Czy wygląd naprawdę nie ma znaczenia?

Bądźmy w kontakcie

Sobota, około południa. Po leniwym poranku, spaceruję z moją córką u boku, zmierzając w stronę galerii handlowej w poszukiwaniu pary granatowych rajstop. W pewnym momencie widzę przed sobą grupkę studentów (jak mniemam) w szpitalnych ochraniaczach i maskach – pewnie przemieszczali się jakoś z jednych zajęć na drugie. Uśmiechnięci, rozgadani, szczęśliwi… Jakieś 10 metrów za nimi szła ona…Właśnie w chwili, gdy ją zobaczyłam zrozumiałam dlaczego tak naprawdę (bo na co dzień robię to intuicyjnie, bez zastanawiania się nad tym) znoszę drobne bunty mojej dwulatki, pozwalam jej w ramach pewnych granic na dokonywanie własnych wyborów… i nigdy nie będę jej próbowała uświadomić, że wygląd nie ma żadnego znaczenia.

Młoda, przeciętnej urody, troszkę przy sobie, ale na pewno nie gruba… przede wszystkim smutna, zakompleksiona, wycofana i niezadbana. To właśnie widziałam na pierwszy rzut oka…Podejrzewam,że gdyby w tej dziewczynie zbudowano w dzieciństwie podstawy wiary w siebie, we własne możliwości i poczucie własnej wartości, pochwalono kilka razy i nie nakazywano (jak to w Polsce ogólnie przyjęte), by się „nie chwalić”, widziałabym w niej taką samą radosną studentkę, jak w kilkunastu pozostałych dziewczynach i ani ja, ani nikt inny nie dopatrywał by się jej kilku kilogramów ponad stan ani bliżej niedookreślonego ‚mysiego’ koloru włosów, bo szczery uśmiech i radość życia  przykryły by wszystkie drobne mankamenty.

Czasami aż się we mnie gotuje, gdy zewsząd słyszę, żeby uczyć dzieci, że wygląd nie ma znaczenia. Dla mnie to trochę jak robienie im krzywdy, tak samo jak nauka bezwarunkowego posłuszeństwa, brak dyskusji i możliwości dokonywania jakichkolwiek wyborów przed osiemnastką… Owszem, wygląd jest istotny i dobrze mieć tego świadomość. Tak samo dobrze w życiu mieć własne zdanie, umieć go bronić, a także posiadać umiejętność szybkiego podejmowania (najlepiej trafnych) decyzji.

Nie chodzi o to, by oceniać po wyglądzie bądź tak też kogoś klasyfikować – uczę córkę, że „nie szata zdobi człowieka” , „najpiękniejsze niewidoczne jest dla oczu” i ogólnie rzecz ujmując nawet najgorzej wyglądająca dziewczynka w przedszkolu może być przecież jej najlepszą przyjaciółką. Dopóki z nią nie porozmawia, nie pobawią się razem to nic nie będzie o niej wiedziała. Jak więc mogłaby zdecydować czy chce się z nią przyjaźnić, czy nie ? Uczę jednak również, a raczej będę jej to bardziej uświadamiać za kilka lat, bo na razie ograniczamy się raczej do konieczności założenia czystych, w miarę pasujących do siebie ubrań, schludnego wyglądu i uczesanych włosów,  że choćbyśmy chcieli, by świat był inny, piękniejszy to niestety jest tak, że inni ludzie oceniają nas na pierwszy rzut oka po wyglądzie i w wielu sytuacjach właśnie to pierwsze wrażenie decyduje o naszym być albo nie być.

