Dobra mama i jej 9 zasad, które ułatwią Ci życie z dziećmi

Bądźmy w kontakcie

Jak to robię, że pijam gorącą herbatę, moich posiłków nie stanowi dojadanie resztek po dzieciach i do łazienki ZAWSZE chodzę bez dzieci? Zdradzę Ci moje sposoby, które sprawiają, że da się być z dziećmi na okrągło jako dobra mama, nie podrzucać do dziadków czy cioć, do tego pracować w domu i nie zwariować. 

Poprzedni tydzień z chorą Mią trzymaną non stop na rękach i jednoczesnym pieczeniem ciast, tortów i babeczek na urodziny Wiki uświadomił mi jedną ważną rzecz – zrozumiałam, jak bardzo cenię sobie codzienność, która została wypracowana dzięki kilku zasadom i rytuałom. Z pozoru niezauważalne błahostki, a wychodzi na to, że to właśnie one pozwoliły mi stworzyć codzienność, która pozwala mi funkcjonować z dziećmi 24/7 przez okrągły rok i nie zwariować. Przeziębiona Mia udowodniła mi jak to jest łamać te wszystkie postanowienia i być na kwęknięcie dziecia 24/7 i dobitnie uświadomiła mi, że na dłuższą metę to jest na tyle toksyczne podejście, że chyba mogłoby zabić.

Pomyślałam, że skoro te zasady tak bardzo pomagają mi, może niektóre z nich przydadzą się także Tobie – zwłaszcza, jeśli jesteś na początku swojej przygody z macierzyństwem. Dziś opowiem Ci o kilku sprawach, które sprawiają, że jeszcze nie zwariowałam ; )

