Jak przygotować dziecko na rodzeństwo

Bądźmy w kontakcie

Często pytacie mnie o relacje między dziewczynkami. O odpowiedź na pytanie z tytułu, czyli jak przygotować dziecko na pojawienie się rodzeństwa, prosicie w ankiecie, podając swoje oczekiwania co do wpisów… A ja zanim opublikuję wpis na temu podobny temat, zawsze biję się z myślami. Bo co ja się będę mądrzyć mając dwie raptem od kilku tygodni? I o jakich relacjach można mówić, gdy jedno dziecko ma 2 miesiące? Jednak wiem, że chcecie wiedzieć, jak jest. Rozumiem potrzebę usłyszenia o doświadczeniach niejako w relacji „na żywo”, bo to daje najbardziej realny pogląd. Więc o relacjach będzie więc pewnie w późniejszym czasie, bo na razie to raczej jednostronne zauroczenie, ale – totalnie nie z pozycji eksperta, a raczej jako eksperymentator (jest w ogóle takie słowo?!) – opowiem Ci co my robiliśmy i jak to się sprawdza u nas. Może Ci to pomoże, być może skłoni do refleksji albo przypomni o ważnych sprawach? Wahając się – publikować czy nie – pomyślalam, że jeśli w jakikolwiek sposób ten tekst pomoże bądź zainteresuje choć jedną osobę, to warto, nie? W końcu cała reszta może przecież nie czytać, w wolnym kraju żyjemy.

jak przygotować dziecko na rodzeństwo, rodzeństwo, dzieci, blog parentingowyPo pierwsze zacznijmy od tego, że część pytań z tego wpisu jest wciąż aktualna, mimo, że Mia jest z nami od dwóch miesięcy. Ja nadal wielu kwestii się boję, mam wrażenie, że błądzę po omacku i drżę o to, by nie popełnić błędów, które mogłyby zniszczyć ich relację. Wiem, jaka jest Wiki, a pojęcia nie mam jaka będzie Mia, bo mimo wszystko jest we mnie cień obawy, że to, jakim będzie człowiekiem nie będzie tylko kwestią wychowania i naszego podejścia, ale też może jakiejś genetycznej loterii. Nie wiem tego, wiec strasznie się boję, że z jedną z nich będzie mi „bardziej po drodze”, a – co oczywiste – jako Matka nie chciałabym faworyzować żadnej z nich, nawet podświadomie.

Ja w swoim błądzeniu staram się obserwować, wyciągać wnioski z cudzych błędów i ich nie powielać. No i czerpać dobre wzorce, odwzorowywać u nas to, co z nich najlepsze. Z dziesięć razy przeczytałam tekst Marleny o tym, jak wychować kochające się rodzeństwo. Oddychałam z ulgą, widząc, że w wielu kwestiach podobne podejście jest dla mnie oczywiste. Cieszyłam się w duchu, widząc, że to się sprawdza i staram się pamiętać o tym na co dzień, by za lat kilka cieszyć się z ich relacji.jak przygotować dziecko na rodzeństwo, rodzeństwo, dzieci, blog parentingowy

Jednak do sedna. Jak Wiki zareagowała na ciążę i pojawienie się Mii? Jak jest teraz? Jak ją przygotowywaliśmy na noworodka w domu?

Po pierwsze – powiedzieliśmy jej od razu, gdy nowina się potwierdziła, a potem szczerze rozmawialiśmy i odpowiadaliśmy na pytania, Myślę, że to klucz do sukcesu. Wychodzę z założenia, że dziecku trzeba tłumaczyć swiat. Po prostu tłumaczyć, nie skażać żadnym nastawieniem emocjonalnym tylko pokazać takim, jakim jest. Niech sama decyduje czy jej się to podoba czy nie. Nam udało się akurat wstrzelić czasowo w fazę, kiedy Wiki zachciało się mieć siostrę i ona naprawdę na nią czekała. Jak na prezent -dosłownie- więc pytań zadawała mnóstwo, ale dzięki temu w grudniu wiedziała dobrze, co ją czeka. Opowiadałam, była raz ze mną na USG, pokazywałam jej na filmikach YT takie dopiero co urodzone dziecko, mówiłam o pępowinie ( w kontekście pępuszka, który będzie się goił. Co to jest, po czym jest ta dziurka w brzuszku itp.) Kilka miesięcy wcześniej oswajaliśmy ją z faktem, że będę musiała pójśś do szpitala, będą rozcinali mi brzuch, żeby wyjąć Mię i później będę bardzo słaba i obolała przez jakiś czas. Nie będzie mogła na mnie wskakiwać, nie będę mogła jej podnieść itp. W sposob dostosowany dla trzylatki możliwie najbardziej obrazowo staraliśmy się opowiadać o każdym aspekcie związanym z nową sytuacją, który mógłby ją zaskoczyć.

