„Dla dobra dziecka” – czy na pewno?!

Bądźmy w kontakcie

Wyobraź sobie, że jesteś dzieckiem, lat kilka (może 3, może 5). Wstajesz rano, stanowczo zbyt wcześnie i w pośpiechu musisz się ubrać, zjeść śniadanie – nawet jeśli nie masz ochoty. Nie ma czasu na leniuchowanie, buziaki w łóżku i śniadanie w piżamie, na pewno nie w tygodniu.

Rodzice, jak co dzień, są trochę rozdrażnieni – w końcu trudno nie być, jak na wszystko jest zawsze za mało czasu. Na pewno chętnie zrobili by cokolwiek innego niż spędzenie kolejnego dnia w pracy. No i zmęczenie – każdy ma przecież swoje granice. Ale wróćmy do Ciebie – jesteś dzieckiem.

Po nerwowym poranku rodzice zawożą Cię do przedszkola. Właściwie nawet lubisz przedszkolanki i zabawy z koleżankami i kolegami, ale … po kilku godzinach zdecydowanie chciałbyś już być w domu. Zjeść obiad z rodziną, pobawić się a potem przytulić się do mamy i błogo zasnąć, więc z niecierpliwością na nią czekasz.

Obiad jesz w przedszkolu – przecież jest w pakiecie, a rodzice jedzą na mieście (albo nie jedzą), najważniejsze przecież, że Ty zjadłeś coś ciepłego, tak jakby. Popołudniu przyjeżdża mama – wreszcie. Chociaż czekaj – zimą często jest już ciemno, czy to wciąż popołudnie, czy jednak wieczór? Nieważne. Czekałeś na to cały dzień.

Znów liczysz na trochę zabawy, deser zjedzony wspólnie podczas oglądania ulubionej bajki, zabawy w kąpieli i długą bajkę na dobranoc, żeby chociaż trochę pobyć w objęciach mamy. Niestety, nigdy nie dostajesz wszystkich punktów z powyższej listy, bo mamie zazwyczaj wystarcza cierpliwości i czasu tylko na odrobinę zabawy albo bajkę na dobranoc. Najlepiej kąp się szybko, żwawo jedz kolację i do łóżka. Musisz szybko iść spać, bo jutro znów rano wszyscy wstajecie. Nie wolno Ci też marudzić, ani mieć po prostu gorszego dnia. Nie żeby dorosłym się zdarzało, ale co tam – jesteś dzieckiem, chyba musisz być „twardszy” niż dorośli.

W tym wszystkim rodzice są tak zmęczeni codzienną gonitwą, że nie mają czasu na dobry film, przytulenie, rozmowę ze sobą ani żadne inne przyjemności. Frustracja narasta, a codzienna bieganina zabija wszystko, co w życiu piękne.

Przychodzi weekend, jest lepiej, ale jeszcze zdecydowanie nie tak, jak chciałoby tego dziecko. Weekend ma tylko dwa dni, a tyle jest do zaliczenia : zakupy na cały tydzień, tygodniowe sprzątanie, wizyta u dziadków, u znajomych, szybki wypad za miasto , gry z dziećmi, wyjście do kina. Przecież w weekend każdy chce odreagować cały tydzień i nadrobić stracony czas. (To, że w efekcie traci kolejne 2 dni jest już chyba mało istotne.)

I jak, jesteś szczęśliwym dzieckiem?

Ah, zapomniałabym Ci wspomnieć o najważniejszym. Twoi rodzice ‚zaharowują się’ dla Twojego dobra.

Przecież dla Ciebie to takie istotne, byście w trójkę mieszkali w 150 metrowym domu. Kuchnia za kilkadziesiąt tysięcy jest tak strasznie potrzebna Twojej mamie, która przy dobrych wiatrach przygotowuje w niej dwa obiady w tygodniu, no i nie wyobrażasz sobie, by rodzice odwozili Cię samochodem, na widok którego nie piszczałyby wszyscy rówieśnicy. Musisz mieć też markowe ubrania, koniecznie takie z wielkim logo lub widoczną metką i najdroższe zabawki samych znanych marek – dostajesz ich pełno jako rekompensatę za nieobecność rodziców. Konieczne są też te coroczne zagraniczne wycieczki all inclusive i wcale nie wolałbyś spędzić tygodnia pełnego wrażeń, atrakcji i odkrywania świata z rodziną na Mazurach, no w ogóle!

