Dwulatka w przedszkolu czy „chora” w domu?

Bądźmy w kontakcie

Im starsza jest moja córka tym więcej wątpliwości i rozważań na temat jej przyszłości pojawia się w mojej głowie z każdym kolejnym dniem. I nie, wcale nie zastanawiam się nad tym, czy zostanie prawnikiem, lekarzem, czy postanowi stopem podróżować po świecie. Nigdy nie wybiegałam aż tak daleko w przyszłość, ale…

Kilka ostatnich tygodni, przeżytych na zmianę na maksymalnych w tygodniu i minimalnych w dni wolne obrotach uświadomiło mi w sposób dosadny jak szybko ucieka najpiękniejszy czas w moim życiu oraz jak cenny jest i – mimo, że czasem bardzo bym chciała – niektórych momentów nie dane mi już będzie przeżyć na nowo. Moja córka od samego początku wszystko robiła…za szybko. Dorastała za szybko, co w początkach mojego macierzyństwa wpędzało mnie w przerażenie, w pewnym momencie napawało dumą, a dziś… dziś sprawia, że się boję.

Boję się, że nie zdążę się obejrzeć, a nadejdzie ten dzień, kiedy będę miała już w domu nastolatkę… Nie zdążę nacieszyć się czasem jej beztroskiego dzieciństwa tak, jak nie zdążyłam chłonąć czasu, gdy była bezbronnym noworodkiem czy nieporadnym niemowlęciem. Im ona jest starsza, tym bardziej czuję potrzebę celebrowania wspólnie każdej minuty, elastycznego dopasowania rzeczywistości tak, by priorytetem był zawsze czas, bycie razem i wartości, które dziś tak łatwo zatracić.

Jest 8:17 w pierwszy dzień po wolnym długim weekendzie. Ona śpi w swoim pokoju – z ukochaną przytulanką i pod ulubionym kocem, a ja nad poranną kawą próbuję uporządkować swoje myśli. Tak, powinna dziś być w przedszkolu… Nie, wcale nie jest chora. Śpi tak słodko, że żal mi było ją obudzić, zwłaszcza dziś, gdy nie mam żadnej pilnej sprawy do załatwienia poza domem w miejscu, w które nie mogłaby pojechać ze mną. Trzytygodniowa sesja chorobowa w październiku nauczyła nas obie pewnego schematu funkcjonowania podczas, gdy po prostu musiałam pogodzić wszystkie swoje „etaty” z całodniową opieką nad dwulatką. Czy się da? Cóż, jeszcze w wakacje miałam wrażenie, że zwyczajnie się nie da, albo ostatecznie skończy się na oglądaniu bajek po kilka godzin, jednak Wiki zadziwia mnie każdego dnia i … tak, da się. Wstaję, gdy Ł. wychodzi do pracy, robię śniadanie, parzę kubek czegoś gorącego do picia i siadam do pracy. Zazwyczaj mija przynajmniej półtorej godziny, nim w ogóle Mała się obudzi. Jemy śniadanie, ubieramy się i ona zaczyna się bawić. Czasami przez większość dnia wystarcza jej po prostu moja obecność i fakt, że z nią rozmawiam, a ona wtedy buduje zamki z klocków, bawi się lalką, przeżywa przygody w stumilowym lesie z nowym zestawem figurek albo za pomocą kredek tworzy swoje arcydzieła. Czasem poczytamy książkę, niekiedy po 15 minutach oglądania Krainy Lodu zapada w sen zimowy na 2 godziny… Owszem, bywają dni, kiedy ma zły dzień i generalnie ciężko jest wytrzymać. Tak, czasem jej kilkugodzinna zabawa kończy się taki bałaganem, że w okolicach 16-tej dostaję zawrotów głowy, ale jednak przez większość czasu jest to układ całkiem znośny.

Wielbię instytucję przedszkola, serio… i generalnie widzę same plusy posyłania tam dwulatki – poza czasem, którego nikt mi nie wróci i pieniędzmi, za które opcjonalnie można by dużo więcej podróżować.  Zawsze w sytuacji, kiedy potrzebna jest opieka dla dziecka 2+ będę twierdziła, że przedszkole jest najlepszą opcją, jednak gdy znów nadchodzi taki moment, kiedy – prawdopodobnie – przez większość czasu równie dobrze Mała mogłaby być ze mną zaczynam się zastanawiać. Czy potrzebne nam jest życie w ciągłym pędzie od poniedziałku do piątku ? Podczas, gdy zawożenie/odbieranie Wiki z przedszkola było rozdzielone na dwie osoby, miało to faktycznie jakiś sens, ale w momencie, gdy ze względu na zmianę sytuacji zostaję z tym obowiązkiem sama i bez samochodu…jakoś ten sens zanika. Czy 4,5 godziny wolnego w ciągu dnia faktycznie daje mi cokolwiek? Owszem – to się przydaje w dni, kiedy mam zlecenie i po prostu nie mam dla niej innej opieki, ale czy warto dla tych kilku dni w miesiącu płacić 500 zł miesięcznie?

