Jak żyć z dzieckiem i nie zwariować?

Bądźmy w kontakcie

Jak żyć z dzieckiem i nie zwariować? Może by tak zwyczajnie nie stwarzać sobie problemów?  Tak, tak. Jesteśmy w tym mistrzami, a moment zostania rodzicem to idealny czas, by swoje mistrzostwo udowodnić. Czy dla dziecka trzeba wywracać życie do góry nogami?

Fajnie i łatwo jest, gdy z obu stron na zmianę pomagają dziadkowie – zabierają dziecię na spacer, przywożą zakupy, czasem mama robi obiad, posprzątać pomoże…a jak nie to zaprosi do siebie. Sielanka, żyć nie umierać, wszystkim szczęśliwcom gratuluję szczerze i zazdroszczę po cichutku. Tej mniejszej grupie społeczeństwa, którzy do powyższych szczęściarzy nie należą i z którymi całym sercem łączę się w bólu mówię – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki połowa problemów może zniknąć i żadni dziadkowie, ciocie i wujkowie nie są do tego niezbędni.

Odgórnie jesteśmy w dorosłym życiu skazani na konieczność radzenia sobie samemu, tak wyszło. Idzie nam świetnie, nie chwaląc się – jestem dumna z doświadczenia, jakie zgromadziłam przez ostatnie niespełna 5 lat. Wyprężam się też jak paw, gdy słyszę jakie to mamy ‚fajne’ dziecko, komunikatywne, samodzielne, dostosowujące się do sytuacji, kochające, słuchające (czasami ;P)… jestem dumna, bo wiem, że zawdzięczamy to tylko sobie, a głównie swojemu uporowi i faktowi, że mieliśmy w głębokim poważaniu pseudomądrości, które miały za zadanie stworzyć pozornie idealny świat dla dziecka, tym samym naszą codzienność przeradzając w gehennę.

Wcale, ale to wcale nie jest tak, że dziecko absolutnie musi jeść co 3 godziny, wychodzić na spacer punkt 11-ta bez względu na pogodę, a wieczorem bez rytuału „pachnąca kąpiel, masaż olejkami, ułożenie we własnym łóżku głową na północ, przykryciu jednym jedynym kocem, podanie różowej (koniecznie!) butelki z mlekiem, przeczytanie opasłego tomidła na dobranoc, odśpiewanie 2 milionów kołysanek” nie zaśnie. Otóż moi drodzy zdradzę Wam tajemnicę – dziecko to CZŁOWIEK. W dodatku noworodek to taki specyficzny typ człowieka, który właściwie jeszcze nie wie co lubi, nie ma ulubionego kocyka, nie zna kolorów, nie ma pojęcia o istnieniu kołysanek, nie rozróżnia godzin, nie ma przyzwyczajeń i generalnie jest taką wspaniałą czystą kartką, po której my -niestety- zaczynamy bazgrać na opak bez większego zastanowienia.

Dziecko to człowiek, stworzenie żyjące, mające swój naturalny rytm dnia. Powinno jeść kiedy jest głodne i spać, kiedy jest śpiące. Naszą rolą jest mu w odpowiednim czasie uświadomić, że jego zachowania wskazują, że chce mu się spać lub jeść – tak, żeby zaczęło rozumieć własny organizm, odczucia i potrzeby, które trzeba zaspokoić. Tak samo jak emocje, ale o tym nie teraz.

Owszem, gdy Mała budziła się o 2-3 w nocy i chciała się bawić, pokazywałam, że za oknem jest ciemno, wszyscy śpią i ona też powinna, bo inaczej rano nie będzie miała siły na kolejny dzień. Mówiłam ściszonym głosem, nie zapalałam światła. Pilnuję też, by w miarę regularnie zjadała posiłki i żeby były jak najzdrowsze…ale nie daję się zwariować. Były dni, gdy w ciągu doby zjadła jedno Danio albo tosta, bywały też takie, gdy potrafiła zjeść +/- moją dzienną porcję jedzenia. Latem chodzi spać koło 21-22, zimą czasami nawet w okolicach 19. Latem wstaje między 6 a 8, zimą czasami lubi pospać do 9.30. Normalny, naturalny rytm funkcjonowania.