Po drugie – wszelkie moje dolegliwości i związane z nimi ograniczenia w zabawie, podnoszeniu Wiki czy bieganiu z nią staraliśmy się tłumaczyć bez używania stwierdzeń „bo mama ma w brzuszku dziecko”. Po prostu źle się czuję, jestem słaba, nie mogę dźwigać, bo stanie mi się krzywda itd. Nie chciałam, żeby na samym początku w głowie trzylatki wytworzyło się skojarzenie ” mama nie może, BO DRUGIE DZIECKO”. Wtedy w jej głowie Mia z założenia byłaby już czemuś winna, coś by jej zabrała, a nie od tego chciałam zaczynać ich wspólną podróż przez życie.

Po trzecie– uświadamiałam ją o rozwoju malucha i o tym, że na samym początku tylko płacze, śpi, je i robi w pampersa. Pokazywałam jak maluszki dorastają – najpierw leżą na brzuszku i podnoszą główkę, zaczynają się uśmiechać, siadają, raczkują, zaczynają próbować nowych potraw, wstają, chodzą, mówią. Rozmawiałyśmy o tym godzinami. Kilkanaście razy dziennie nawiązywałam do tego, że dziecko po urodzeniu jest malutkie i kruche i łatwo mu zrobić krzywdę. Trenowała delikatność na lalce bobasie ; ) Słowem, robiłam wszystko, żeby nie rozczarowała się, gdy zobaczy siostrę po raz pierwszy, tylko żeby czekała na kolejne etapy jej rozwoju.

Po czwarte – robiłam wszystko, by nie poczuła, że traci cokolwiek ze względu na pojawienie się rodzeństwa. Gdy w grudniu nastąpiła kulminacja i większość przychodzących paczek była „dla Mii”, ona miała kalendarz adwentowy z prezentami na każdy dzień. Decyzja o przeniesieniu zawartości jej pokoju do wnęki w salonie i zrobienia w drugim pokoju sypialni z kącikiem Mii była omawiana przez ponad tydzień i choć od początku zaznaczała, że jej to pasuje i podoba jej się ten pomysł (ona i tak non stop siedziała z nami w dużym pokoju), zadałam chyba z dziesiątki razy pytanie w stylu ” na pewno nie będzie Ci przykro, smutno, że nie masz swojego osobnego pokoju?” i zapewniałam, że jesli bedzie chciała z powrotem mieć swój pokój, to wystarczy, że nam o tym powie.

Po piąte – choć to w nawiązaniu do punktu 4. Dbamy, by w miarę możliwości był czas nadal tylko dla naszej trójki i każdego z nas tylko dla niej. Po obiedzie, kiedy Mia śpi, gramy w gry, rozmawiamy, rozwiązujemy zagadki. Wieczorem, gdy kładę ją spać nie zabieram Mii do pokoju. Jestem tylko dla niej, czytam wybraną przez nią bajkę, rozmawiamy, przytulamy się, śpiewam jej kołysankę. To był nasz rytuał, wiem, że ten czas jest dla niej ważny i nie chciałam jej tego zabierać. Mimo, że teraz czasem marudzi, żeby Mia zasypiała z nią ( ta faza fascynacji), ja się nie zgadzam… Zapytasz dlaczego? Wolę dmuchać na zimne. Teraz Mia jest – nazwijmy to – mało inwazyjna i absorbująca. Nie wtrąca się jej do zabawy, nie podbiera kredek, nie burzy wieży z klocków. Ale czy gdy to się zacznie Wiki nie będzie miała jej dość pod wieczór, tak po prostu? Może będzie chciała zwyczajnie pobyć bez asysty Młodszej siostry, a wtedy nagle „wyrzucając” z wieczornych rytuałów Mię krzywdziłabym ją. Wolę więc na początek nauczyć Młodszą funkcjonowania w rzeczywistosci zastanej. Tak jest lepiej dla wszystkich.