Nie, nie żal mi tych pieniędzy, bo od początku byłam świadoma, że edukacja dziecka kosztuje i nie mam z tym problemu. Zastanawiam się tylko czy nie lepiej poszukać alternatywy – póki jeszcze przez kilka miesięcy mam wybór – a pieniądze odkładać i przeznaczyć choćby na podróże, gdy tylko zrobi się cieplej ? Albo część z nich ( i ten czas, który codziennie traciłabym na dojazdy w obie strony) poświęcić na jakieś dodatkowe zajęcia? Balet, basen, kino, teatr albo wyjście w kuleczki? Po dwóch miesiącach wiem, że moja córka nie ma absolutnie jakichkolwiek problemów z żadnym z aspektów przedszkolnej adaptacji, co trochę zmniejsza moje obawy dotyczące ewentualnej zmiany grupy czy przedszkola ( szukam czegoś sensownego bliżej domu – jeśli ktokolwiek z Torunia może mi polecić jakieś porządne przedszkole – czy to miejskie czy niepubliczne –  będę wdzięczna!) Wiem też, że już w tej chwili w 90 % czynności, zdolności i umiejętności nie odbiega od grupy „rocznikowych” 3 latków… co oznacza, że prawdopodobnie powinna po zakończeniu roku szkolnego pójść dalej ze swoją grupą…a co za tym idzie – w efekcie rozpocząć szkołę w wieku 5 lat(?!) Nie wiem czy to dla niej dobre i nie wiem, czy ja tego chcę.  Jednocześnie – przedszkole naprawdę rozwija i uczy. Poza tym – mamy przedszkole idealne, z którego jestem naprawdę bardzo zadowolona. Wiem, że codziennie moje dziecko jest 1,5-2 godziny na placu zabaw lub spacerze ( a jeśli pada to w „kuleczkach”). Wiem, że dostaje 4 zdrowe, zbilansowane posiłki dziennie (odbieram wszak zawsze po obiedzie, więc 5-tego nie zjada nigdy), ma zapewnioną odpowiednią ilość zabaw plastycznych, za które w domu nieczęsto się bierzemy, a więc maluje farbami, wykleja, lepi z plasteliny. Poza tym uczy się piosenek, prostych tańców…i to wszystko naprawdę daje oszałamiające efekty. Tylko czy ten ponadprzeciętny rozwój jest tak niezbędny dwulatce? Czy to nie jest jednak jeszcze czas na beztroskie dzieciństwo, wstawanie z łóżka wtedy, kiedy przychodzi na to ochota, powolne jedzenie śniadania w piżamie i niczym niezakłóconą zabawę – tę niekoniecznie edukacyjną?

9:26 , właśnie wstała… Jestem w kropce, więc chętnie sobie podyskutuję z Wami przy porannej kawie… Co myślicie?

dwulatka w przedszkolu

klaps, klapsy, agresja, bicie dzieci

Mówmy głośno – bicie zawsze jest złe | #KochamNieBiję

Ja naprawdę bardzo się staram nie wpieprzać w życie innych ludzi, nie oceniać czyjegoś rodzicielstwa i nie wygłaszać swoich teorii na ten temat w tonie „powinniście/nie powinniście” – zwłaszcza, że w kwestii świadomego rodzicielstwa mam dość radykalne poglądy i pewnie większość by uznała, że wymagam od rodziców za  dużo, ale są tematy, na które nigdy […]

13 komentarzy
Rodzicielstwo bliskości, miłość, ojciec podrzucający dziecko, tata, dumny tata, szczęście, radość

Rodzicielstwo bliskości, szacunku, zrozumienia, intuicji…? | Podsumowanie pierwszych trzech lat mojego macierzyństwa

Pierwszy raz po kilku miesiącach obudziłam się dziś pierwsza z całej trójki i dane mi było napawać się poranną, niczym nieskażoną beztroską domową ciszą, w której słychać było tylko ich spokojne oddechy, w rytm których najmłodsze, jeszcze z brzucha, również dawało znać o swoim istnieniu. Po ciężkiej, w połowie nieprzespanej nocy, której atrakcjami była niewyjaśniona wysoka temperatura pierworodnej i […]

