„Dla dobra dziecka” – czy na pewno?!

Bądźmy w kontakcie

Wyobraź sobie, że jesteś dzieckiem, lat kilka (może 3, może 5). Wstajesz rano, stanowczo zbyt wcześnie i w pośpiechu musisz się ubrać, zjeść śniadanie – nawet jeśli nie masz ochoty. Nie ma czasu na leniuchowanie, buziaki w łóżku i śniadanie w piżamie, na pewno nie w tygodniu.

Rodzice, jak co dzień, są trochę rozdrażnieni – w końcu trudno nie być, jak na wszystko jest zawsze za mało czasu. Na pewno chętnie zrobili by cokolwiek innego niż spędzenie kolejnego dnia w pracy. No i zmęczenie – każdy ma przecież swoje granice. Ale wróćmy do Ciebie – jesteś dzieckiem.

Po nerwowym poranku rodzice zawożą Cię do przedszkola. Właściwie nawet lubisz przedszkolanki i zabawy z koleżankami i kolegami, ale … po kilku godzinach zdecydowanie chciałbyś już być w domu. Zjeść obiad z rodziną, pobawić się a potem przytulić się do mamy i błogo zasnąć, więc z niecierpliwością na nią czekasz.

Obiad jesz w przedszkolu – przecież jest w pakiecie, a rodzice jedzą na mieście (albo nie jedzą), najważniejsze przecież, że Ty zjadłeś coś ciepłego, tak jakby. Popołudniu przyjeżdża mama – wreszcie. Chociaż czekaj – zimą często jest już ciemno, czy to wciąż popołudnie, czy jednak wieczór? Nieważne. Czekałeś na to cały dzień.

Znów liczysz na trochę zabawy, deser zjedzony wspólnie podczas oglądania ulubionej bajki, zabawy w kąpieli i długą bajkę na dobranoc, żeby chociaż trochę pobyć w objęciach mamy. Niestety, nigdy nie dostajesz wszystkich punktów z powyższej listy, bo mamie zazwyczaj wystarcza cierpliwości i czasu tylko na odrobinę zabawy albo bajkę na dobranoc. Najlepiej kąp się szybko, żwawo jedz kolację i do łóżka. Musisz szybko iść spać, bo jutro znów rano wszyscy wstajecie. Nie wolno Ci też marudzić, ani mieć po prostu gorszego dnia. Nie żeby dorosłym się zdarzało, ale co tam – jesteś dzieckiem, chyba musisz być „twardszy” niż dorośli.

W tym wszystkim rodzice są tak zmęczeni codzienną gonitwą, że nie mają czasu na dobry film, przytulenie, rozmowę ze sobą ani żadne inne przyjemności. Frustracja narasta, a codzienna bieganina zabija wszystko, co w życiu piękne.

Przychodzi weekend, jest lepiej, ale jeszcze zdecydowanie nie tak, jak chciałoby tego dziecko. Weekend ma tylko dwa dni, a tyle jest do zaliczenia : zakupy na cały tydzień, tygodniowe sprzątanie, wizyta u dziadków, u znajomych, szybki wypad za miasto , gry z dziećmi, wyjście do kina. Przecież w weekend każdy chce odreagować cały tydzień i nadrobić stracony czas. (To, że w efekcie traci kolejne 2 dni jest już chyba mało istotne.)

I jak, jesteś szczęśliwym dzieckiem?

Ah, zapomniałabym Ci wspomnieć o najważniejszym. Twoi rodzice ‚zaharowują się’ dla Twojego dobra.

Przecież dla Ciebie to takie istotne, byście w trójkę mieszkali w 150 metrowym domu. Kuchnia za kilkadziesiąt tysięcy jest tak strasznie potrzebna Twojej mamie, która przy dobrych wiatrach przygotowuje w niej dwa obiady w tygodniu, no i nie wyobrażasz sobie, by rodzice odwozili Cię samochodem, na widok którego nie piszczałyby wszyscy rówieśnicy. Musisz mieć też markowe ubrania, koniecznie takie z wielkim logo lub widoczną metką i najdroższe zabawki samych znanych marek – dostajesz ich pełno jako rekompensatę za nieobecność rodziców. Konieczne są też te coroczne zagraniczne wycieczki all inclusive i wcale nie wolałbyś spędzić tygodnia pełnego wrażeń, atrakcji i odkrywania świata z rodziną na Mazurach, no w ogóle!

I co – jesteś bardziej szczęśliwym dzieckiem? Nie sądzę. Wiem za to, że zostajesz przyzwyczajony do materialnego podejścia do świata – wszak od małego uczono Cię, że te wszystkie dobra materialnie policzalne są tak ważne, są „dla Twojego dobra”.

Dlatego jak już będziesz dzieckiem lat kilkanaście normalne będzie dla Ciebie, że oczekujesz nowego laptopa na każde urodziny, posiadania najnowszego smartfona i kieszonkowego na wszystkie zachcianki – nauczyłeś się, że jeśli masz kasę, to towarzystwo znajdzie się i poza rodziną, skoro ta nigdy nie ma dla Ciebie czasu. Usłyszysz też narzekanie mamy, jak to ona nie rozumie co się z Tobą dzieje – ulegasz wpływom nieciekawego towarzystwa, ciągle tylko trwonisz ich pieniądze.