Po szóste – nie obarczam Wiktorii opieką nad Mią ani niczym co z tym związane. Ona owszem, pomaga, bo sprawia jej to frajdę, ale nie musi. Czasami zdarza się, że pytam, czy mogłaby mi podać pieluszkę i słyszę „nie bardzo, oglądam teraz Dorę” i wtedy własnie jest czas na moje „O.K”. Bo to jest moje dziecko, to ja chciałam drugiego bobasa i to moim obowiązkiem jest ruszenie czterech liter po tę pieluchę. Nie jej. I tak, zdaje sobie sprawę, że dużo osób powie ” jeśli prosisz o coś dziecko to powinno Cię słuchać”. Jasne, ja się zgadzam. Dlatego, jesli proszę o sprzatnięcie jej klocków to to respektuję, ALE to są jej klocki i bez względu na to, czy Mia jest czy by jej nie było, swoje klocki musiała i musi sprzątać, a gdyby nie miała młodszej siostry to nie musiałaby nikomu podawać pieluszki…

Po siódme – zrobiłam co w mojej mocy, żeby dostosować Mię do naszej wypracowanej już codzienności, a nie odwrotnie. Dokładnie tak samo zrobiliśmy, gdy urodziła się Wiki – nauczyliśmy ją żyć wg naszego dobowego/tygodniowego rytmu funkcjonowania, a nie wywracaliśmy swoje życie do góry nogami „bo dziecko”. Małe dziecko nie ma rytuałów ani przyzwyczajeń. Ono się rodzi i ma kilka podstawowych potrzeb, które muszą być zaspokojone i tyle – ma być sucho, ciepło, bezpiecznie, z pełnym brzuszkiem i ile się da przy mamie. Nawet dużo wczesniejsze kładzenie Wiki spać rozpoczęłam już kilka miesięcy przed narodzinami Mii, żeby ta zmiana nie kojarzyła jej się z jakims ograniczeniem z powodu pojawienia się rodzeństwa.

jak przygotować dziecko na rodzeństwo, rodzeństwo, dzieci, blog parentingowy

jak przygotować dziecko na rodzeństwo, rodzeństwo, dzieci, blog parentingowy

jak przygotować dziecko na rodzeństwo, rodzeństwo, dzieci, blog parentingowy

jak przygotować dziecko na rodzeństwo, rodzeństwo, dzieci, blog parentingowy

Wiki : sukienka – nosweet SS16, opaska – Reserved
Mia : bluzka – Zara | legginsy – Reserved

Jak wdrożenie tych punktów sprawdziło się w praktyce?

Po pierwsze – przez prawie 9 tygodni nie zdarzyły się sceny zazdrości inne niż to, że gdy tulę Mię to przychodzi się poprzytulać i Wiki. Najmłodsza jest oczkiem w głowie swojej siostry – jest milion razy dziennie całowana, przytulana, Wiki czyta jej książeczki, grzechocze grzechotką, zakłada skarpetkę, gdy ta jej spanie. Otula kocykiem, gdy śpi. Podaje smoczek… Znając już trochę Mii rytm funkcjonowania, potrafi ją nawet uśpić, serio ;D Nie złości się, gdy Młodsza płacze, stara się być w miarę cicho, gdy ta śpi. Nie wiem jak duży wpływ na to, jak jest obecnie miały zastosowane przez nas ‚środki zapobiegawcze’ ani ile w tym raczej zasługi wychowania przez te 3 lata czy może po prostu faktu, że Wiki zwyczajnie taka już jest – dobra, kochana, troskliwa i empatyczna. Nie wiem, ale jeśli nam jakoś się udało uniknąć armagedonu związanego z pojawieniem się drugiego dziecka w domu, może i Wam też się uda, dzięki tym kilku zasadom 🙂