Żyjemy w społeczeństwie, które lubi głosić kompletnie mijające się z rzeczywistością prawdy życiowe i na ich podstawie wychowywać dzieci. Chwalona jest przesadna wręcz skromność, głoszone wszem i wobec stwierdzenie że wygląd nie ma znaczenia, bo liczy się tylko to, co człowiek ma w środku. Zamiast docenić świadomość dziecka, że coś mu się w życiu udało – jest ono ganione za przechwalanie się. Nastolatka, która w pewnym momencie postanowi sobie pofarbować włosy, będąc na koloniach i ukradkiem podmalowuje rzęsy nie dostaje popołudniu od mamy  kubka herbaty, bo ta chce z nią porozmawiać o zmianach, jakie zachodzą w jej życiu, doradzić, pomóc wrócić na właściwą drogę, wytłumaczyć i wesprzeć, tylko zamiast tego „kubka” obdarowana zostaje szlabanem…na wszystko, który i tak z braku czasu i możliwości przestaje być egzekwowany po maksymalnie kilku dniach, siejąc w głowie rzeczonej nastki jeszcze gorsze spustoszenie. Istna hipokryzja.

Jestem wyczulona na szacunek wobec dzieci, na traktowanie ich z szacunkiem należnym drugiemu człowiekowi, bo dziecko to nie jakaś podkategoria, a taki sam człowiek jak ja i Ty. Logicznym jest więc dla mnie, że jeśli szanuję drugiego człowieka to ( w przypadku dziecka w ramach pewnych granic) szanuję też jego wybory, decyzje, upodobania i prawo do gorszego dnia. Jeśli chcę czegoś wymagać – powinnam być przykładem. Wracam na siłownię i ogólnie staram się prowadzić zdrowszy tryb życia, bo jeśli po kilkugodzinnej pracy przed komputerem, podczas której zajadałabym się czymkolwiek, zaległabym na kanapie pod kocem (bo lubię) i zjadła dla odmiany coś wybitnie słodkiego… i tak codziennie to niby jakiego miałabym użyć argumentu, przekonując Małą za kilka lat, że powinna iść na dwór/spacer/pobiegać/na basen a nie siedzieć przed komputerem? Analogicznie – jak mogę chcieć, by była zdrowa, nie nabawiła się otyłości, odżywiała się zdrowo, prowadziła aktywny styl życia, jeśli ja będę notorycznie pić colę, jeść chipsy, pochłaniać pizzę w ramach co drugiego obiadu i za aktywność fizyczną uznawać wyciągnięcie ręki po pilota od telewizora? Jak mogę myśleć, że moja córka będzie w przyszłości zadbaną kobietą, jeśli nie dbam o siebie wcale i nie zamierzam jej tego nauczyć? Skąd ma nauczyć się, że w domu powinno być w miarę ogarnięte, jeśli wychowywać się będzie w chlewiku? I analogicznie jak ma się nauczyć równowagi i zdrowego rozsądku, jeśli mama z 39 st. gorączką, pociągająca nosem, narzekająca na migrenę, będzie zmywała naczynia, bo 3 szklanki w zlewie to już bałagan, jednocześnie narzekając, że jest tak mało czasu na spędzanie go z rodziną? Jak mogę oczekiwać, że w dorosłym życiu będzie odpowiedzialnie podejmowała decyzje, jeśli w dzieciństwie nigdy nie dam jej zrozumieć, co znaczy słowo konsekwencja? Kiedy ma się nauczyć podejmowania własnych decyzji, jeśli wciąż będę decydować za nią? Jak będę miała wytłumaczyć nastolatce, że pokój wytapetowany plakatami aktualnego idola nie jest dobrym pomysłem, jeśli teraz uległabym i wszystko wokół przypominałoby Myszkę Minnie? Jak można oczekiwać nagle od 6-latki spania we własnym łóżku, jeśli przez kilka  poprzednich lat tolerowaliśmy jej nocną obecność w swoim? Czemu pozwalamy, by 6-miesięczny Jaś okładał nas rączkami po twarzy a ten sam 3-letni Janek za takie zachowanie bez ostrzeżenia dostaje karę i słyszy krzyk? Jeśli chcę, by moja córka w przyszłości była pełna miłości, zrozumienia i cierpliwości dla swoich dzieci – muszę jej być przykładem, no nie?

