Dom za miastem – marzenie czy przekleństwo ?

Bądźmy w kontakcie

Kiedyś marzyłam o ekskluzywnym apartamencie w centrum miasta, później o własnym nowoczesnym domu niczym z katalogów architektonicznych umiejscowionym w granicach administracyjnych metropolii, a dziś coraz częściej obiektem moich westchnień jest mały, może drewniany domek gdzieś, gdzie jest cicho i spokojnie. Tyle, że to jest moje marzenie, a dom będziemy kiedyś budować dla całej naszej trójki i nie mogę się pozbyć wrażenia, że coś, co dla mnie będzie spełnieniem marzeń, moja córka uzna za przekleństwo.

O tym, że 40 m2 własnego trawnika jest mi do szczęścia niezbędne wiedziałam już dawno. Tak, właściwie nawet nie ogród, bo do kwiatków mam dwie lewe i ani one ani własny warzywniak pod oknami mi nie potrzebne, za to kilkadziesiąt metrów kwadratowych trawnika otoczonego wysokimi wiecznie zielonymi krzakami to moje marzenie, które kiedyś spełnię na pewno. Jeszcze nim zostałam mamą marzyłam sobie o tym, jak to będę wstawać i w piękny słoneczny dzień jeść śniadanie na tarasie z widokiem na ogród i robić poranny ‚przegląd’ racząc się zapachem świeżego powietrza o poranku. Teraz, będąc mamą rozbrykanej dwulatki, dokładam do marzeń trampolinę, huśtawkę, zjeżdżalnię, piaskownicę i mały dmuchany basen, rozstawione w tym ogrodzie i zapewniające jednocześnie jej mnóstwo zabawy i ruchu na świeżym powietrzu a mi przynajmniej minimum „wolnego” z sumieniem nieobarczonym faktem, że mała znów zbija bąki po kątach.

Sobotnie popołudnie spędziliśmy u znajomych, za miastem. Było ognisko, cisza, spokój, przestrzeń, zieleń, ogród, pies i moje dziecko. Słychać było tylko jej radosne harce i śmiech, a patrząc w jej oczy widziałam czyste szczęście. Uśmiech nie schodził jej z ust, biegała, tańczyła, miała apetyt za dwóch a na koniec dnia, padła w pociągu jak nieprzytomna i spała już do rana. A ja? Siedziałam tak na kocu w ogrodzie, patrzyłam na ognisko, na otaczający mnie ogrom zieleni, próbowałam naładować akumulatory, karmiłam uszy ciszą przełamaną radosnymi okrzykami mojej córki i miałam wrażenie, że mogłabym tam zostać na zawsze.

To dziwne, bo jestem mieszczuchem z krwi i kości, a właściwie nie tyle mieszczuchem, co panną wygodnicką. Lubię mieć pod nosem hipermarket, a najlepiej jakąś galerię. Mimo, że w kinie nie byłam ponad 2,5 roku – lubię mieć świadomość, że jest obok. Tak jak basen, szkółka pływania, lekcje angielskiego z Helen Doron, 10 różnych przedszkoli do wyboru, szkółka  baletu, teatr…Tak na wszelki wypadek, jeśli Wiki kiedyś będzie miała ochotę zacząć się tam pojawiać. Od dziecka małe miasteczko mnie dusiło, ograniczało…powrót tam w ciągu ostatniego roku był jednym z najgłupszych pomysłów na jakie wpadłam i decyzja o przeprowadzce z powrotem do Torunia zapadła w 10 minut, a 2 tygodnie później jedliśmy już obiad w nowym miejscu.

Dziś patrzę na miejsce zamieszkania z odrobinę innej perspektywy – samochód i prawo jazdy sprawiają, że malutki domek gdzieś pod miastem, obok lasu czy jeziora, byłby idealnym rozwiązaniem. Wszystko miałabym i tak ‚na wyciągnięcie’ ręki, a jednak cisza, spokój i przestrzeń dookoła są nie do przecenienia…Jestem jednak przede wszystkim mamą i w tym jednym jedynym wcieleniu budzi się we mnie absolutna altruistka. W końcu to dom nie tylko dla mnie, a może przede wszystkim dla Niej właśnie…

Czy ona za 3-4 lata będzie szczęśliwa, mieszkając ‚na wsi’? Czy nie będzie jej przeszkadzało, że do szkoły musi dojeżdżać kilkanaście kilometrów? A basen, angielski, taniec ? Czy mając lat 10-12 nie będzie mi miała za złe, że egoistycznie wybrałam tę zieleń, przestrzeń i śpiew ptaków, a ją skazałam na bycie wiecznie zależną od mojego/Taty czasu, ew. rozkładu jazdy autobusów? A jeśli posłałabym ją do tej szkoły ‚ na miejscu’, czy nie będzie mi wciąż powtarzać – „Mamo, nudzi mi się. Mamo, tu nie ma baletu, szkółki teatralnej…” ? Ja, będąc dzieckiem, powtarzałam to w kółko i ‚uciekłam’ z mojej małej mieściny, gdy tylko pojawiła się okazja.