9 zasad, które ułatwiają nam życie z dziećmi

  1. WSZYSCY JESTEŚMY  TAK SAMO WAŻNI
    Nie ma tak, że nagle rzucę mycie zębów w połowie, bo najedzone, czyste, przebrane dziecko, którego nic nie boli ma właśnie focha i zamiast siedzieć akurat chce wstać. Nie ma tak, że nie zrobię obiadu, bo dziecko mnie terroryzuje płaczem i chce być 24/7 na rękach … Tak samo nie przestanę nagle czytać Wiki bajki, bo Mia jęknęła ani nie skończę odkurzania w połowie, bo Wiki sobie wymyśliła, że mam się z nią TERAZ pobawić Lego. Jeśli dziecko jest zdrowe, czyste, ma komfort termiczny, jest najedzone, nie jest zmęczone tylko akurat wymyśliło sobie, że dobrze jest tylko u rodziców na rękach i to tylko chodząc w kółko po pokoju to niestety, ale musi sobie poradzić z faktem, że nie każda taka zachcianka będzie spełniana na pstryknięcie palcem. To działa też w drugę stronę – na przykład: szanujemy to, że Wiki (dzieci) może nie mieć ochoty na spędzenie dnia/weekendu tak, jak my to sobie wymyślimy, dlatego zawsze staramy się wcześniej o tym rozmawiać i szukamy takiego rozwiązania, żebyśmy wszyscy byli zadowoleni (w ogóle staramy się omówić z dziećmi większość planów i decyzji, poznać ich zdanie jeśli temat ich dotyczy). Jeśli Mała chce iść na rower i plac zabaw, a my po tygodniu chcielibyśmy jednak pospacerować poza obrębem osiedla, w ładniejszej scenerii, to pakujemy rower i jedziemy do parków nad morzem, gdzie mamy i morze i scenerię i ścieżkę rowerową i ogromne, piękne place zabaw. Owszem, są wyjatki – Mia jest ciężkim przypadkiem i uparcie próbuje wszystkich nas przekonać, że jednak jest najważniejszą królową wszechświata, ale walczymy o nasze zasady dzielnie.
  2. KAŻDY MA PRAWO DO CZASU/MIEJSCA TYLKO DLA SIEBIE
    Nakreślmy sytuację – jesteśmy z dziećmi 24/7 , okrągły rok. Jeśli któreś z nas wychodzi – drugie zostaje z dwójką. Nie mamy możliwości podrzucenia ich do dziadków, cioć czy nigdzie indziej. Decydując się na dzieci miałam świadomość, że tak właśnie będzie, więc nie mam do nikogo pretensji, ale jednocześnie – wiedziałam, że MUSZĄ pojawić się zasady, które pozwolą w takim układzie nie zwariować.
    Ja żyję bardzo świadomie i znam siebie, więc wiem, że jeśli nagle wywróciłabym swoje życie zupełnie do góry nogami, podporządkowując wszystko dzieciom, godząc się na wieczny bałagan, zimną kawę, resztki zamiast normalnego obiadu i rozciągnięty dres poplamiony kaszką to po miesiącu zamknęliby mnie w psychiatryku, a już na pewno groziłoby to jakimś marazmem, który łatwo przeradza się w depresję i frustracją, co też negatywnie wpływałoby i na relacje z dzieckiem i z Łukaszem. Cenię sobie życiową równowagę, więc od początku mojej przygody z macierzyństwem dokładałam wszelkich starań, żeby uczyć dzieci pewnych zasad, które w naszym domu są niezmienne.
    * Do łazienki chodzę SAMA (dziecko, które mogłoby sobie przez te 5 minut zrobić krzywdę odkładam w bezpieczne miejsce, a Wiki nie miewa pomysłów, by w czasie mojej 5 minutowej nieobecności targać się na swoje życie;))
    * Codziennie rano jem śniadanie i piję CIEPŁĄ herbatę, ubieram się i doprowadzam do porządku
    * Dzieci mają swoje łóżka – rodzice swoje.
    * Dzieci mają swoją przestrzeń na swoje zabawki i jeśli panuje jako-taki porządek, nie ingeruję w to, na której półce stoją książki, w którym koszyku są figurki a w którym kredki
  3. CODZIENNIE RANO I WIECZOREM PRZEBIERAM DZIECI
    To jest banał nad banałami, ale wiem, że jest wiele osób, które nie uczą maluchów do roku czasu rozróżniania dnia i nocy i przebierania się „z tej okazji”. Moje dziewczyny właściwie odkąd skończyły z dwa miesiące są przebierane codziennie rano w ubranka i na noc w piżamę i NIGDY nie miałam w domu wojny o to, że ktoś mi się nie będzie przebierał i wychodzi z domu w piżamie. Fakt, że trzeba się rano ubrać w normalne ciuchy, a piżamę schować do szafy jest tak oczywisty jak to, że gdy jesteśmy głodni, musimy coś zjeść. Dla sprostowania : TAK – zdarza nam się położyć dziewczyny spać w ubraniach jeśli np. wracamy bardzo późno do domu i zasnęły w samochodzie i TAK – zdarzają nam się dni w piżamach do południa, ale to są wyjątki potwierdzające regułę 😉
  4. MAMY SWOJE RYTUAŁY, STAŁE PUNKTY DNIA, ALE UCZYMY, ŻE ZMIANA TO NIC ZŁEGO. TO NIE RYTUAŁY CZY RZECZY SĄ GWARANCJĄ POCZUCIA BEZPIECZEŃSTWA
    Z jednej strony nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez jakiejś tam rutyny z dwójką dzieci ‚all the time’ obok, ale z drugiej nie wyobrażam sobie, żeby dzieci zrobiły mi awanturę z powodu braku różowej butelki/żółtego kocyka w korku przy bramkach na autostradzie, bo „o matko, jest 19-ta, a bez tego nie zasnę!”. W „normalnym” trybie tygodniowego funkcjonowania mamy swoje przyzwyczajenia, rytm dnia i tygodnia, ale jednocześnie wyjazdy i zmiany niestanowią dla naszych dzieci żadnego problemu. Jeśli 19-ta wypada w aucie, to zasypiają w aucie. Jeśli pora jedzenia wypada akurat na stacji benzynowej w trasie, to jemy na stacji. Jeśli siedzimy dłużej u znajomych, daję Mii smoczek,kocyk i Szumisia, a Wiki przytulankę, czytam (albo opowiadam bajkę) i zasypiają – zazwyczaj w pokoju obok – a ja wracam do towarzystwa.