Wiem, że nigdy nie będę idealna i każdego dnia uczę się na błędach, wszak debiutuję w macierzyństwie. Jednak ogromny wpływ na to, jak wychowuję moją córkę mają moje spostrzeżenia z czasów, gdy miałam lat kilkanaście i – będąc osobą rozumną- nie widziałam logiki w słuchaniu kogoś, mówiącego mi o rzeczach, o których nie miał pojęcia, w których nie mógł być mi przykładem.

Każdego dnia dokładam wszelkich starań, żeby moja córka w przyszłości nie była szarą myszką stającą zawsze w ostatnim rzędzie. Dlatego właśnie powtarzam jej, że jest piękna, mądra i zdolna. Chwalę ją, gdy uda jej się zrobić coś dobrze i jednocześnie ganię, gdy robi źle. Cieszę się wraz z nią, gdy osiąga sukces i daję prawo do przeżywania zarówno radości jak i smutku, żalu czy złości. W granicach rozsądku, na razie najczęściej na zasadzie „chcesz niebieski komplet czy czerwony” -dwie opcje, daję jej wybór i pozwalam na podejmowanie decyzji. Pozwalam jej nie zjeść śniadania i jednocześnie ponieść konsekwencje podjętej decyzji, o których zawsze wcześniej ją informuję (Jeśli nie zjesz w domu i zgłodniejesz, to będziesz musiała poczekać i zjesz dopiero śniadanko w przedszkolu). Pozwalam na gorszy dzień, nie ganię za każdą formę sprzeciwu, staram się szanować jej zdanie – nie wszystko, co podoba się mnie, musi podobać się jej. Za jakiś czas sukcesywnie zacznę tłumaczyć, że trzeba o siebie dbać, odpowiednio do wieku, bo choć „nie szata zdobi człowieka”, to wygląd często może zadecydować o tym, czy coś nam się uda czy nie (np. podczas rozmowy o pracę w ekskluzywnym butiku). Będę spokojniejsza wiedząc, że ma tego świadomość. Zamierzam nauczyć ją, że powinna znać swoją wartość, świadomość własnych mocnych stron i mówienie o nich nie jest przechwalaniem się a na komplement odpowiada się pewnie „dziękuję”, a nie  „…a daj spokój…” ze zmieszaniem. Jeśli chce się coś w życiu osiągnąć, trzeba śmiało wyciągać po to ręce a później uparcie dążyć do celu, nie załamując się niepowodzeniami po drodze. Siebie zaś uczę, by zawsze mieć dla niej czas, by nigdy nie odsyłać z kwitkiem „nie teraz” oraz by w codziennej gonitwie jak najczęściej zwalniać dla niej i uczyć ją celebrowania chwil, podczas których jesteśmy wszyscy razem. Nie chcę, by kiedyś na mnie kiedyś krzyczała, więc staram się nie wrzeszczeć dziś na nią. Gdy jednak mi się zdarzy, nie wstydzę się przepraszać, bo krzyczeć na siebie nie wolno – po prostu, bez względu na to, kto krzyczy – jest to złe. I fakt,że ja jestem dorosła, w żaden sposób mnie nie usprawiedliwia – wręcz przeciwnie, powinnam być mądrzejsza i dawać przykład. Czasem wychodzę, by ochłonąć i jej również daję prawo do chwil sam na sam ze sobą…I mówię prawdę .

Ok, zgodzę się, że choćby wychowywała się w patologicznym domu i nie miała przykładu z góry, może być najlepszym człowiekiem sukcesu na świecie, wrażliwym, ciepłym i empatycznym…Mieć piękny, czysty dom, kochającą rodzinę. Jasne, może. Tyle,że na pewno nie będzie to zasługa rodziców ani ich wychowania, a raczej potrzeba udowodnienia światu, że będzie zupełnie inna, że jej dzieci będą miały lepiej… a chyba nie o nam rodzicom chodzi?