Jestem ciekawa, jak było u Was? Od razu wielka miłość, czy jednak zazdrość? Czy to zauroczenie mija z czasem i zawsze zaczynają się regularne wojny? Można ich jakoś uniknąć, jakoś się do nich przygotować? 🙂 [ Piszcie, muszę się psychicznie przygotować ;)]

O wychowaniu…

klaps, klapsy, agresja, bicie dzieci

Mówmy głośno – bicie zawsze jest złe | #KochamNieBiję

Ja naprawdę bardzo się staram nie wpieprzać w życie innych ludzi, nie oceniać czyjegoś rodzicielstwa i nie wygłaszać swoich teorii na ten temat w tonie „powinniście/nie powinniście” – zwłaszcza, że w kwestii świadomego rodzicielstwa mam dość radykalne poglądy i pewnie większość by uznała, że wymagam od rodziców za  dużo, ale są tematy, na które nigdy […]

13 komentarzy
Rodzicielstwo bliskości, miłość, ojciec podrzucający dziecko, tata, dumny tata, szczęście, radość

Rodzicielstwo bliskości, szacunku, zrozumienia, intuicji…? | Podsumowanie pierwszych trzech lat mojego macierzyństwa

Pierwszy raz po kilku miesiącach obudziłam się dziś pierwsza z całej trójki i dane mi było napawać się poranną, niczym nieskażoną beztroską domową ciszą, w której słychać było tylko ich spokojne oddechy, w rytm których najmłodsze, jeszcze z brzucha, również dawało znać o swoim istnieniu. Po ciężkiej, w połowie nieprzespanej nocy, której atrakcjami była niewyjaśniona wysoka temperatura pierworodnej i […]

5 komentarzy
blog parentingowy, dziecko, matka

Rozważania Matki Debiutantki #1

Jestem mamą od niespełna trzech lat. W dodatku matkuję jednej tylko istocie na ziemi, nie śmiem więc nazywać się ekspertem czy też jako specjalistka od wychowywania zabierać głosu na szerszym forum. Jestem też jednak przede wszystkim człowiekiem. Istotą, która naprawdę całkiem niedawno wyrosła z wieku dziecięcego i są pewne kwestie w wychowywaniu dziecka, które przez […]

12 komentarzy
fotografia dziecięca, blog parentingowy, mądre wychowanie

Mądrze wychowywać, tłumaczyć świat

Wtorek. Jeden spacer z przerywnikiem w postaci pobrania krwi z paluszka. Wczorajszy dzień, który udowodnił mi jak ważne jest rozmawianie z dzieckiem o świecie takim, jakim jest naprawdę, ile znaczy mówienie prawdy…oraz jak często jeszcze nie wierzę wystarczająco w moją córkę. Dzień, który skłonił również do refleksji nad głębszym znaczeniem stwierdzenia „mądrze wychowywać”, bo właściwie… […]