Nikt nie zabrania jej mieć ulubionej zabawki, ale od początku dbaliśmy by najczęściej, najbliżej niej była jedna przytulanka o racjonalnych rozmiarach. Każdy ma ulubiony kubek, talerzyk, kocyk, poduszkę, spodnie etc., ale tak jak do nas, dorosłych, bez problemu dociera fakt, że samo nazwanie czegoś ulubionym nie zobowiązuje nas do taszczenia ze sobą połowy mieszkania w każde miejsce, do którego się udajemy, tak samo ten fakt musimy uświadomić swojemu dziecku.

Moim zdaniem, kluczowe jest wyczucie odpowiedniego naturalnego rytmu dnia naszego dziecka i delikatne naprowadzanie go na tory, które nam pasują. Tak, możemy być odrobinkę egoistami – jakoś trzeba sobie radzić, a w żaden sposób nie szkodzimy tym dziecku. Śmiem nawet rzec, my pomagamy, bo dobrze „skonfigorowany” wspólny rytm to mniej nerwowi rodzice, a mniej nerwowi rodzice to szczęśliwsze i spokojniejsze dziecko. Musimy też, przede wszystkim, pamiętać, że od momentu narodzin do +/-  pójścia do podstawówki nasz tryb życia jest uzależniony od funkcjonowania i rytmu dnia naszej pociechy, więc czy warto zmieniać wszystko i robić sobie pod górę ?

Jak ustawić odpowiedni plan dnia dziecka?