I co – jesteś bardziej szczęśliwym dzieckiem? Nie sądzę. Wiem za to, że zostajesz przyzwyczajony do materialnego podejścia do świata – wszak od małego uczono Cię, że te wszystkie dobra materialnie policzalne są tak ważne, są „dla Twojego dobra”.

Dlatego jak już będziesz dzieckiem lat kilkanaście normalne będzie dla Ciebie, że oczekujesz nowego laptopa na każde urodziny, posiadania najnowszego smartfona i kieszonkowego na wszystkie zachcianki – nauczyłeś się, że jeśli masz kasę, to towarzystwo znajdzie się i poza rodziną, skoro ta nigdy nie ma dla Ciebie czasu. Usłyszysz też narzekanie mamy, jak to ona nie rozumie co się z Tobą dzieje – ulegasz wpływom nieciekawego towarzystwa, ciągle tylko trwonisz ich pieniądze.

A jak masz nie ulegać? Czy ktoś miał czas, żeby nauczyć Cię szacunku dla samego siebie (pewnie rodzice, którzy siebie stawiali na ostatnim miejscu), nie ulegania wpływom i przekonania, że nie musisz być kimś, kim nie jesteś, by ktoś Cię lubił? Kto ma, ten Cię lubił będzie, a tych którzy wymagają od Ciebie jakiś zmian (zazwyczaj na gorsze) pożegnaj, zawsze zostaje Ci świetny weekend w towarzystwie rodziny. Czy ktoś miał czas, by Cię tego nauczyć? Nie, ale czas na pretensje znajdzie się zawsze.


Zdecydowanie „dla dobra dziecka” jest zbyt częstą wymówką na wszystko. Usprawiedliwieniem działań z dobrem dziecka w żaden sposób nie związanych. Tak, tak. Twojemu dziecku wcale nie trzeba wielkiego domu ani mieszkania na poziomie „hiper +”, telewizora na całą ścianę, który ma tyle funkcji, że chyba tylko kawy nie parzy ani corocznych zagranicznych wycieczek all inclusive. Na razie nie potrzeba, bo za chwilę przyzwyczaisz je do tego, że właśnie to jest w życiu najważniejsze.


Moje dzieciństwo to 34 metry kwadratowe w starym bloku, do podziału na 4 osoby, brak komórki do końca podstawówki, brak zagranicznych wakacji, markowych ubrań i dwóch ton zabawek.

Moje dzieciństwo to kochający się rodzice,którzy nauczyli mnie najważniejszych w życiu wartości, od których nigdy nie usłyszałam „nie mam czasu, nie teraz”. Moje dzieciństwo to ubrania ugrzane przez mamę na kaloryferze, śniadanie jedzone w piżamie podczas oglądania ulubionej bajki, przedszkole na tyle czasu, ile potrzebowałam, domowa pomidorówka i budyń z sosem malinowym – takim z domowej spiżarni, jeśli miałam ochotę. Godziny spędzone na zabawie, spacerach, poznawaniu świata wraz z rodziną czy popołudnia, które mój tata poświęcił na to, by nauczyć mnie grać w kosza, jeździć na rowerze czy na rolkach. To Mama, która zawsze miała czas, by przeczytać mi bajkę na dobranoc i czytała zawsze do końca rozdziału, nawet jeśli ja już spałam. Wigilie spędzone z bliskimi w najbardziej magicznej atmosferze, jaką można sobie było wyobrazić, godziny przegadane o życiu i poczuciu własnej wartości. Był też czas na złe dni i wypłakanie złych emocji, za co ogromnie jestem wdzięczna moim rodzicom, bo dziś to potrafię – nie tłumić w sobie złego, dać ujście złym myślom, pozwolić sobie na gorszy dzień spędzony w łóżku, przepłakać wieczór. Jedyne, co zmieniłabym w swoim dzieciństwie to czas jego trwania, bo właściwie trochę skończyło się, gdy byłam dziesięciolatką i los postanowił ze mnie zadrwić, a 10 lat to zdecydowanie zbyt mało jak na dorosłość. Niemniej jednak – otrzymałam największy kapitał z jakim tylko mogłam wstąpić w dorosłość. Wiarę w siebie, pewnośc siebie. Poczucie, że zawsze mam na kogo liczyć. Wartości i świadomość, jak ważne jest wzajemne dbanie o siebie na co dzień. Dostałam umiejętności, które sprawiły, że nie boję się w życiu próbować, sięgać po więcej, a po porażkach otrzepuję kolana i próbuję iść dalej.


