Codzienność z dwulatką

Bądźmy w kontakcie

W moim matczynym życiu zaczął się czas najpiękniejszy, kiedy powoli zaczynam dostrzegać efekty poświęconego czasu, milionów wypowiedzianych słów, tysięcy buziaków, przytuleń i powtarzania do znudzenia „kocham Cię, jesteś dla mnie najważniejsza, zawsze Ci pomogę”.  Jestem mamą dwulatki.

Pamiętam jakby to było wczoraj, gdy nudziło mnie czekanie aż pochłonie kolejną butelkę mleka. Jak z niecierpliwości czekałam, by podać jej już chociaż przetartą marchewkę. Póżniej – aż usiądzie, wstanie, pójdzie, powie „mama”.

Mojej raczej niespokojnej naturze ciężko było przywyknąć do dość monotonnego życia z noworodkiem. Dziś czasami chętnie wróciłabym do tych pierwszych kroków albo tulenia w ramionach kilkutygodniowego maleństwa, ale z drugiej strony – życia z dwulatką nie zamieniłabym chyba na żaden inny okres macierzyństwa.

Codzienne zachowanie mojej córki i reakcje, które często wciąż mnie dziwią to moje pierwsze prawdziwe powody do dumy z bycia rodzicem. Jestem dumna, gdy zauważam, że choć 1% mojej nauki, by być, a nie mieć nie idzie w las. Na dzień dobry dostaję +1000 do pełni szczęścia, gdy widzę, że inwestowane już prawie dwa lata uczucia zaczynają do mnie wracać ze zdwojoną siłą.

Unoszę się 5 cm nad ziemię i serce mi rośnie, gdy na pytanie:
-„Idziesz z mamą poszukać myszki Minnie do sklepu? Może tu będzie ta z domkiem…” słyszę
-„Nie ciem Mini, Ciem być z dziadkiem dzisiaj, bo kocham

Pękam z dumy, kiedy w pociągowym przedziale moja niespełna dwulatka mówi „Mamusiu poproszę, dziękuję, dzień dobry, do widzenia i dobranoc”, a ludzie patrzą z uśmiechem i niedowierzaniem.

To są takie błahe sprawy, wiem. To nic wielkiego, że dziecko używa zwrotów grzecznościowych, ale to jest moje dziecko i to ja ją tego nauczyłam. Jestem dumna.

Czy jestem dobrym rodzicem? Nie wiem, pewnie jestem najlepszą mamą jaką ona chce mieć, ale nie mogę w to uwierzyć, bo osiądę na laurach, a przecież każdego dnia powinnam dążyć w tej jednej roli do doskonałości.

Jestem młoda, to moje pierwsze dziecko, więc popełniam błędy, to pewne. Staram się ich jednak nie powielać, bo nauczono mnie, że to właśnie jest domeną mądrych ludzi. Każdym swoim gestem, słowem i spojrzeniem staram się przekazywać jej wartości dla mnie najważniejsze. Czy jestem dobrą matką okaże się za jakieś 25 lat, kiedy Ona będzie miała swoją rodzinę i  wtedy zobaczę, czy wartości, które przekazywaliśmy jej przez lata chce przekazać swoim dzieciom – to chyba najwyższy dowód uznania, prawda?

A dziś? A dziś po prostu jestem.

Z autopsji wiem, że ‘nie bycie’ boli najbardziej.

I wiem, że to ‘nie bycie’ dziecko boli bez względu na to, czy jest od kogoś zależne czy też jest po prostu paskudnym zrządzeniem losu, na które nikt nie miał wpływu. Boli zarówno dziesięciolatkę i jak kobietę lat 22, bo pewne rzeczy nawet niezależnie od wieku są niewytłumaczalne.

Dlatego, póki moje być albo nie być zależy od decyzji, jakie podejmuję- jestem.

Pokazuję świat, uczę rzeczy przydatnych i tych trochę mniej. Gram w gry, układam puzzle, chodzę na spacery, czytam książki, opowiadam bajki. Przytulam, całuję, zabieram na zakupy, gotujemy obiad, pieczemy ciasta. Jeszcze raz przytulam, całuję i tulę jeszcze mocniej.

Uczę, że przez najbliższą chwilę jestem zajęta, bo trzeba posprzątać, ktoś to musi zrobić, ale „choć, możemy sprzątnąć razem, chcesz?’’. Przecież można i tak.

Celebruję każdą chwilę i staram się znaleźć w niej najpiękniejsze emocje, które zarejestruję i zapiszę na twardym dysku głęboko w sercu. Nie oddam nikomu. 

Lubię takie dni jak tamto popołudnie, wolne od pędu, masy spraw do załatwienia i codziennie dokładam wszelkich starań, by wraz z upływem czasu takich dni mieć coraz więcej. Chwile po prostu tylko dla nas. Niczego więcej nam w tym dniu nie trzeba było, absolutnie niczego i co najważniejsze – wiem, że nie tylko mi, ale Jej również. Wiem, że nie zamieniła by dnia z Dziadkiem na najlepszy Disneyland ani nowe zabawki i to jest dla mnie najważniejsze.

codzienność z dwulatką, nosweet, blog, sukienka dziecięca

codzienność z dwulatką, nosweet, blog, sukienka dziecięca

Sukienka – nosweet / sandałki- Emel

Zdjęcia wykonane aparatem SONY A58

Aktualnie u nas na topie

  • Piękne i mądre. Bardzo mocno podzielam Twoje spostrzeżenia, szkoda tylko, że czasem codzienność chwyta mnie w swoje szpony monotonii… I czasem faktycznie nic mi się nie chce – ani bawić kreatywnie z moimi dziećmi, ani pokazywać im piękno tego świata, które tak bardzo sama cenie i doceniania którego nauczył mnie mój tata… Oj czasem kop w tyłek mi się należy 🙁

  • jej jakie piękne zdjęcia i piekna modeleczka <3

  • Anonymous

    Trafiłam do Was przypadkiem i chyba nie mogłam trafic lepiej;)Jestem w domu ze swoją córeczką (20miesięcy), czasami sama nie wiem, czy to dobry wybór czy nie… są chwile znużenia, zniecierpliwienia,rozmyślań co by było gdyby.. ale właśnie mi uświadomiłaś,że zdecydowanie więcej jest tych cudownych momentów, obejmowania rączkami, budzenia mokrym całusem(zanim otworzę oczy muszę zastanowic się chwilkę czy to pies czy Gaba), pokazywania jak mocno mnie kocha (powiedziec jeszcze nie umie), śmiania się z byle czego i super że mogę to robic! W nosie mam komentarze ,że siedzę w domu i nic nie robię, że koleżanki aplikacje kończą, w korporacjach się zabijają a ja…JESTEM!:)

  • Cudownie widzieć takie owoce Twojej ciężkiej matczynej pracy 🙂 Śliczna modelka !

  • Anonymous

    Zazdroszczę tej możliwości bycia z córeczką tak długo, mój synek ma 9 m-cy i niestety już w tej chwili wiem, że za 3 m-ce będę musiała wrócić do pracy, a on pójdzie do żłobka i serce mi męka na samą myśl o tym. Niestety wszelkie inne opcje nie wchodzą w grę, po prostu trzeba z czegoś żyć, opłacać mieszkanie, rachunki…więc raz jeszcze powtórzę,szczerze Ci zazdroszczę.

  • Śliczna medeleczka 🙂
    zapraszam n0-p3rspeciv3.blogspot.com

© Wikilistka 2016
Kreativ Media
Close