  • Obserwuj przez kilka dni, po jakim czasie od obudzenia dziecko robi się głodne – to pozwala zaplanować efektywnie czas od wstania z łóżka do wyjścia z domu (np. czy ubieramy się przed czy po śniadaniu).
  • Przy naturalnym funkcjonowaniu obserwuj kiedy dziecko zaczyna robić się senne i na ten czas planuj porę drzemki. Ja np. wiem, że koło południa Mała jest śpiąca, wystarczy więc 10 minutowy spacer w wózku koło bloku, ona śpi, ja wracam do domu, stawiam ją śpiącą w wózku w przedpokoju i mam 1-2 godziny na pracę.
  • Od maleńkości tłumacz dziecku objawy głodu i senności, naucz je rozpoznawania tych stanów. Od kiedy Wiki miała chyba z pół roku jak do ściany czasem i do znudzenia powtarzałam „Kochanie, jesteś teraz zmęczona, powinnaś się zdrzemnąć”, gdy zaczynała być marudna, tarła oczka, pokładała się. Słyszałam „przecież ona i tak Cię nie rozumie”. Być może… ale dziś mogę śmiało powiedzieć, że  nie do przecenienia  jest dwulatka komunikująca „mamuś, jetem męciona. Cię pać, idę się pojozić”… albo nawet nie komunikująca nic, a wiedząca, że w przypadku zmęczenia należy się położyć i spać, gdziekolwiek 😉 -> KLIK
  • Obserwuj, o której dziecko naturalnie wieczorem jest zmęczone i o której rano samo budzi się wyspane. To pozwala uniknąć wojen przy zasypianiu i wiecznego niezorganizowania rano. Odpowiednie zaplanowanie kolacji, mycia ząbków i położenia się do łóżka może zdziałać cuda – już chyba od ponad roku Wiki wieczorem idzie spać bez większych wojen i przesypia całe noce.
  • Ucz, że zmiany są dobre. Rób przemeblowania, zepnij inaczej włosy, jeśli codziennie ubierasz się na czarno -załóż kolorową bluzkę. Gdy masz córkę – ubieraj ją raz w tiulową kieckę, innym razem w dres i adidasy… nie podawaj co rano tylko jajecznicy, nie kupuj tylko i wyłącznie jednego rodzaju jogurtu, nie chodź wiecznie na ten sam plac zabaw, nie bawcie się co dzień wg określonej kolejności, nie rób dzień w dzień dokładnie tego samego. Wiem, że wielu rodziców upiera się przy rutynie, rutynie, rutynie … ale co Wy zrobicie, jak przyjdzie Wam na tydzień diametralnie zmienić życie i dziecko będzie w tym uczestniczyło?
  • Udowadniaj, że pozorne zmiany tak naprawdę nic nie zmieniają. Nadal jest bezpiecznie, ciepło, smacznie etc. To uczy dziecko poczucia bezpieczeństwa. Najprościej chyba pokazać, że soczek smakuje tak samo z jednego kubka jak i z drugiego… i z butelki jest równie smaczny. Podobnie sprawa ma się z kocykiem – zaproponuj raz na jakiś czas zmianę i pokaż, że pod drugim jest tak samo ciepło, etc.
  • Choćby 100 % otaczającego Cię społeczeństwa nazywało Cię wariatką, a Twoje działania uważało za bezskuteczne i racjonalnie nieuzasadnione – od pierwszych dni życia mów normalnie do swojego dziecka, mów o wszystkim, o czynnościach, otaczającym świecie, zdaniami. Odpowiadaj zgodnie z prawdą, nie pieść się, nazywaj rzeczy po imieniu, nie używaj wiecznie zdrobnień ani zamienników – spać to „spać” a nie „aaaaa”. Docenisz to, gdy roczniak będzie rozumiał 90 % wypowiadanych do niego słów, a dwulatka zrelacjonuje Ci swój dzień i będzie zdolna do zakomunikowania wszelkich swoich potrzeb łącznie ze wskazaniem koloru talerzyka, na którym masz jej podać kanapkę z serem i szyneczką, której sobie zażyczy.
  • Do znudzenia baw się z maluszkiem w „a kuku”, a roczniakowi tłumacz, że wychodzisz na minutkę i zaraz wrócisz, po czym wychodź z pokoju i wracaj nim zdąży podnieść lament, dawaj buziaka i mów „widzisz, obiecałam i wróciłam”. Tym magicznym sposobem, dziecko, które jest z nami praktycznie 24/24 i na co dzień nie zostaje nigdzie, w razie nagłej potrzeby nie ma problemu z zostaniem z kimkolwiek – dziadkiem, czy którąkolwiek z „cioć”, a nawet w przedszkolu (tydzień adaptacyjny za nami!), zupełnie nowym środowisku.
  • Ucz, że Mama/Tata także ma prawo do tego, żeby chwilę poleżeć, zjeść ciepły obiad, napić się herbaty. Ma prawo boleć Cię głowa i masz prawo nie mieć akurat wtedy ochoty na picie z misiem po raz kolejny wyimaginowanej herbatki. Wytłumacz, że coś Cię boli i dlatego teraz prosisz, żeby dziecko pobawiło się chwilkę samo, a dzięki temu Twoja głowa wyzdrowieje i później pobawicie się razem, bo znów będziesz czuła się dobrze. Definitywnie nie wstaję od obiadu, żeby pograć w piłkę, rano MUSZĘ wypić herbatę, zjeść śniadanie, ubrać się i choćby związać włosy, a wieczorem muszę choć trochę ogarnąć mieszkanie. Im szybciej maluch to zrozumie tym lepiej.
  • Nie zmuszaj do jedzenia, nie biegaj za dzieckiem z jedzeniem. Jeśli dziecko nie je, to znaczy, że nie jest głodne. Jeśli tłumaczysz 5 razy, że trzeba zjeść, bo wychodzicie, a ono nadal swoje, niech nie je. Tylko potem, nie kupuj mu czegoś na mieście etc. Przez 3 godziny jeszcze żaden zdrowy roczniak czy dwulatek nie umarł z głodu, a nauczy się konsekwencji swoich działań. Inaczej będzie wiecznie zwiewał od stołu, a Ty będziesz ganiać z jedzeniem, albo zawsze przed wyjściem oleje obiad licząc na frytki na mieście. Bądź sprytniejsza niż Twoje dziecko ; )
  • Nie przegrzewaj – dziecko musi przez chwilkę odczuć dyskomfort, żebyś mogła mu wytłumaczyć, że to znaczy zimno i wtedy trzeba coś na siebie założyć. Tym samym ubierasz dziecko dosyć lekko,a gdy będzie zimno, ono Ci to w jakiś sposób zakomunikuje (oczywiście mówimy o dziecku przynajmniej 18 miesięcy).

Sprawa sprowadza się do tego, że dziecko to drugi człowiek, z którym świadomie związałaś całe swoje życie. Pierwsze 7-10 lat to czas, kiedy jesteście od siebie naprawdę strasznie zależni, dlatego dobrze, jeśli stworzycie system, który pozwoli, by było Wam razem po prostu …dobrze, wygodnie i miło.