Wiem, że czasem podejmujemy pewne decyzje, by związać koniec z końcem. Wiem też jednak, że działamy w utartych schematach. Boimy się zmian. Boimy się ryzyka. Żyjemy w społeczeństwie, które wynosi na piedestał bycie wiecznie zajętym, zapracowanym i zagonionym, a zapominamy, że nie o to w życiu chodzi. Po co Ci pieniądze, skoro nie masz kiedy cieszyć się tym, co Ci dają? 

Żyjemy w świecie, który bez proszenia daje nam na tacy miliony możliwości. Internet to furtka na świat. Są internetowe kursy, weekendowe warsztaty i tysiące możliwości pracy zdalnej. Są tysiące rzeczy, które już dziś można zoptymalizować tak, by zarabiać więcej, pracując mniej – naprawdę. Mamy dziesiątki nowych zawodów, o których 30 lat temu nikt nie słyszał, a dziś można nie wychodząc z domu zarabiać duże pieniądze… ale dopóki żyjemy w schematach „jestem z zawodu KIMŚTAM, więc będę to robić do końca życia”, tak długo na życie często możemy nie mieć czasu.


Próbuj być dzieckiem jak najczęściej. Nim znów na nie nakrzyczysz, postaraj się je zrozumieć. Zanim kupisz mu kolejną drogą zabawkę, zastanów się czy nie wolało by spędzić z Tobą dnia podczas harców na basenie albo długiego spaceru do lasu, by zbierać szyszki i obserwować wiewiórki. A jeśli już ma lat naście – nim kolejny raz ponarzekasz na nie do koleżanki, spróbuj po prostu z nim porozmawiać, bo może jeszcze nie jest na późno, żeby przypomnieć, co tak naprawdę jest ważne…

 I wykorzystuj czas mądrze – nikt nie da Ci przeżyć życia po raz drugi, nie wiesz też kiedy może Cię zabraknąć i może nie będzie czasu na naprawianie swoich błędów. Czas to jedna z niewielu rzeczy, których kupić nie można za żadne pieniądze.

Aktualnie u nas na topie

  • Aga Kępa

    Wpis bardzo mi się podoba, faktycznie tak jest jak piszesz i ludzie w ogóle tego nie widzą, bo nie patrzymy na siebie z boku a szkoda, warto by było nagrać swój dzień-tydzień z życia i zobaczyć jak to wygląda, spojrzeć na to oczami dziecka. Ja się z Tobą zgadzam, mogłabym oczywiście pójść do pracy po urlopie macierzyńskim, miałam co prawda umowę na czas określony, ale miałam wybór i wybrałam dzieci. W tym momencie poświeciłam się dzieciom, siedzę z nimi w domu, nie poganiam ich w ogóle, ciesze się z każdego dnia. Oczywiście bywają dni gorsze, ale nie robie nic na siłę. Starszy chodzi od września do przedszkola, ale u mnie tego pośpiechu nie ma (bo Twoim wpisie będę się starała, żeby i później nie było-myślę, że go zapamiętam).
    Siedzenia całymi dniami, miesiącami, latami tak u mnie już prawie 4 rok z dziećmi w domu potrafi czasami zmęczyć, zdołować, ale i tak nie poszłabym do pracy, nie chce, za to mąż musi pracować za nas dwoje, ale coś za coś.

