, wystarczy, że będzie jędrny a jego rozmiar… przywykłam. Mam blizny na twarzy po trądziku, kupiłam olejek na ich zmniejszenie ( nie oszukujmy się nigdy nie znikną całkowicie) i wystarczy, że przez ponad 3 miesiące będę go stosowała regularnie… Mam też rozstępy na pośladkach i udach bo za szybko schudłam ( zachorowałam i tak jakoś wyszło,że organizm sobie nie potrafiła poradzić) cóż skoro już są postaram się je jedynie rozjaśnić, zmniejszyć ale to nie powód dla którego będę chodziła w upalne dni w długich spodniach ;). Lub na plaży nie będę nosiła bikini. Czego u siebie nienawidzę? Okularów wrr, soczewek nosić nie mam zamiaru ale mam zamiar uzbierać na laserową operacje oczu! I nie chodzi tu tyle o fakt czy kompleks noszenia okularów bo mi to nie przeszkadza ale o to, że mam słaby wzrok i nie mogę bez moich drugich oczu funkcjonować. No i szczerze nienawidzę swojej cery bo jak bym się nie starała i czego nie robiła i tak pojawi się paskudny wysyp wcześniej czy później. Staram się pielęgnować cerę najlepiej jak umiem i już minimalizować wykwity i raz wychodzi lepiej a raz gorzej ale i tak jest już dużo lepiej niż np. 3 lata temu. Dla mnie najważniejsze jest żebym podobała się swojemu mężowi i sobie samej. Ja siebie akceptuje taką jaka jestem mój mąż również. Nie obchodzi mnie, że jakiś facet powie na ulicy ” ona ma za małe cycki/ tyłek/ brzydka twarz/cerę” Sero? Fajnie, że masz swoje zdanie. Ale mało mnie ono obchodzi. Nie chcę być idealna, ideały są nudne. chce być naturalna/autentyczna. Chce być szczęśliwa i chce być sobą.
    Tu podsyłam cytat, którym bardzo mocno się kieruję:
    http://stylowi.pl/25321605

    a tu kilka innych fajnych, z którymi warto się zapoznać:
    http://stylowi.pl/33618975
    http://stylowi.pl/20315048
    Polecam Ci również książkę balsam dla duszy, piękne wartościowe opowiadania, które dają silną motywację.

  • właśnie dostałam motywacyjnego kopa! Dzięki wielkie! Idę robić analizę!

    • Świetnie! Trzymam kciuki za wytrwałość w poprawianiu tego, co postanowisz zmienić.

  • Amen! Najważniejsze to zaakceptować siebie ale to nie wyklucza dążenia do polepszenia swojej sylwetki, tylko żeby to było robione z głową, Także, ten tego od jutra dieta :)hahah

  • Monika Kampczyk

    ja jestem sobą, ale chciałabym być lepszą sobą. Tylko każda moja próba kończy się niepowodzeniem…

    • Spróbuj mniejszych kroków i nagradzaj się za małe sukcesy. U mnie działa

© Wikilistka 2016
Kreativ Media
Close