5 komentarzy
blog parentingowy, dziecko, matka

Rozważania Matki Debiutantki #1

Jestem mamą od niespełna trzech lat. W dodatku matkuję jednej tylko istocie na ziemi, nie śmiem więc nazywać się ekspertem czy też jako specjalistka od wychowywania zabierać głosu na szerszym forum. Jestem też jednak przede wszystkim człowiekiem. Istotą, która naprawdę całkiem niedawno wyrosła z wieku dziecięcego i są pewne kwestie w wychowywaniu dziecka, które przez […]

12 komentarzy
fotografia dziecięca, blog parentingowy, mądre wychowanie

Mądrze wychowywać, tłumaczyć świat

Wtorek. Jeden spacer z przerywnikiem w postaci pobrania krwi z paluszka. Wczorajszy dzień, który udowodnił mi jak ważne jest rozmawianie z dzieckiem o świecie takim, jakim jest naprawdę, ile znaczy mówienie prawdy…oraz jak często jeszcze nie wierzę wystarczająco w moją córkę. Dzień, który skłonił również do refleksji nad głębszym znaczeniem stwierdzenia „mądrze wychowywać”, bo właściwie… […]

11 komentarzy

Moje wybory na jesień

  • Aggie

    Moja córka poszła do przedszkola jak miała 2,5 roku. Poszła bo sama chciała iść do dzieci. I to było bardzo dobre posunięcie. Dziecko niesamowicie się rozwinęło. Do tego od początku uwielbia swoje przedszkole. Dziś ma już 4,5 latka i zaczęła chodzić do przedszkola już trzeci rok szkolny. Ma swoich przyjaciół (właśnie jest u niej jej przedszkolna przyjaciółka i bawią się grzecznie w pokoju córki) , lubi swoje panie, mnóstwo się nauczyła. A jak ma jakieś przedszkolne występy to pękam z dumy. Nigdy nie żałowałam że posłałam córkę w tak wczesnym wieku do przedszkola. Zwłaszcza że chodzi tam tylko na 5 godz i popołudnia mamy dla siebie. Niewątpliwie plusem przedszkola jest też to że płacę za nie niecałe 100 zł miesięczny bo płacę tylko za wyżywienie.

  • Przesłodka dziewczynka! 🙂

  • Agata/ colorsofchildhood

    Moja mała ma niespełna 5 miesięcy a już się zastanawiam nad tym, żeby zająć się jakaś pracą przez internet. Nie chcę oddawać jej do żłobka tak bardzo się boję, że ktoś obcy zobaczy pierwsze kroki mojej córki, że to nie ja usłyszę jej pierwsze wypowiedziane zdanie. Nie chcę, nie chcę tego stracić. Kocham ją bezgranicznie i te rozstania, myśl o nich doprowadza mnie do szału….

  • Dorota

    Witaj, mam podobny dylemat. Póki co pracuję, a moja 2,5 latka do południa z tatą, który pracuje na drugą zmianę a potem parę godzin u dziadków. Niby rozwiązanie idealne, ale opieka taty średnia – potrafią spać do 14, na spacer nie pójdzie, bo mu się nie chce i do jedzenia da jogurt 🙁 Od września chcę posłać małą do publicznego przedszkola, ale na krócej niż 8h. Mąż ostatnio oświadczył, że jego córka nie będzie chodzić do przedszkola, bo ma się kto nią opiekować i zaczęłam się zastanawiać, ale wydaję mi się, że dziecko, które nie chodzi do przedszkola dużo traci w dzisiejszych czasach. Ja co prawda do przedszkola nie chodziłam, mama nie pracowała, ale wtedy były inne czasy. Pozdrawiam ciepło!

    • Jakby ona już miała 3 latka i miała miejsce w publicznym przedszkolu to nawet bym się nie zastanawiała. O tym, że mając 3 latka pójdzie do przedszkola to ja wiedziałam od dawna… tylko teraz, za ten rok prędzej mam trochę dylemat. Bo z jednej strony widzę, jak bardzo ją to rozwija i sprawia dużo frajdy, a z drugiej nie chce jej się wstawać o 6.30 i coraz częściej mówi, że woli zostać w domu właśnie ze względu na to.

      • Dorota

        Ameryki nie odkryję twierdząc, że każde dziecko jest inne. Mogę tylko podać swój przykład. Ja nie chodziłam do przedszkola, ale sama się nauczyłam czytać i pisać w wieku 5 lat i w zerówce w szkole bardzo sie nudziłam. Tata chciał mnie posłać do pierwszej klasy zamiast do zerówki, ale mama nie chciała. Teraz myślę, że to byłaby dla mnie lepsza opcja, więc jeśli Wiki tak szybko się rozwija to może rzeczywiście przedszkole jest jej potrzebne i będzie gotowa pójsć wcześniej do szkoły.