  • Ania, to co piszesz to oczywiście prawda i oczywiście, że jest ważne. Ja sama czasem też muszę przełożyć nasze wspolne popoludnie czy wieczor na inny dzien, bo pracujemy nad projektem,bo nas goni jakiś termin platnosci, za mieszkanie dajmy na to. Sęk w tym, że wiele osób mogłoby inaczej, a nie chcą nawet dostrzec innych możliwości. Że o tych, którzy mogliby fajnie zyc za polowe tego co maja (i miec wtedy czas na zycie) nie wspomnę, Ale to życie – nic nie jest czarne albo białe, zawsze znajdziemy jakies „po środku”

    • Anna

      Pewnie, każda rodzina jest inna i dla każdej w innym miejscu będzie złoty środek… Choć czasy mamy niestety takie, że coraz trudniej go znaleźć, coraz trudniej z czegoś zrezygnować, gdy cały czas czujesz presję, że musisz (cokolwiek: zarabiać, robić karierę, kupować coraz to nowe rzeczy… wiele można by tu wpisać). Na szczęście widzę też, że coraz więcej ludzi zaczyna się w tym pędzie zatrzymywać, uczyć rezygnacji z tego, co mniej istotne, właśnie na rzecz rodziny na przykład… Chyba nadchodzi nowe pokolenie, takie bardziej… smart, jeśli mogłabym użyć Twojego określenia 🙂

  • Kasia Żądło

    A ja się zgadzam w zupełności z tym tekstem. Długo zajęło mi zrozumienie, że do szczęście wcale nie potrzebuje pieniędzy i tego co mogę za nie kupuic. Nie zależy mi żeby dorobic, nie panikuje ze nie mam ogromnych oszczednosci. Wyrzucam z domu to co zgromadziła przez lata, niepotrzebne zupełnie przedmioty, które kiedys musiałam miec. Jestem szczęśliwa bo to co musze miec naprawde (jedzenie, miejsce zamieszkania, jakieś ubranie) to mam. A tym co sprawia mi szczęście są zdrowe dzieci, którym owszem tez kupuje zabawki ale też uczę ze można być szczęśliwym jak się czegoś nie ma. Moim celem jest tak wychować dzieci żeby mogly/umialy być szczęśliwe niezależnie od stanu konta.

  • Marta Bruska

    Amen.

  • Pingback: Rozważania Matki Debiutantki #1wikilistka.pl()

  • Pingback: Coś, co będzie tylko Twoje. Znalazłaś już?wikilistka.pl()

  • Pingback: Najpiękniejszy prezent na dzień dziecka()

  • Magda

    Ile lat ma na zdjęciach Wiki i Jaki rozmiar tego kompletu piu di me ma na sobie? Jak w noszeniu sprawuje się ta marka? Wiki jest prześliczna… napatrzeć się nie można… a zdjęcia kapitalne – chciałabym potrafić robić takie mojej córeczce !

    • Niecałe 2 latka, spodnie są na 2 latka, a bluzka była na 4-5 ;)) Ja Piu di Me uwielbiam za jakość. Dla mnie własnie Piu di Me, Nosweet, Zezuzulla to absolutnie jakościowi faworyci, uwielbiam.

  • Pewnie dowiem się, że nie zrozumiałam ale … napiszę. Razem z mężem pracujemy by cała nasza czworoosobowa rodzina miała wszystko to czego naprawdę potrzebuje. Za pewne nie tylko dlatego by zaspokoić podstawowe potrzeby. Ale czy to źle? Nasza starsza córka (już wkrótce 4-latek) chodzi do przedszkola i jej większa część poranków wygląda jej ten w Twoim opisie. Mimo to Weronika lubi przedszkole i chętnie do niego chodzi. Czy samodzielności, otwartości, odwagi, współpracy z innymi, asertywności czy nawet nowych piosenek, zabaw i wierszyków nauczyłaby się tak samo w domu? Ja uważam, że nie. Młodsza córka (już wkrótce 2-latek) w czasie naszej pracy jest z dziadkiem ale też już wkrótce pójdzie do przedszkola. Najchętniej już by tam szła. Ja pracuję i naprawdę lubię swoją pracę, dzięki niej też mogę dać moim córkom „więcej” niekoniecznie materialne rzeczy. I właśnie dlatego kiedy stęskniona wracam do moich stęsknionych córek mam dla nich czas, siłę i duuuużo chęci i miłości na wspólne poznawanie świata, na wspólne zabawy i … nawet na domowy obiad. Mam zrezygnować z pracy bo wypłata męża zaspokoi podstawowe potrzeby naszej rodziny? Uważam, że wielu rodzicom poprostu się nie chce. Nie mają siły, czasu, cierpliwości a dzieci wychowują się same. Praca w większości przypadków nie ma nic do tego. Znam osoby, które fakt nie podjęcia pracy czy niechęć powrotu do niej tłumaczą sobie i innym potrzebą dziecka i to już nie małego. A często wynika to z ich niechcenia właśnie. Zgadzam się z tym, że najlepsza zabawka nie zastąpi rodzica.