Od dwóch lat jestem mamą i „panią domu” w pełnym tych słów znaczeniu. Spędzam ze swoim dzieckiem praktycznie 24/24 , sami wyszliśmy może z 2-3 razy na kilka godzin zostawiając Małą pod opieką Dziadka – poszliśmy ze znajomymi na pizzę 400 metrów od domu i wróciliśmy przed 23 😉 Tylko my wychodzimy z Wiki na spacer, dbamy o dom, pracujemy, robimy zakupy, sprzątamy, pierzemy, prasujemy, gotujemy obiady, zmywamy naczynia, zabieramy ją w nowe miejsca, bawimy się z nią, czytamy książeczki, organizujemy urodziny, do 3-ciej nad ranem malujemy domek dla lalek… Dzięki temu, że nauczyliśmy nasze dziecko żyć z nami i nauczyliśmy siebie żyć z Nią tak, żeby wszystkim nam było dobrze, potrafimy w tym wszystkim znaleźć jeszcze czas na obejrzenie filmu, wypicie lampki wina, czytanie książek, robienie dodatkowych kursów, uczenie się fotografii, blogowanie, czasem ćwiczenia… Generalnie dzięki wierze w słuszność swojego postępowania przeżywamy życie tak, jak chcemy, dlatego dziś nie mam skrupułów, by na tacy podać Wam naszą receptę na sukces. Wiem, że działa. Wiem, że mam szczęśliwe dziecko. Wiem, że jestem szczęśliwa jako mama.

DSC05629
DSC05631

DSC05661
DSC05663
DSC05673
[Zaznaczam – sprawdza się u nas, nie ma gwarancji, że sprawdzi się wszędzie (ale często działa). Jeśli jednak wywróciłaś swoje życie do góry nogami dla dziecka – super, o ile tylko Tobie z tym dobrze].

***
Sukienka – Miętówka (teraz -50%! )
Buty – Emel
Korona i różdżka- Moi Mili
Zdjęcia wykonane aparatem SONY A58

klaps, klapsy, agresja, bicie dzieci

Mówmy głośno – bicie zawsze jest złe | #KochamNieBiję

Ja naprawdę bardzo się staram nie wpieprzać w życie innych ludzi, nie oceniać czyjegoś rodzicielstwa i nie wygłaszać swoich teorii na ten temat w tonie „powinniście/nie powinniście” – zwłaszcza, że w kwestii świadomego rodzicielstwa mam dość radykalne poglądy i pewnie większość by uznała, że wymagam od rodziców za  dużo, ale są tematy, na które nigdy […]

13 komentarzy
Rodzicielstwo bliskości, miłość, ojciec podrzucający dziecko, tata, dumny tata, szczęście, radość

Rodzicielstwo bliskości, szacunku, zrozumienia, intuicji…? | Podsumowanie pierwszych trzech lat mojego macierzyństwa

Pierwszy raz po kilku miesiącach obudziłam się dziś pierwsza z całej trójki i dane mi było napawać się poranną, niczym nieskażoną beztroską domową ciszą, w której słychać było tylko ich spokojne oddechy, w rytm których najmłodsze, jeszcze z brzucha, również dawało znać o swoim istnieniu. Po ciężkiej, w połowie nieprzespanej nocy, której atrakcjami była niewyjaśniona wysoka temperatura pierworodnej i […]

5 komentarzy
blog parentingowy, dziecko, matka

Rozważania Matki Debiutantki #1

Jestem mamą od niespełna trzech lat. W dodatku matkuję jednej tylko istocie na ziemi, nie śmiem więc nazywać się ekspertem czy też jako specjalistka od wychowywania zabierać głosu na szerszym forum. Jestem też jednak przede wszystkim człowiekiem. Istotą, która naprawdę całkiem niedawno wyrosła z wieku dziecięcego i są pewne kwestie w wychowywaniu dziecka, które przez […]

12 komentarzy
fotografia dziecięca, blog parentingowy, mądre wychowanie

Mądrze wychowywać, tłumaczyć świat

Wtorek. Jeden spacer z przerywnikiem w postaci pobrania krwi z paluszka. Wczorajszy dzień, który udowodnił mi jak ważne jest rozmawianie z dzieckiem o świecie takim, jakim jest naprawdę, ile znaczy mówienie prawdy…oraz jak często jeszcze nie wierzę wystarczająco w moją córkę. Dzień, który skłonił również do refleksji nad głębszym znaczeniem stwierdzenia „mądrze wychowywać”, bo właściwie… […]

11 komentarzy

Aktualnie u nas na topie

  • Dopiero zaczynam czytać Twojego bloga, dzieci są dopiero w planach… ale uważam, że Twoje rady są po prostu bezcenne 🙂 Powinnaś wydać jakąś książkę z takimi radami 😀 ja na pewno z nich skorzystam 🙂

  • Jak już będę prawie-mamą, zgłoszę się do Ciebie na warsztaty 😉 Mądrze piszesz kobieto, choć póki co nie mam jak zweryfikować.