A jak masz nie ulegać? Czy ktoś miał czas, żeby nauczyć Cię szacunku dla samego siebie (pewnie rodzice, którzy siebie stawiali na ostatnim miejscu), nie ulegania wpływom i przekonania, że nie musisz być kimś, kim nie jesteś, by ktoś Cię lubił? Kto ma, ten Cię lubił będzie, a tych którzy wymagają od Ciebie jakiś zmian (zazwyczaj na gorsze) pożegnaj, zawsze zostaje Ci świetny weekend w towarzystwie rodziny. Czy ktoś miał czas, by Cię tego nauczyć? Nie, ale czas na pretensje znajdzie się zawsze.


Zdecydowanie „dla dobra dziecka” jest zbyt częstą wymówką na wszystko. Usprawiedliwieniem działań z dobrem dziecka w żaden sposób nie związanych. Tak, tak. Twojemu dziecku wcale nie trzeba wielkiego domu ani mieszkania na poziomie „hiper +”, telewizora na całą ścianę, który ma tyle funkcji, że chyba tylko kawy nie parzy ani corocznych zagranicznych wycieczek all inclusive. Na razie nie potrzeba, bo za chwilę przyzwyczaisz je do tego, że właśnie to jest w życiu najważniejsze.


Moje dzieciństwo to 34 metry kwadratowe w starym bloku, do podziału na 4 osoby, brak komórki do końca podstawówki, brak zagranicznych wakacji, markowych ubrań i dwóch ton zabawek.

Moje dzieciństwo to kochający się rodzice,którzy nauczyli mnie najważniejszych w życiu wartości, od których nigdy nie usłyszałam „nie mam czasu, nie teraz”. Moje dzieciństwo to ubrania ugrzane przez mamę na kaloryferze, śniadanie jedzone w piżamie podczas oglądania ulubionej bajki, przedszkole na tyle czasu, ile potrzebowałam, domowa pomidorówka i budyń z sosem malinowym – takim z domowej spiżarni, jeśli miałam ochotę. Godziny spędzone na zabawie, spacerach, poznawaniu świata wraz z rodziną czy popołudnia, które mój tata poświęcił na to, by nauczyć mnie grać w kosza, jeździć na rowerze czy na rolkach. To Mama, która zawsze miała czas, by przeczytać mi bajkę na dobranoc i czytała zawsze do końca rozdziału, nawet jeśli ja już spałam. Wigilie spędzone z bliskimi w najbardziej magicznej atmosferze, jaką można sobie było wyobrazić, godziny przegadane o życiu i poczuciu własnej wartości. Był też czas na złe dni i wypłakanie złych emocji, za co ogromnie jestem wdzięczna moim rodzicom, bo dziś to potrafię – nie tłumić w sobie złego, dać ujście złym myślom, pozwolić sobie na gorszy dzień spędzony w łóżku, przepłakać wieczór. Jedyne, co zmieniłabym w swoim dzieciństwie to czas jego trwania, bo właściwie trochę skończyło się, gdy byłam dziesięciolatką i los postanowił ze mnie zadrwić, a 10 lat to zdecydowanie zbyt mało jak na dorosłość. Niemniej jednak – otrzymałam największy kapitał z jakim tylko mogłam wstąpić w dorosłość. Wiarę w siebie, pewnośc siebie. Poczucie, że zawsze mam na kogo liczyć. Wartości i świadomość, jak ważne jest wzajemne dbanie o siebie na co dzień. Dostałam umiejętności, które sprawiły, że nie boję się w życiu próbować, sięgać po więcej, a po porażkach otrzepuję kolana i próbuję iść dalej.


Wiem, że czasem podejmujemy pewne decyzje, by związać koniec z końcem. Wiem też jednak, że działamy w utartych schematach. Boimy się zmian. Boimy się ryzyka. Żyjemy w społeczeństwie, które wynosi na piedestał bycie wiecznie zajętym, zapracowanym i zagonionym, a zapominamy, że nie o to w życiu chodzi. Po co Ci pieniądze, skoro nie masz kiedy cieszyć się tym, co Ci dają? 

Żyjemy w świecie, który bez proszenia daje nam na tacy miliony możliwości. Internet to furtka na świat. Są internetowe kursy, weekendowe warsztaty i tysiące możliwości pracy zdalnej. Są tysiące rzeczy, które już dziś można zoptymalizować tak, by zarabiać więcej, pracując mniej – naprawdę. Mamy dziesiątki nowych zawodów, o których 30 lat temu nikt nie słyszał, a dziś można nie wychodząc z domu zarabiać duże pieniądze… ale dopóki żyjemy w schematach „jestem z zawodu KIMŚTAM, więc będę to robić do końca życia”, tak długo na życie często możemy nie mieć czasu.


Próbuj być dzieckiem jak najczęściej. Nim znów na nie nakrzyczysz, postaraj się je zrozumieć. Zanim kupisz mu kolejną drogą zabawkę, zastanów się czy nie wolało by spędzić z Tobą dnia podczas harców na basenie albo długiego spaceru do lasu, by zbierać szyszki i obserwować wiewiórki. A jeśli już ma lat naście – nim kolejny raz ponarzekasz na nie do koleżanki, spróbuj po prostu z nim porozmawiać, bo może jeszcze nie jest na późno, żeby przypomnieć, co tak naprawdę jest ważne…

 I wykorzystuj czas mądrze – nikt nie da Ci przeżyć życia po raz drugi, nie wiesz też kiedy może Cię zabraknąć i może nie będzie czasu na naprawianie swoich błędów. Czas to jedna z niewielu rzeczy, których kupić nie można za żadne pieniądze.

Aktualnie u nas na topie

© Wikilistka 2016
Kreativ Media
Close