11 komentarzy

Moje wybory na wiosnę

  • Ilona Kołodziej

    Hm…ja jakoś specjalnie nie obmyślałam co robić by było dobrze, nie czytalam poradnikow, nie pytalam ludzi- wyszlo. Mam chyba wyjątkowe szczęście do dzieci póki co (trzecie w drodze i nie wiadomo z jakim charakterem się urodzi). Nie miałam problemu z:
    nieprzespanymi nocami- jedno karmienie podczas mojego snu,
    odstawianiem smoczka-nie przyzwyczajalam
    nadmierna laktacja-do dziś się zastanawiam w jakim celu tak naprawdę jest laktator,
    Dzieciaki zaczęły szybko chodzić, mówić..
    Wiadomość o rodzeństwie była najlepszym prezentem dla starszego, jedynym momentem zazdrości było jak ktoś przychodził zobaczyć nowego członka rodziny i słychać było „to mój brat idź juz sobie” 😀 Zawsze pomocny i troskliwy.
    Może dla tego, że dzieci zawsze traktowałam jak ludzi. Nie słuchałam tekstów typu „to małe dziecko, nic jeszcze nie rozumie”. Mówiłam wyraźnie zaczynając prostymi słowami, wrażeniami- fajnie potem usłyszeć od niespełna 3latka wyrazne „helikopter”, wszystko wyjaśniałam, odpowiadałam na pytania i tak jak sama musiałam przygotować się na nowego potomka przygotowywałam starszego. My dorośli nie lubimy żyć w niepewności lubimy wiedzieć co i jak lub chociaż spodziewać się co może się wydarzyć i tak podeszłam do zapewnienia stabilności dzieciom. Tak jak sami musimy się przygotować do wyjazdu, przeprowadzki, jakiejkolwiek zmiany to logiczne jest by uświadomić dziecko.
    Dzieciaki nadal są za sobą, kochają się i wspierają ale pojawił się w naszym życiu czynnik który zaczął ich poróżniać i zaczęły się lepsze i gorsze monety w relacjach, a mianowicie szkoła i przedszkole. 2 rozne światy i dzieciaki mają swoje zainteresowania oddzielnych kolegów i targu się teraz który ma lepiej 😀 ale to zapewne mały pikuś w porównaniu z tym co nas czeka gdy już będzie etap liceum.
    Co do 3potomka oczywiście obydwoje cieszą się i sa dumni. Starszy z zamilowania do wszystkich bobasow, młodszy, że on też będzie starszym bratem 😉
    Mimo, że oboje chcieli siosyrzyczke (no przecież brata juz mają) nie było, aż tak trudno przekonać do kolejnego braciszka (no tak rodzinka.pl nam się udala) cieszą się i w nawyk juz też im wszedł tekst „ważne by zdrowe bylo” Kochane te moje dzieciaki. A jak będzie po porodzie…. czas pokaże juz niedługo. Czy czekają mnie wyzwania i odkrycie uroków macierzyństwa , czy wszyscy staniemy na wysokości zadania i obędzie się bez zbednych nerwowych sytuacji? Wierze w siebie i maluszka w brzuszku 😊

  • Gosia

    A ja mam pytanko, jaki rozmiar sukienusi macie? 5-6?

    • 3-4 , właśnie piszę o niej wpis, bo mam kilkanaście pytań o nią na mailu i fp ;P

      • Gosia

        Dziękuję za odpowiedź. Też mam 3,5 latkę i mierzyłyśmy 3-4. 5-6 akurat nie było. 3-4 mogłaby być dla nas ciut większa. Stąd moje pytanie o 5-6 😉 Z Nosweet z rozmiarem zawsze mam loterię.W szczegolności odnośnie legginsów, ale to już inna historia 😉

        • No my mamy na 3-4 tą pink arrow w strzałki i jest już za krótka z przodu. W sumie wszystko zależy od kroku, ta myślę, że spokojnie posłuży nam do przyszłej wiosny