Teraz jest łatwo – wszak wynajęte mieszkanie zawsze łatwo zmienić. Wiem jednak, że w przyszłości chcę wybudować dom(ek-bo raczej będzie to parterowe mieszkanko z kawałkiem ogródka), choć nie mam jeszcze pomysłu gdzie, za co i jak…Wiem też, że tego domu już zmieniać nie będę, dlatego stoję przed milionem dylematów i nie potrafię sobie odpowiedzieć, gdzie chcę mieć swoje miejsce na ziemi,a może raczej – czy moje ‚chce’ pokrywa się z tym, co najlepsze dla mojego dziecka. Myślenie długoterminowe jest chyba nie dla mnie i nie potrafię się w nim odnaleźć, odkąd moje życie jest jedną wielką zmianą. Mojej codzienności towarzyszy milion nowych pomysłów, tysiące znajomości, nowych ‚opcji’ i doprawdy nie wiem, gdzie chcę być za 10 lat, bynajmniej w odniesieniu tego ‚być’ do miejsca zamieszkania. Po zaliczeniu 3 przeprowadzek w ciągu roku, przestają być one straszne…i dlatego, gdy czasem przychodzi mi myśl, żeby np. przeprowadzić się do Gdańska czy Krakowa, zaczynam się bać, bo wiem, że przy odrobinie zapału mogłabym to z powodzeniem zrobić i znów wywrócić swoje życie do góry nogami, a to chyba ostatnie czego mi dziś potrzeba.

Nie wiem, czy zbyt długo przebywałam na słońcu, czy też udziela mi się jakiś dziwny letni klimat, czy też zwyczajnie nadszedł taki moment w moim życiu, ale zdecydowanie jest mi z tymi rozważaniami nie po drodze. Do momentu faktycznego podejmowania decyzji, nad których sensem rozmyślam mimowolnie już teraz, mam pewnie spokojnie jeszcze kilka lat. Pojęcia nie mam, jakie będzie wtedy moje życie – czemu więc o tym myślę? Nie wiem…i zaczyna mnie to martwić.

wikilistka, fotografia dziecięca, moda dziecięca dom za miastem

wikilistka, fotografia dziecięca, dom za miastem

Outfit : bluzka Marks&Spencer / spodenki Young Dimension /  buty Mrugała  /  spineczka – Momilio

Zdjęcia wykonane aparatem SONY A58

blog parentingowy, blog moda dziecięca, moda dla dzieci, moda dziecięca

Smart Beauty czas START! Czyli nad czym pracowałam w ostatnich miesiącach…

Dziś chcę Ci opowiedzieć o projekcie, nad którym „na backstage’u” pracuję właściwie już od września i czasem co nie co przemyciłam o nim na Instagramie. O projekcie bardzo dla mnie ważnym i stanowiącym ważną część smart life’u. Ten pomysł chodził mi po głowie od dawna, próbowałam kiedyś nawet liznąć tematu na blogu, ale nie była […]

8 komentarzy
Boże Narodzenie, święta, dłoń, stop

Jak zorganizować Święta Bożego Narodzenia, działając SMART ?

Jak zorganizować Święta Bożego Narodzenia, żeby nie zwariować? Jak to wszystko ogarnąć, żeby w Wigilię już tylko świętować z bliskimi i celebrować ten czas? Jeśli jak ja jesteś mamą, zapewne masz w grudniu wizję załatwienia pierdyliarda spraw – świąteczny jadłospis, kreacje, dekoracje, prezenty mikołajkowe i na gwiazdkę, kalendarz adwentowy. Do tego wszystkiego grudzień to taki […]

3 komentarze
Dziecko, zabawa w piasku, oszczędzanie

Najlepsze dla dziecka? Poznaj mądre podejście, które przy okazji pozwoli Ci zaoszczędzić 200 zł!

9 miesięcy nosisz pod sercem, a potem niezmiennie i na zawsze chcesz dla niego tego co najlepsze. Każda z nas tak ma, że uchyliłaby swojemu dziecku nieba. Stanęłybyśmy na rzęsach, żeby nasze dzieci były zawsze szczęśliwe i miały wszystko, czego im potrzeba do szczęścia, zdrowia i radości. Czyż nie? Dużo ostatnio rozmawiamy o świadomym życiu, […]

7 komentarzy
Dobra mama, mama z dziećmi

Dobra mama i jej 9 zasad, które ułatwią Ci życie z dziećmi

Jak to robię, że pijam gorącą herbatę, moich posiłków nie stanowi dojadanie resztek po dzieciach i do łazienki ZAWSZE chodzę bez dzieci? Zdradzę Ci moje sposoby, które sprawiają, że da się być z dziećmi na okrągło jako dobra mama, nie podrzucać do dziadków czy cioć, do tego pracować w domu i nie zwariować.  Poprzedni tydzień z […]

16 komentarzy

Moje wybory na wiosnę

  • jeju, jakie magiczne zdjęcia i cudna dziewczynka!
    przedszkole to wielka sprawa 🙂

    podoba mi się tutaj, z chęcią zaobserwowałam 🙂

  • o wszystkim marzę tak samo 😉 szczególnie o trawniku z żywopłotem bo również mam dwie lewe ręce;)
    no i mam maleńkie to maleńkie ale z trawnikiem i placem zabaw, takim mini (zjeżdżalnia, piaskownica, aktualnie mały basen i tona zabawek nie wiadomego pochodzenia bo ja ich chyba tyle nie nakupiłam). co ważne czasem nawet całą kawę da się wypić i ile nie wybuchnie wojna między dzieciakami.
    No i fakt znowu się pokrywamy.
    Z małego miasteczka, przy pierwszej okazji wyprowadziłam się do miasta:) blisko wszędzie, jak nie wózkiem to mpk. I co zrobiłam?? Wyprowadziłam moje dzieci na małą wieś;) i to na dodatek oza granice kraju;) po ponad roku nie wyobrażam sobie powrotu do miasta, myślę, że dzieci też są szczęśliwe, a co powiedzą za parę lat to się wtedy będę ewentualnie martwić 😉

    nie nie jestem nowa, czytam długo, nawet zaczytałam sie do pierwszego wpisu:) tylko komentarze zawsze mnie jakoś onieśmielają;) w końcu padło na ten post 😉
    pozdrawiam serdecznie

© Wikilistka 2016
Kreativ Media