  5. NA WSZYSTKO JEST OSOBNY CZAS – NA ZABAWĘ, JEDZENIE, WIECZORNE RYTUAŁY, PRACĘ RODZICÓW
    U nas tego punktu nie mogło zabraknąć z prostego powodu – oboje dużo pracujemy w domu i nasze dzieci MUSZĄ wiedzieć, że jest taki czas, kiedy muszą pobawić się same, bo my MUSIMY popracować. Pisałam o tym trochę we wpisie o mądrym multitaskingu. Co prawda Mia próbuje nam rozwalić system, ale wierzę, że jeszcze trochę i zacznie rozumieć pewne kwesie . Dzieci są nauczone też tego, że o określonych porach w ciągu dnia jest czas na określone czynności i jest nam to potrzebne, żeby cała machina zwana rodzinnym życiem jakoś funkcjonowała. Wiki – choć zawsze ciągnie jej się to niesamowicie – wie, że musi zjeść śniadanie w ciągu +/- pół godziny, bo inaczej się spóźni do przedszkola. Wie, że jeśli będzie godzinę marudzić nad obiadem to przez to spędzimy mniej czasu na spacerze/rowerze/nie pójdziemy do kina. Jeśli będzie godzinę jadła kolację to będziemy mieć mniej czasu na bajkę i wieczorne rozmowy/przytulańce, więc coraz mniej marudzi podczas jedzenie i skupia się na czynności, którą ma wykonać. Nie daję dzieciom kar, nie zmuszam do jedzenia – są po prostu nauczone konsekwencji swoich decyzji (możesz jeść to przez godzinę, ale wtedy nie starczy nam czasu na spacer). Jestem święcie przekonana, że dzieciom dobrze robi świadomość, że doba nie jest z gumy.
  6. MOJE DZIECI NIE MYŚLĄ, ŻE PIENIĄDZE WYCHODZĄ ZE ŚCIANY I WIEDZĄ, ŻE RZECZY KOSZTUJĄ PIENIĄDZE, A TE PIENIĄDZE TRZEBA ZAROBIĆ
    Wiktoria ma świadomość, że są zabawki droższe i tańsze i często jeśli chce coś droższego to musi przez jakiś czas zrezygnować z kupowania tych tańszych (i często zupełnie zbędnych). Na przykład – w tej chwili „zbiera” na wymarzonego jednorożca Starlily, więc wszelkie nadmorsko-bazarowe „mamo, a kupisz mi” załatwiam jednym pytaniem – Już nie chcesz Starlily?
    Wie, że musimy pracować, żeby zarobić pieniądze, które są niezbędne, bo jedzenie, mieszkanie ( i wszystko inne) KOSZTUJE, a to znaczy, że trzeba za to zapłacić pieniędzmi, które wcześniej trzeba zarobić.
  7. DOM TO WSPÓLNE DOBRO, WIĘC KAŻDY MA SWOJE OBOWIĄZKI
    Jak to może nie być oczywiste? Mamy z Ł. WSPÓLNE dzieci i mieszkanie, więc niby dlaczego tylko ja miałabym o te wspólne dobra dbać? Tak samo – skoro moja czterolatka potrafi obsłużyć smartfon to umie też po jedzeniu odnieść naczynia do kuchni, schować rano swoją piżamę, wieczorem brudne rzeczy wrzucić do prania, poprawić rano pościel na łóżku, posprzątać swoje zabawki. Często pomaga mi też w takich „nieobowiązkowych” czynnościach – pomaga wieszać pranie, ściera mokrą chusteczką blaty, paruje skarpetki, rozdziela przed prasowaniem ubrania na swoje, Mii i nasze, pomaga nakryć do stołu – a ma TYLKO 4 lata. Ile dzieci w wieku 7 + nie robi połowy tych rzeczy? I dlaczego?
    Łukasz natomiast nie pomaga mi przy dzieciach i domu – on się tym wszystkim zajmuje ze mną po połowie. Są rzeczy, w których każdy ma swoją „działkę” do ogarnięcia a są obowiązki, które wykonujemy na zmianę. Tak, gotuje 😉
  8. DZIEŃ JEST OD ZABAWY/PRACY – NOC OD SPANIA/ODPOCZYNKU
    Zdusiłam w zarodku chęci moich dzieci do wstawania np. o 2giej w nocy i zabawy. Kategorycznie nie włączałam światła (nie podnosiłam rolet) i jeśli nie były chore, głodne bądź nie trzeba było zmienić pampersa – powtarzałam jak mantrę, że jest noc i teraz śpimy. [ Tu polecam Wam z całego serca rolety, najlepiej zewnętrzne. Wiki dłuuugi czas wierzyła, że noc jest tak długo jak jest ciemno, więc bardzo często spaliśmy spokojnie do 9-tej ;D]. Nie, nie ma takiej siły, która mnie przekona, żeby ulec dziecku, które o 4-tej nad ranem chce się bawić w cokolwiek. Jeśli słyszę, że dziecko jest głodne oferuję najprostszą w przygotowaniu kanapkę (lub maluchowi mleko) i jeśli usłyszę „nie chcę tego, zrób mi naleśniki” to odpowiadam „jeśli nie chcesz kanapki to najwyraźniej nie jesteś głodna, dobranoc”.
  9. NAUCZYŁAM DZIECI NAZYWANIA „STANÓW”, POTRZEB I EMOCJI
    Mam takie wrażenie, że domeną dzisiejszych czasów jest paranoiczne uchronienie dzieci od WSZYSTKIEGO. O ile ja również chcę dla moich dzieci jak najlepiej, to chcę jednak też żeby były świadome choćby tego, że gdy się nie zje posiłku, będzie się głodnym i co się wtedy w tym małym brzuszku dzieje. Tego, że gdy trze oczka, ciągnie się za uszy, jest marudna i wszystko jej nie pasuje to zapewne jest zmęczona i gdy położy się spać, po przebudzeniu będzie lepiej. Pokazałam, że wychodzenie na dwór w zimę i mróz bez kurtki to raczej kiepski pomysł, bo jest zimno itd. Ileż ja godzin przegadałam z Wiki tłumacząc jej, że za to jak aktualnie reaguje na pewno rzeczy odpowiadają emocje i że można nad tym panować, że są lepsze sposoby niż reagowanie na wszystko histerycznym płaczem! Kazali mi się puknąć w czoło, że do dziecka niespełna dwuletniego mówię „jesteś zdenerwowana, rozumiem, że Ci przykro, ale spróbuj się uspokoić to porozmawiamy o tym jak rozwiązać problem” . Na szczęście nie posłuchałam, bo dzięki temu mam w domu 4-letniego człowieka, z którym o problemach rozmawiam, a nie ogarniam wybuchy histerii z powodu niekupionej książeczki na środku hipermarketu.