  • Nefertari

    Szóste i siódme – o taaak! Rozwaliła mnie teściowa, kiedy na kilka tygodni przed planowanym porodem powiedziała mojemu synkowi: „Po porodzie tatuś pójdzie do pracy i ty będziesz musiał opiekować się mamą i siostrzyczką!” Powiedziała to oczywiście w dobrej wierze, próbując pewnie przygotować Johnka na to, że lekko nie będzie i czasem będę potrzebowała wsparcia (np. takiego podania pieluchy albo czasu na przebranie małej), ale litości… Obarczanie trzylatka odpowiedzialnością? To przecież dziecko! Od razu zareagowałam, może wg niektórych za mocno (szybkim sprzeciwem bez możliwości negacji), ale widziałam po minie synka, że trochę go te słowa przestraszyły, że poczuł się niepewnie. No bo co – taty nagle nie będzie a on będzie miał ogarniać chorą (po cc) mamę i małego stworka, co to go jeszcze na oczy nie widział i nie wie, czym się to je? Nie wiem, czemu tak się dzieci straszy… Rozumiem, że chce się je jakoś przygotować, ale można przecież inaczej – bez podkopywania ich poczucia bezpieczeństwa czy odbierania dzieciństwa… Co do kolejnego punktu – przy pierworodnym rozwalało mnie, jakie porady rzucali najbliżsi. Że w dużym pokoju powinnam opróżnić dolne półki regałów, bo przecież dziecko książek nie czyta – powinny tam być maskotki, żeby moj uczący się chodzić synek to właśnie je miał pod ręką, a nie książki (których przestawianie mnie irytowało, przez co uczyłam 1,5 rocznego malucha nie ingerowania w mój układ na tychże półkach). Bo dziecko w domu, to pod nie trzeba ustawić mieszkanie. Roześmiałam się wtedy (Taki tekst padł na serio!). Mój dom, mój pokój, moje książki – to mały pojawił się w NASZYM mieszkaniu, a nie my w jego – on ma się dostosować, nie my. Mmay żyć razem wspólnie, on tu nie rządzi – tłumaczyłam. Cóż, raz bardziej mnie rozumiano, innym razem zarzucano mi, że „dzieciństwo dziecku odbieram”. Teraz też to słyszę, gdy wymagam sprzątnięcia zabawek po jednej zabawie, nim się zacznie bałaganić z kolejną. Cóż. Dzięki temu moje dziecko uczy się jakiejś dyscypliny, tego, że nie można bałaganić bez końca, ale przecież jest mu też łatwiej – mały bałagan łatwiej sprzątnąć niż całodzienne rozwalenie wszystkiego, prawda? 😉

    Co do naszej sytuacji i uczenia się siebie, Jankowi zdarzały się napady zazdrości, np. „Ej, to MÓJ ręcznik!” (gdy mała akurat wszystkie pomoczyła i miała w praniu) albo gdy akurat potrzebowaliśmy zająć się młodszą ja i mąż, a synek chciał się akurat wtedy bawić. Wołał więc i wołał z drugiego pokoju, czasami kończył płaczem lub krzykiem. Ale nie reagowaliśmy zbyt przesadnie na jego zachowanie, tłumaczyliśmy, dlaczego nie możemy teraz podejść, że mała jest głodna albo że trzeba ją umyć i że akurat w tym momencie potrzebuje nieco więcej uwagi. Pilnowałam też, by to samo mówić córce (tak, wiem, mało kumatej teraz, ale zależało mi, by synek słyszał, jak i jej mówię to samo, co czasem jemu): że teraz muszę wysmarkać brata, że teraz idę mu poczytać bajkę, że teraz razem zjemy obiad, a ona musi poczekać na swoją kolej. Także zdarza się, że nie biegnę do niej od razu, nie jest małym terrorystą 😛 Wszyscy w naszej rodzinie są ważni i każdy – zależnie od sytuacji – potrzebuje uwagi. Młoda nie ma tu żadnego monopolu na czas czy pierwszeństwa. Owszem, często na to wychodzi, bo jest niemowlęciem, ale po tych kilku tygodniach bycia razem i uczenia się siebie, synek przyzwyczaił się do tego i wczoraj nawet sam poszedł ją uspokoić, bylebyśmy z mężem zjedli do końca obiad! Wita się z siostrą, gdy wstaje, mówi jej „dobranoc”, gdy kładzie się spać… Wybiera skarpetki, które mam jej założyć i tak, zdarza mu się odmówić mi pomocy, ale – jak słusznie napisałaś – ma do tego święte prawo. Nie jest moim służącym, nie musi niczego za mnie robić, nie jest od tego. Fajnie oczywiście, kiedy dziecko od najmłodszych lat sprząta czy robi coś w domu, ale nie czarujmy się – niektóre obowiązki są tylko rodziców i to przede wszystkim oni mają je wykonać – małe dziecko może wtedy, kiedy traktuje je jak zabawę, kiedy chce samo, kiedy to sprawia mu frajdę…

    Ogółem, zgadzamy się ;D

  • Bożena B.

    W kwestii „Po drugie…” czy jak mówiłaś, że źle się czujesz itp. to czy Wiki wtedy nie pytała twierdząco „bo masz w brzuszku dzidziusia?”