Trochę pisałam już o tym w postach i Jak w lustrze – wierzę, że wszystko, co wkładamy w głowy i serca naszych kilkuletnich pociech dziś, zobaczymy ze zdwojoną siłą za lat kilkanaście. Ja za ten czas chcę widzieć pewną siebie, swojej wartości i umiejętności, zadbaną dziewczynę gotową na podbój świata, pełną siły do walki o swoje marzenia. Niebojącą się ludzi, odnajdującą się w nowym otoczeniu, śmiałą… taką, która będzie potrafiła odróżnić konstruktywną krytykę od nieuzasadnionego hejtu – pierwszą traktując jak wskazówkę, a drugi zwyczajnie olewając, bez cienia emocji. Chcę być pewna, że moja córka nie będzie się bała powiedzieć głośno, gdy coś nie będzie jej pasowało, nie będzie ślepo szła za tłumem i nie zacznie robić głupich rzeczy tylko po to, żeby poczuć, że grupa ją akceptuje. Jeśli ta nie akceptuje jej taką, jaka jest –  znajdzie się lepsza, która dokładnie taką ją pokocha. Mam nadzieję, że wychowam dziecko zdolne do podejmowania własnych decyzji i świadomego ponoszenia ich konsekwencji. Wierzę, że uda mi się zbudować jej postawy wszystkiego, co uważam za cechy przydatne w życiu, niezbędne do radzenia sobie w każdej sytuacji i umiejętności szybkiego wstawania nawet po najboleśniejszych upadkach.

Jestem bardzo ciekawa, jakie jest Wasze stanowisko w tej kwestii? Chcecie uczyć, dając przykład? Zamierzacie utwierdzać dzieci w przekonaniu, że wygląd jest zupełnie nieistotny, czy może jesteście zwolennikami uświadamiania dzieci o realiach dzisiejszego społeczeństwa?

Dla oka zaś- zdjęcia zrobione właśnie podczas sobotniego spaceru, a na nich 100 % jesień. Czas, w którym można się absolutnie wyżyć modowo pod każdym względem : )

wygląd nie ma znaczenia ?

wygląd nie ma znaczenia ?

wygląd nie ma znaczenia ?

wygląd nie ma znaczenia ?

wygląd nie ma znaczenia ?

wygląd nie ma znaczenia ?

wygląd nie ma znaczenia ?

Kamizelka – F&F

bluzka -Next

sweterek -Debenhams

szal – z szuflady Mamy 🙂

legginsy i buty – H&M

torebeczka <3 – Grain the Chic

spinki – Koto Kids

 

Zdjęcia wykonane aparatem SONY A58

fotelik rwf, fotelik tyłem, dziecko

Jaki fotelik dla dziecka? Tyłem do kierunku jazdy – dlaczego foteliki RWF dla maluchów? Fakty!

Uwierz mi, że nie chciałabyś nigdy tego przeżyć i żałować, że mogłaś w tej kwestii zrobić coś lepiej. Bez względu na to, czy hasło „fotelik RWF” nic Ci nie mówi, czy też wydaje Ci się, że już wszystko wiesz – dla własnego sumienia przeczytaj ten tekst w całości. Wiem, że bezpieczeństwo dziecka jest dla Ciebie […]

21 komentarzy
jesień, dziecko, szczęście, pierwsze buty, emel

Jak wybrać pierwsze buty dla dziecka na jesień/zimę? Ekspert odpowiada

Mamy to! Mia chodzi, a co za tym idzie w naszym domu znów na tapecie są idealne pierwsze buty do dłuższych spacerów. Teraz, przy pierwszych kroczkach Mii, pojawił się dla mnie problem, którego nie znałam przy Wiki – zagwozdka, bowiem nie miałam wcześniej do czynienia z wybieraniem butów typowo do pierwszych kroczków na okres jesienno-zimowy. I mimo, […]

4 komentarze
rozwój dziecka, paweł zawitkowski, warsztaty johnsons

Jak skutecznie wspierać rozwój dziecka? Zobacz, czego nauczyłam się od najlepszych specjalistów