Dobra mama, zasady dobrej mamy, dzieci, fotografia dziecięca

               Ubranka dziewczyn – Boginie Przy Maszynie (Mia kombi, Wiki sukienka i bluza)

Dzięki tym kilku zasadom jeszcze nie zwariowałam ogarniając codziennie tę szaloną dwójkę. Nie jestem jednak nieomylna i wiem, że wiele jeszcze muszę się nauczyć, więc chętnie poczytam, co sprawdza się u Was? Co jeszcze może ułatwić rodzicom codzienność? 🙂 

Wychowuj mądrze

klaps, klapsy, agresja, bicie dzieci

Mówmy głośno – bicie zawsze jest złe | #KochamNieBiję

Ja naprawdę bardzo się staram nie wpieprzać w życie innych ludzi, nie oceniać czyjegoś rodzicielstwa i nie wygłaszać swoich teorii na ten temat w tonie „powinniście/nie powinniście” – zwłaszcza, że w kwestii świadomego rodzicielstwa mam dość radykalne poglądy i pewnie większość by uznała, że wymagam od rodziców za  dużo, ale są tematy, na które nigdy […]

13 komentarzy
Rodzicielstwo bliskości, miłość, ojciec podrzucający dziecko, tata, dumny tata, szczęście, radość

Rodzicielstwo bliskości, szacunku, zrozumienia, intuicji…? | Podsumowanie pierwszych trzech lat mojego macierzyństwa

Pierwszy raz po kilku miesiącach obudziłam się dziś pierwsza z całej trójki i dane mi było napawać się poranną, niczym nieskażoną beztroską domową ciszą, w której słychać było tylko ich spokojne oddechy, w rytm których najmłodsze, jeszcze z brzucha, również dawało znać o swoim istnieniu. Po ciężkiej, w połowie nieprzespanej nocy, której atrakcjami była niewyjaśniona wysoka temperatura pierworodnej i […]