    PS. Ten migający bucik po prawej strasznie mnie rozprasza podczas czytania.

  • Anonymous

    hmm… Na wszystko mielismy inne sposoby, ale sukces ten sam :). A tak jak i Wy pracujemy i co prawda wszyscy dziadkowie w pogotowiu, ale pracuja wiec tylko w kryzysowych sytacjach korzystamy z ich pomocy.
    Zuzia od urodzenia zasypia sama- wiadomo noworodki tak maja, a jej z nasza małą pomoca w kryzysowym momencie juz tak zostało. Ponadto od czwartego miesiaca przesypia cale noce (do teraz) od 19 do 7-8 rano, zima zdarza sie do 9.30. Ma 16 miesiecy a rozumie….hm….boje sie powiedzec ze wszystko, bo tego nie wiem, ale ciezko mi tez odnalezc w pamieci sytacje kiedy bysmy sie niezrozumiały, czasami mmowie cos do siebie nie liczac nawet ze ktos mnie slucha i wciaz jestem zaskakiwana;P ;). Z rytuałami wieczornymi tez u nas inaczej, bo jakos tak sie stalo ze sa, bo wszystkim nam dobrze z nimi ( kapiel, mleko, czytanki buziak i spac), ale gdy zdarzy sie sytuacja wyjatkowa, zaspypia bez tych wszystkich przygotowan bez problemu….. O matko bosko….tak sie przechwalilam ze az teraz mam stracha ze jutro bedzie dzien niespodzianek;p. No coz mlode…matki takie teraz cudowne dzieci maja;P. Ta zdjecia….cos cudownego, bardzo zaluje ze nie potrafię tak pieknych wyczarowac Zuzi… Masz ogromny talent – zazdroszcze ;D
    Wszystkiego dobrego;*

    Maja

  • Bardzo mądry post, zwłaszcza to co piszesz o tym, by pokazywać dziecku, że zmiany są dobre i uczyć je elastyczności. Uważam, ze nie ma nic gorszego niż zafiksować dziecko w rytuałach i potem np nie móc wyjechać na całodniową wycieczkę bo dziecko umie drzemać po południu tylko w swoim łóżku. Znam takie dzieci.

  • Najważniejsze to obserwować swoje dziecko, nie robić nic na siłę, pamiętać, że szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dziecko. Wiem co mówię: mam dwóch synków, trzeci na dniach się urodzi, a mieszkamy z mężem jakieś 2000km od rodziny. I pewnie, że bywam sfrustrowana, zła, zmęczona, ale jestem szczęśliwa, moje dzieci także 🙂

  • Anonymous

    Tak – ze wszystkim się zgadzam. Bardzo podobnie funkcjonujemy. Pięknie i zwinnie to ujęłaś. Jesteś świetną Mamą. Znasz swoje Dziecko i to procentuje. Powodzenia!

    Mama Kasia

  • Podpisuję się rękami i nogami pod tym postem ! 🙂 To samo staram się robić z naszą 22 miesięczną córą. Od ponad pół roku rozumie wszystkie polecenia, w tym bardziej skomplikowane, a największy sukces, że nikt do niej nie mówił nigdy sepleniąc, zmiękczając niepotrzebnie wyrazy, czy zastępując normalne słowa
    „dziecięcym” zamiennikiem. Jedyne czego mi się nie udało, to że zamiast niektórych wyrazów używa słów dźwiękonaśladowczych np. auto-bruum i piesek – hauu .. 🙂 Ale i z tym walczymy ^^ 🙂

    Pozdrawiam 🙂

    PS. Piękne zdjęcia 🙂 Zwłaszcza 2 ostatnie 🙂

© Wikilistka 2016
Kreativ Media
Close