    A w kwestii „Po piąte” jeśli karmi się noworodka/niemowlaka piersią na żądanie i jeśli różnie śpi albo ma dolegliwości brzuszkowe to owszem w ciągu dnia uda się znaleźć czas na zabawę ze starszym dzieckiem, ale z wieczornym usypianiem to już nie każdego dnia tak się da, jeśli chce się, aby kładło się o stałej porze. Wtedy to tato musi Je połozyć, bo On piersią nie nakarmi 🙂

    BTW: jeśli mogę Moniko, proszę o odpisanie na maila 🙂

  • Monika

    Mimo, że jestem już po etapie oswajania dziecka z tematem pojawienia się rodzeństwa to z ciekawością przeczytałam wpis. Właściwie czytając punkt po punkcie myślałam jest OK, robiłam tak samo/podobnie. Zatrzymałam sie przy 7 punkcie.. jak udało Ci się zagonić Wiki do łóżka o szybszej godzinie? Moja Oliwka (4,5 lat) ma mega problem z szybkim zasypianiem, kąpie się ok 19 tak żeby po kąpieli mogłą jeszcze pobyć z nami, o 20 ruszamy do łóżka i czytamy jej bajkę lub puszczamy bajką czytaną a mimo to zasypia ona dopiero po 21 częto w okolicy 22.. i prawie zawsze kolejnego dnia budzi się marudna ;/

    Drugie dziecię ma 5,5 miesiąca i żadnych scen zazdrości nie było wręcz same czułości i chęć opiekowania i pomocy mamie. Mimo tak krókiego czasu relacja między nimi jest przepiękna i już teraz bardzo silna. Starsza po powrocie z przedszkola najpierw biegnie do brata a dopiero potem do mnie. Po jednej nocce u babci, opawiadała braciszkowi jak to za nim tęskniła, tuląc i gilając go jednocześnie!

    Pozdrawiam!

  • Ania

    Nie wiem, co napisać… Bo we wszystkim masz rację, no! 🙂 Stosowałam u siebie podobne zasady, choć nieco zmodyfikowane, bo między moimi synami jest dużo mniejsza różnica wieku – roczniak rozumie jednak zdecydowanie mniej niż trzylatka. O, może jedno bym dodała – jeśli starsze dziecko prosi o coś, co dostaje to młodsze – dać! Obaj nasi chłopcy karmieni byli mm – kiedy starszy zobaczył, że młodszy dostał butelkę, też koniecznie chciał swoją (choć nie była pora jedzenia). Daliśmy, nie z mlekiem, a z wodą. Wystarczyło, nigdy więcej nie poprosił. Chciał się bawić na macie jak mały dzidziuś – proszę bardzo. I tak dalej. Prawdę powiedziawszy wiele nauczyłam się na błędach moich rodziców 😉 Moja młodsza siostra urodziła się, gdy miałam niecałe 2,5 roku – pamiętam dobrze, jak na nią czekałam, całowałam mamy brzuch itd. A kiedy przywieźli ją do domu ze szpitala… była owinięta w mój ukochany kocyk! Poczułam się okropnie. Dlatego kocyk starszego syna to u nas świętość, młodszemu nie wolno dotykać 😉 Tak samo pamiętam, jak wszyscy zachwycali się tym, jak moja młodsza siostra raczkuje. Dlatego i ja zaczęłam bawić się w raczkowanie, a wtedy usłyszałam, żebym się nie wygłupiała, że jestem już duża itd. W ogóle tego nie rozumiałam – czemu moją siostrą wszyscy się zachwycają, a mnie nikt nie chwali? Ogólnie moi rodzice popełnili chyba niemal wszystkie możliwe błędy, jeśli chodzi o wychowanie rodzeństwa, a mimo to się kochamy (choć do przyjaźni nam daleko, ale to kwestia różnicy charakterów i środowisk, w których wzrastałyśmy, bo chodziłyśmy do różnych szkół, miałyśmy innych znajomych itd.) – to tak na pocieszenie dla tych, którzy boją się, że coś zrobią źle, lub już mają jakieś błędy za sobą 😀

© Wikilistka 2016
Kreativ Media