  • B. dobry tekst, prosty i rzeczowy, choć tak czytam to chyba nie każdy zrozumiał jego sens. Nieistotne. Ważne, że ktoś zaczerpnął z niego „życiową inspirację” w mniejszym lub większym stopniu, bo chyba o to Ci tak naprawdę chodziło.
    Większość rodziców przecież chce dla swojego dziecka jak najlepiej, ważne by znaleźć ten bilans między być a mieć. Zresztą co tu się rozpisywać, wszystko jest w Twoim poście 🙂

    pozdrawiam

  • Ważny temat, podjęty ze wspaniałej perspektywy,
    wszyscy zapędzamy się w wyścigu szczurów, jedni mniej inni więcej, nawet ci którzy się od tego odżegnują, oni również, nie wiedząc o tym. Każdy chce zarobić, mieć z czego żyć, gdy to mam chce więcej, często po drodze zapominając o tym, co naprawdę ważne.

  • Mądrze napisane.
    🙂
    Podoba mi się to ze nie jest to żaden atak na rodziców, tylko Twoje szczere przemyślenia do których masz całkowite prawo oraz absolutne prawo do dzielenia się tym z czytelnikami.

    Pozdrawiamy! 😉

  • Anonymous

    A ja jestem z siebie dumna 🙂 Bardzo dobry tekst, cale szczęście nie dotyczy naszej rodziny 🙂
    Ale powiem ci szczerze, że często zauważam u Ciebie odwzorowanie popularnego bloga, nie rób tego , idź własną drogą. I nie daj się kupić handmejdom 🙂 Pozdrawiam

  • Anonymous

    I ja dziękuję, że otworzyłaś mi oczy…
    że tez nie wpadłam na to żeby postawić się na miejscu dziecka…
    chyba trochę zapominałam, że dzieci są najważniejsze a sprzątanie, prasowanie, pranie może poczekać aż dzieci usną…

  • Fantastyczny tekst. Przyszłam ze szkoły po konferencji. Siedzi matka, ojciec, syn…. i grono. Po przedstawieniu fatalnej sytuacji syna matka zaczyna szczerze płakać…. Bo ona dla tego syna zarabia się, ojciec to samo. A on… no dlaczego on taki niegrzeczny, leniwy, agresywny??? No dlaczego? Nie rozumieją… i nie są gotowi zmienić cokolwiek w swoim życiu. Ech… gdyby mogli twój tekst przeczytać….

  • Anonymous

    Poryczałam się… Po prostu dałaś mi do myślenia i niezłego kopa. Dziękuję!

  • Wow! Szczerze mówiąc najpierw mnie ten tekst wzruszył a potem zdołowoał.. ale teraz czuję i wiem co powinnam zmienić. Też wpadłam w tą gonitwę by żylo się lepiej… ale już wiem, że trzeba się zatrzymać.. i wspominając tytuł piosrnki Myslovitz „Mieć czy być”, zdecydowanie lepiej BYĆ!
    Ps. Nikt lepiej nie ubrałby tego wszystkiego w słowa niż Ty. Miło, że żyją gdzieś takie osoby, które przypomną o co w życiu chodzi. Pozdrawiam

  • Piękny tekst <3… Żałuję, że praca tak mocno nas ogranicza :(( Staram się z całych sił popołudniami nadrabiać te nasze wspólne stracone 8h, ale nie zawsze się da, nie zawsze są siły… Wiem jedno – w naszym wspólnym czasie daję z siebie jak najwięcej mogę i chciałabym, żeby każdy rodzic tak postrzegał swoją rolę… 🙂