5 komentarzy
blog parentingowy, dziecko, matka

Rozważania Matki Debiutantki #1

Jestem mamą od niespełna trzech lat. W dodatku matkuję jednej tylko istocie na ziemi, nie śmiem więc nazywać się ekspertem czy też jako specjalistka od wychowywania zabierać głosu na szerszym forum. Jestem też jednak przede wszystkim człowiekiem. Istotą, która naprawdę całkiem niedawno wyrosła z wieku dziecięcego i są pewne kwestie w wychowywaniu dziecka, które przez […]

12 komentarzy
fotografia dziecięca, blog parentingowy, mądre wychowanie

Mądrze wychowywać, tłumaczyć świat

Wtorek. Jeden spacer z przerywnikiem w postaci pobrania krwi z paluszka. Wczorajszy dzień, który udowodnił mi jak ważne jest rozmawianie z dzieckiem o świecie takim, jakim jest naprawdę, ile znaczy mówienie prawdy…oraz jak często jeszcze nie wierzę wystarczająco w moją córkę. Dzień, który skłonił również do refleksji nad głębszym znaczeniem stwierdzenia „mądrze wychowywać”, bo właściwie… […]

11 komentarzy

Moje wybory na wiosnę

  • Justyna Krysiak

    Dawno nie spotkałam nikogo tak mądrego i mocnego w sile konsekwencji w podejściu do rodzicielstwa. Twoje dzieci będą zdrowymi, dorosłymi ludźmi – bez bólu rozczarowań. Trzeba od początku nauczyć dzieci radzić sobie z trudnościami. Tylko w taki sposób tworzymy dla nich komfort bezbolesnego wypłynięcia spod klosza w rzeczywistość własnego życia – bez MAMY. Nadopiekuńczość, rozpieszczanie i podleganie zupełnie dziecku to krzywda dla niego i dla nas, spowodowana lenistwem i brakiem świadomości. Przykre, że tyle matek robi tak wiele podstawowych błędów wychowawczych a potem narzeka, że: moje dziecko jest jakieś inne, nieposkromione, nadpobudliwe (ADHD i inne czary), nie widząc w sobie problemu.

  • Super wpis. szacunek przede wszystkim. W pakiecie z miłością to już sukces gwarantowany <3

  • Joanna Cieślewicz

    Hej, świetne zasady, stosuję dokładnie te same, a mam trójkę łobuzów. Bywa ciekawie. Pytanie – jak u Ciebie z dzieleniem się? Chodzi o rzeczy starszej córki – czy musi się dzielić czy pozwalasz, że niektóre rzeczy sa tylko jej i młodsza musi to uszanować?

    • Nie każę jej dzielić się wszystkim, uważam, że to normalne, że każdy ma swoje rzeczy. Poza tym tak naprawdę Mia jest jeszcze malutka i wystarczy ją posadzić kawałek dalej 🙂

  • Marta Nefertari

    Szacun dla Ciebie, Kochana.
    Ja też trzymam się kilku zasad (niektóre mamy te same) – nie wyobrażam sobie sytuacji, by dziecko miało zdominować cały mój świat… Może nie wylądowałabym w psychiatryku, ale na pewno opłaciła to psychicznie… Ze szkodą dla maluchów przy tym – wybuchy złości czy irytacja byłyby pewnie na porządku dziennym… Nie znaczy to, że w ogóle ich brak, ale jak ma się czasu nieco dla siebie, nie jest się ciągle wyłącznie dla kogoś, na czyjeś życzenie, jest nieco łatwiej wytrwać, zdobyć się na cierpliwość 😉

    Wow, jaka Wiki jest samodzielna! Jaśko też wiele rzeczy potrafi już zrobić i jest niesamowicie pomocny, ale chyba muszę go przyuczyć do tego poprawiania łóżka 😛 to wciąż robimy za niego, cholibka 😛

    Ściskam Cię mocno i mam nadzieję, że Mia szybko wydobrzeje! :* Wszystkiego dobrego dla Was!

  • Sylwia dokładnie! My do Wiki od zawsze baaaardzo dużo mówiliśmy i właśnie jak miała rok to co prawda nie umiała wszystkiego powiedzieć, ale rozumiała normalnie skonstruowane zdania !