Wiesz, że do 3 roku życia mózg dziecka jest już wykształcony w 85%, a mózg niemowlęcia tworzy do 1,8 miliona nowych połączeń synaptycznych na sekundę? Że dzieci czują zapachy przed urodzeniem ( od około 28. tygodnia ciąży) i dieta mamy, a konkretnie zawarte w niej molekuły zapachowe, przyczyniają się do tego, jak chętnie dziecko będzie […]

0 komentarzy
Nie popełniaj mojego błędu - buteleczka Lovi, smoczki i ubranka

Nie popełniaj mojego błędu… | Konkurs LOVI

Pamiętasz, jak zaczynając Projekt Wyprawka na blogu napisałam Ci, że tym razem stawiam przede wszystkim na to, by maksymalnie  ułatwić sobie życie? Mam nawet na kartce spisane podstawowe błędy, które w swoim odczuciu popełniłam przy Wiki i uzupełniając wyprawkę robiłam wszystko, by sukcesywnie eliminować prawdopodobieństwo popełnienia ich po raz kolejny. I tak sobie żyłam w tym słodkim przeświadczeniu, […]

178 komentarzy

Moje wybory na wiosnę

  • Mnie mama mówiła, że jestem piękna i mądra i dalej to mówi, ale mnie zniszczyli obcy ludzie w czasach gimnazjum. Rodzic czasem mocno się stara, buduje w Tobie silną osobowość, ale przychodzi niesprzyjający czas (z reguły wiek nastoletni, kiedy szuka się akceptacji rówieśników) i w Twoim życiu pojawiają się podłe osoby i bańka pryska. Zawsze byłam wrażliwa i mimo wsparcia rodziców nie do końca wierzyłam w siebie, ale gdyby nie to co spotkało mnie po drodze, mogłabym wypracować w sobie siłę i pewność siebie. Niestety, nie udało się…

  • buunia.pl

    Zgadzam się w 100%. Chciałabym wychować córkę na pozytywnie myślącą, pewna siebie kobietę. Jak słyszę niektóre teksty matek do dzieci to aż zal serce ściska…

  • Pewnie, że wygląd nie jest najważniejszy ale jest ważny! My często zabieramy do siebie dziewczynę z takiej, a nie innej rodziny. Organizujemy jej ubrania, rozmawiamy z nią. Poprzez wygląd budujemy swoje poczucie pewności. Mimo tego, że np. nie jest ładnie ubrana odnajduje się u nas w domu bardzo dobrze, bo wie, że to dla nas nie ważne. A mój syn od małego jest uczony, że nie wygląd jest najważniejszy, a wnętrze człowieka. Jego najlepszy kolega w przedszkolu jest z biedniejszej rodziny i ubrany zwyczajnie. W klasie uczę dzieci, ze nie można śmiać się z kogoś, bo jest nie modnie ubrany, bo nie każdego na wszystko stać, najpierw trzeba poznać i porozmawiać i wtedy możemy zadecydować czy się polubimy 🙂

  • Mała Garderoba

    Przybiłabym Ci piątkę za ten tekst! Ja również mam podobne zdanie. Chwalę Córkę (ofc, w odpowiednich momentach i w odpowiednim kontekście). Buduję w niej wiarę w siebie i poczucie wartości i wiem, że to pozwoli jej na lepsze życie i lepsze podejście do samej siebie. Mam Przyjaciółkę (najwspanialszą na świecie!) , którą rodzice zawsze traktowali jak zło konieczne, upychali w kącie, nie lubili, gdy wygłaszała swoje zdanie. W rezultacie wyrosła na zakompleksioną dziewczynę, której pewność siebie równa się zeru i zawsze miała problemy z rówieśnikami. Było wyśmiewanie i drwiny. Odpowiednie podejście do dziecka i budowanie jego samooceny ma większą wartość niż się wydaje.

  • Mnie mama zawsze mówiła że jestem najgorsza, przez co teraz nie jestem zbyt pewna siebie… ja napewno moje dziecko wychowam nieco inaczej, chcialabym aby moje dziecko znala swoje poczucie wartosci.

    zapraszam do mnie

© Wikilistka 2016
Kreativ Media