  • Anonymous

    Bardzo fajny tekst, mam nadzieję, że wielu da do myślenia…. Gdy urodził się mój syn, byłam na studiach, jeszcze w czasie ciąży podjęłam pracę, ale taką, która mogłam wykonywać w domu. Karmiłam go piersią do 2 lat i byłam jak z księżyca, bo wtedy mało która mama karmiła piersią a dzieci po urodzeniu leżały na innej sali niż mama 🙁 Mój mąż musiał wyjeżdżać do pracy żeby zwyczajnie zarobić na chleb. Nie stać nas było na wiele rzeczy i na wakacje też nie wyjeżdżaliśmy, co najwyżej na weekendy do rodziny na wieś….Ale moje dziecko mamę miało zawsze pod ręką po studiach nie zmieniłam pracy choć zarabiałam grosze a moje koleżanki robiły kariery, wolałam cieszyć się dzieckiem…Praca znalazła mnie sama….. ale zapragnęliśmy drugiego dziecka i gdy urodziła sie córeczka nie zastanawiałam się ani chwili i zostałam z nią w domu…Tata co prawda był weekendowy, ale weekendy to był czas tylko z dziećmi, wyjazdy za miasto, wyprawy rowerowe, gra w piłkę……zawsze najważniejsze było być razem. Teraz ta dwójka jest pełnoletnia a my mamy małą prawie dwuletnią iskierkę. Pracuję, ale tylko dlatego, że mój pracodawca zgodził się na prace w domu i nie dzwoni przed 9 🙂 Mąż czasami musi wyjechać, ale generalnie jest na miejscu. I obydwoje chłoniemy każda chwilę z naszą mała córeczką, bo dzieci tak szybko dorastają…….Ale mimo tego, że syn studiuje, to zawsze na dzień dobry i do widzenia dostaję buziaka, wciąż jeździ z nami na wakacje 🙂 a ze starsza córką mamy swoje „tajemnice” spędzamy wieczory przytulone na kanapie oglądając jakiś romantyczny film lub czytając, każda swoją książkę. Gdy dzieci gdzieś wyjeżdżają same, to dzwonią każdego dnia….
    ….i każdego dnia słyszę od nich: Kocham Cię mamo……to chyba owoc tego, że od pierwszego dnia, każdego dnia mówiłam im że bardzo je kocham….

  • Bardzo, bardzo dziękuję za te mądre słowa….:)))
    Pozdrawiam:)

  • Bardzo, bardzo dziękuję za ten tekst…..:))).

  • cudowny tekst, tak bardzo aktualny dzisiaj, mysle , ze wiele rodzicow sie z opisana sytuacja utozsamia.
    ta codzienna pogon , ktora sama odczuwam mimo , ze nie pracuje bo zdecydowalismy ze bede z mala w domu, a i tak czuje , ze moglabym dac z siebie wiecej dla niej, szczegolnie czasu, przeciez bedac w domu sa jeszcze obiwiazki pranie gotowanie prasowanie…
    bardzo madrze napisalas,
    a tak zmieniajac temat bardzo fajnie obrobione zdjecia , w jakim programie to robisz?

  • Pisze jeszcze raz bo komentarz mi wcięło chyba … jestem pod wrażeniem. wspaniały i jak bardzo prawdziwy tekst. i tak jak byś czytała w moich myślach bo ja od wczoraj mam mętlik w głowie, ciągle myślę co robię nie tak. teraz już wiem.
    ps. wczoraj zarezerwowałam bilety do kina – z córką miałam iść. Dziś od rana myślę jak się wymigać od tego kina bo przecież do sklepu jednego miałam jechać. Teraz już wiem co będę robiła po południu. Będzie popcorn, cola, „Czarownica” i Pola moja! Dziękuję!

  • Ten komentarz został usunięty przez autora.