    • Marta Nefertari

      Zwłaszcza że dzieciaki zaskakują swoimi rozkminami, puentami – widać, że nie są „głupiutkimi” maluszkami, które nic nie kumają…
      Ostatnio mnie tak mój czterolatek załatwił – bawił się zabawkami półrocznej siostry, więc tłumaczyłam mu, że może je ruszać, jak chce jej podać albo z nią się pobawić, ale nie sam dla siebie, bo mogą być potem na nich jego zarazki itp. Chwila ciszy, po której padło hasło Młodego (wyedukowanego przez męża, z którym oglądają moją kolekcję książek z serii „Było sobie życie”): „Ale mamo, przecież ona ma w brzuszku tych białych wojowników, co jej zarazki zabijają, więc mogę!” No. I kumate dziecko. I fakty łączy, wnioski wyciąga. I potrafi negocjować, logicznie wnioskować… (Wybrnęłam hasłem, że Młoda jest mała i ma tylko jednego wojownika, który nie ogarnia większej ilości zarazków 😛 brat przyjął to do wiadomości)
      Wracając do traktowania dziecka jak „niedorozwój” (przepraszam za określenie, ale takie przyszło mi teraz do głowy, inne gdzieś umknęły) – nie znoszę „ciumkania” do dziecka, zdrabniania określeń i używania takiego dziecięcego (ale na dobrą sprawę zdziecinniałego i zupełnie nienaturalnego) języka. Niczemu to nie służy, a jedynie może zaszkodzić… Potem widzę, w komunikacji miejskiej na przykład, dzieciaki w wieku szkolnym, które seplenią albo modulują dziwnie głos, niektóre wyrazy wymawiają po dziecinnemu, jakby miały 3 lata.
      Albo z drugiej strony – traktowanie dziecka jak dorosłe, które musi zrozumieć bez tłumaczenia, bo „tak”. Cudowne wyjaśnienie. Żadne, tak naprawdę…

      Jesteśmy od tego, by dzieciom świat tłumaczyć. One mają swój rozum, tylko doświadczenia im brak…

  • Dobre zasady, sprawdzają się 🙂

  • Magda

    Super wpis… i jak bardzo podobne zasady są u nas. A już myslałam, ze jestem schematyczna, nudna i przewidywalna :/ no niestety bez zasad, ram, rytuałów nie byłabym w stanie długo pociągnąć. Dzieci (dwójka, roznica wieku 18miesiecy) dzięki nim są w miarę poukładane i spokojne. W nocy- zero zabawy- no way! 🙂 Głaskanie, tulenie ale warunek jeden- nie wychodzimy z łóżek 🙂

  • Miło sie czytało 🙂 na pewno zastosuję te rady w przyszlości 😉

  • Żaneta

    Moja córeczka ma dopiero 8 miesięcy, a już część z tych podpunktów wprowadziłam w życie, reszta przyda się na pewno później 😉 Nie umiem całego swojego życia podporządkować pod córeczkę, inni mogą nazwać mnie wyrodną matką, a ja po prostu nie chcę zwariować. Rano mamy swoje rytuały i wieczorem też. Zawsze rano ubieram się, jem ciepłe śniadanie i piję gorącą herbatę, jem ciepły obiad. Kocham córę i kocham siebie. Naprawdę cieszę się, że ten tekst powstał, dziękuję i pozdrawiam 🙂

  • W ciągu dnia w spokoju pracuję wtedy kiedy Mia śpi – Wiki potrafi zrozumieć, że pracujemy, Mia jeszcze nie 😛 najbardziej efektywny czas to oczywiscie ten, gdy Wiki jest w p-kolu, ale gdy nie jest to stosuję dużo zasad z tego wpisu : http://wikilistka.pl/2015/10/jak-ulatwic-sobie-zycie.html i dzięki temu nie muszę wstawać co 5 minut

  • Kasia, ja właśnie też nie znoszę tego promowanego stereotypu matki styranej życiem przy jednym dziecku i to jest miejsce, w którym usilnie staram się z tym walczyć. I pewnie, że tak – też miewam gorsze dni. Wciąż się jeszcze nie ogarnęłam po tygodniu z chorą Mią, ale jednak to jest tylko kropla w morzu.

    A to o uczuciach – działa!

  • Dziękuję, potrzebowałam właśnie takiego wpisu. Drobnych wskazówek 😃

  • www.fashionable.com.pl

    Jestem na tak dla takich postulatów:)

© Wikilistka 2016
Kreativ Media