        • Ja akurat uważam, ze warto posłać dziecko do przedszkola. To nie tylko możliwość rozwoju, ale też kontakty koleżeńskie, nauczenie się zasad współżycia w grupie i wiele innych cech. Mały tez nie chce czasem wstawać, ale wyrabiamy w dziecku poczucie powinności, że „coś” trzeba. Nam też często nie chce się wstać ale musimy 🙂 Podam przykład sąsiadki 2 córki, jak jedna jest chora i nie idzie do szkoły to druga automatycznie też nie, bo jej się nie chce wstać (sąsiadce). Nawet jak mam urlop czy inne „wolne” młody rano śmiga do przedszkola, bo „trzeba” 🙂

          • Tylko ja może mam inne zdanie, bo pracuję codziennie, a zostawanie z babcią kończyło się rozpieszczeniem maksymalnym 🙂

            • No jakbym pracowała codziennie to coś innego;)

          • Wiem, tyle tylko , że ja własnie uważam, że mając dwa latka może jeszcze nie mieć obowiązków i właśnie jeszcze przez ten czas nie ” trzeba”. 🙂

  • Kochana, rozumiem Cię. 500 zł to nie dużo, mowie tak, ponieważ tu gdzie mieszkam płacę 1600. Gdybym nie musiała codziennie chodzic do pracy, tez bym miała dylemat, co zrobić z Olkiem. Z mojego punktu widzenia powinnaś rozejrzeć się za czymś bliżej domu, abyś nie musiała tracić codziennie 2 godzin na odprowadzanie i przyprowadzanie małej. Drugie rozwiązanie jest takie, że malutka zostaje z Tobą w domu, Ty rozglądasz się za jakimś punktem przedszkolnym i w dni kiedy masz zlecenie zaprowadzasz ją tam, bez żadnych zapisów i bez żadnego miesięcznego abonamentu. Ja bardzo tęsknię za Olkiem kiedy pracuję, na dobrą sprawę mogłabym zostać z nim w domu, ale muszę też pomyśleć o sobie. Zdecydowałam się wrócić, ponieważ obawiałam się, co będzie ze mną po 3-4 latach przerwy w pracy. Z drugiej strony jestem tym typem, który chce być niezależny haha…. Powodzenia w podjęciu decyzji.

    • 😉 Ja się nie boję akurat o swoją niezależność ani też ta decyzja nie oznacza dla mnie rezygnacji z pracy, bo ja jestem raczej nastawiona na pracę na własny rachunek i to możliwie jak najszybciej… Wiem, że w porównaniu do innych miast 500 zł to niewiele, jednak dla mnie to sporo, to raz. Dwa – zastanawiam się właśnie nad tym, że tak naprawdę to, że poszła rok wcześniej do przedszkola oznacza de facto szkołę w wieku lat 5…
      A co do punktów przedszkolnych itp -u nas podobnych rzeczy jak na lekarstwo, a znaleźć coś, gdzie nie będę się bała zostawić małej to już w ogóle. I w tym sęk. I przedszkole też mamy idealne, więc szukanie drugiego takie samego to prawie jak znaleźć igłę w stogu siana…a na dojazdy codziennie kochana tracę nie 2 a prawie 4 godziny w dwie strony MZK :/

      • 4 godziny dziennie? Oj mamuśka, to chyba ją do Ciechocinka wozisz codziennie. Mój Olek jest z grudnia i tez będzie miał 5 lat, jak pójdzie do szkoły. To mnie przeraża, swoje dzieciństwo zamiast na zabawach spędzi w szkolnej ławie. Łap chwilę, skoro możesz nacieszyć się Wiki jeszcze przez jakiś czas to JUST DO IT. Kupisz pędzle, bloki rysunkowe, farby i będziesz malowała z nią, przypomnisz sobie swoje lata w przedszkolu, będziecie razem siedziały malowały, wycinały i wyklejały. Będzie fajnie.

        • No prawie. Wychodzimy na autobus 7.20, a z powrotem jestem gdzieś 8.45 i 13.45 mam autobus, którym po nią jadę i koło 15 wracamy

        • I generalnie wszystko fajnie, gdyby nie to, że zdarzają mi się dni, kiedy muszę ją zostawić, a nie mam z kim i jedyną opcją jest przedszkole

© Wikilistka 2016
Kreativ Media
Close