    • możesz być z siebie dumna, dziś będę czytałam to jeszcze raz z mężem i później co jakiś czas będę wracała do tego tekstu, jeszcze raz dziękuję! <3

  • wow! robi wrażenie. bardzo mądry i prawdziwy tekst i tak jak byś czytała w moich myślach bo od wczoraj mam w głowie mętlik … ciągle myślę co robię nie tak i teraz już wiem. dziękuję.
    ps. zarezerwowałam wczoraj bilety do kina – z córką miałam iść. Jeszcze przed chwilą myślałam, jak się wymigać od tego kina – na rzecz zakupów – ale teraz już wiem co będę robiła po południu 🙂 popcorn, cola, „czarownica” Pola i ja! Dziękuję

  • Daje do myślenia, dziękuję 🙂

  • Daje do myślenia, dziękuję 🙂

  • Mądry tekst! Pozdrawiam!

  • Tekst na prawde fajny. Tylko czy Ty jestes przykladem mamy ktora nie ” metkuje” dziecka?

  • Anonymous

    Bardzo lubię czytać Twoje posty, jesteś niezwykle wartościową osobą. Podziwiam Cię i życzę wszystkiego, co najlepsze :).

  • „Wydawaj na swoje dziecko dwa razy mniej pieniędzy i spędzaj z nim dwa razy więcej czasu.”

    Jeśli zastanawiacie się co najlepszego moglibyście dać swojemu dziecku, zwykle najbardziej trafioną odpowiedzią jest: samych siebie.

    Dzięki, za świetny tekst.

  • Anonymous

    Super tekst taki na czasie,niestety ta pogoń za pieniądzem jest taka aktualna…..dzieci zamiast na dworzu bawią się w piłeczkach,w klimatyzowanych salach,w centrach handlowych bo przecież zakupy są ważniejsze….albo modnie jest wynająć nianie bo nas stać,modnie i fajnie jest zostawić dziecko na weekend i pojechać na weekend we dwoje,bo trzeba się odstresować od pracy,dzieci….itp itd.
    Nie jestem absolutnie na nie,wszystko jest dla ludzi.ale wszystko to odbija się na psychice dziecka….dlatego rosną nam egoiści,skupieni tylko na zarabianiu pieniędzy,ja tak nie chcę,każdy ma wybór………ja wybieram tą drugą opcje,chcę spędzić z moim jeszcze małym dzieckiem( prawie 2 letnim) jak najwięcej czasu……..bo już niedługo,szkoła,matura….studia….chcę cieszyć się każdą chwilą i ją pamiętać….;))))))))

    • Anonymous

      Ja tez postawilam na czas z coreczka. Ma rok i 3 miesiace, moglabym juz wrocic do pracy, ale to by oznaczalo 10 godzin pod opieka niani i dziadkow (praca i dojazdy) w efekcie coreczka widzialaby nas tylko w weekendy, poniewaz tata pracuje podobnie nie dlatego ze chce ze pogon za pieniedzmi, ale tak to wyglada w jego branzy. Wiesz podalas przyklad z metkowaniem dziecka, ale w naszym przypadku to nasza praca nie bedzie celem do luksusowego zycia jak opisalas tylko do zaspokojenia zwyklych potrzeb-male mieszkanie, kilkuletno samochod i wakacje na Mazurach. Najgorsze jest to, ze zeby ppprawic sytiacje materialna rodziny pewnie zdecydujemy sie na wspolny wyjazd za granice.

    • Anonymous

      I tak się właśnie u nas stało. Bo pogoń nie za pieniędzmi ale chlebem (10-12h pracy dziennie by bylo na jedzenie i opłaty) była przerażająca. W UK gdzie obecnie jesteśmy mam w końcu czas dla dzieci, nie zacharowuje się na smierc przyjmując setkę zleceń (moj własny biznes plus maz na tradycyjnym 8h etacie), ale przyjmuje ich tyle by i dla rodziny był czas CODZIENNIE! Na te wspolne desery, mizianka i wyglupy o ktorych piszesz, planszowki to juz nie tylko weekendowa przyjemnosc 🙂 i wspolny domowy obiad 🙂 A chlebem i opłatami nie muszę się martwic w takim stopniu w jakim to bylo w PL. Po prostu idę do sklepu i robie zakupy, zwykle, podstawowe. Wg mnie schemat który przedstawilas dotyczy właśnie raczej co drugiej przecietnej polskiej rodziny, która musi tak żyć zeby przetrwać…

© Wikilistka 2016
Kreativ Media
Close