Bądźcie. Machnijcie ręką. Powiedzcie czasem „dziękuję”.

Bądźmy w kontakcie

Przeglądam sobie wpisy, zerkam na facebooka, Instagram, śledzę losy blogowych koleżanek i nachodzi mnie refleksja – czy w Internecie tak trudno powiedzieć „dziękuję”? Bardzo Cię dziś proszę o poświęcenie kilku minut na przeczytanie tego wpisu do końca – musisz mi wierzyć na słowo, że to może zmienić wszystko. 

Coraz częściej ja albo koleżanki „po fachu”, które obserwuje cierpimy na chwile zwątpienia. Zastanawiamy się, czy to, co robimy ma sens i czy warto. Bo co z tego, że kilkanaście, czy kilkadziesiąt osób miesięcznie wchodzi na bloga, skoro są posty, pod którymi prawie nie ma komentarzy? Czemu robiąc dla Was – Czytelników – coś dobrego, z czystego serca i często zupełnie za darmo, musimy prosić się o lajki, komentarze czy udostępnienia?

Ja wiem, że nie wszyscy może do końca wiedzą, że tak ten świat funkcjonuje (jak dokładnie – o tym będzie poniżej), ale ja się tak zwyczajnie po ludzku zastanawiam, już pomijając lajki czy udostępnienia, ale czy tak trudno jest powiedzieć „dziękuję”?

Wchodzisz na wpis z najlepszymi wyprzedażowymi perełkami, wpis o trendach albo kompletny poradnik jak ubrać dziecko do przedszkola, czerpiesz za darmo wiedzę garściami, korzystasz z tego, że ktoś ( ja) poświęcił kilkanaście (żeby tylko) godzin swojego czasu na przejrzenie czasami kilkuset stron ( przy wpisie z wyprzedażami przejrzałam 150 stron,a Łukasz ładnych kilka godzin przygotowywał grafiki) produktów i pokazuje Ci najciekawsze perełki, masz wszystko w jednym miejscu, czytasz i … wychodzisz. Bez „dziękuję”, bez lajka, bez podania wpisu dalej koleżankom.

Wiesz czym jest skrzywienie poznawcze? W wolnym tłumaczeniu, jeśli robię coś dobrze i 10 000 osób uważa, że to jest wartościowe, ale będzie milczeć ( nie da żadnego feedback’u), a 10 osób zaneguje głośno to, co zrobiłam, prawdopodobnie zrezygnuję z robienia tego dalej, bo uznam, że to zupełnie niepotrzebne. I wiesz, mam wrażenie, że za chwilę – prędzej czy później – z tego powodu wiele dziewczyn zrezygnuje z pracy (czy nawet po prostu pasji) marzeń i z sieci zniknie wiele miejsc, które wnoszą do naszej codzienności coś fajnego.

Postaw się czasem na moim miejscu – jeśli poświęcam kilkanaście godzin na przygotowanie wartościowego dla Ciebie wpisu, a potem muszę prosić się o udostępnienia na facebooku, bo bez nich to jeszcze ja będę musiała zapłacić za to, żeby dotrzeć z treścią, którą udostępniam za darmo do większej ilości zainteresowanych osób. Dołóż sobie do tego fakt, że często my-blogerki Was o coś pytamy – czy to na końcu wpisu, czy na facebooku, a zazwyczaj z kilku tysięcy osób odpowiada kilka (no, chyba, że to konkurs. Wtedy wszyscy chętnie wyciągają ręce po nagrody).

Powiem Ci to szczerze, głośno i wyraźnie, myślę, że w imieniu dużej części blogosfery czy jakichkolwiek twórców związanych z Internetem – zwyczajnie czuję się tak, jakbym wygłosiła kilkugodzinny monolog do kompletnie pustej sali. Najzwyczajniej w świecie po nic. Czy to jest zdrowa relacja? Nie sądzę. Czy takich relacji chcę w swoim świadomym życiu? Kompletnie nie.

Piszę. Nie ogłaszam, że zamykam bloga, a pisanie klikalnych nagłówków jest dla mnie wychodzeniem poza strefę komfortu, bo zawsze chciałam przyciągać Czytelnika wartością a nie facebookowym tytułem rodem z Pudelka. Ale czasem muszę, nie mam wyjścia, bo jest ważny tekst (jak choćby TEN) i gdybym napisała „rozważania o wartościach” nikt by nie kliknął. Nikt by go nie przeczytał i nie zastanowił się choćby przez sekundę. Wciąż tworzę to miejsce dla tych osób, którym potrzebne są moje wpisy, bo na szczęście wciąż gdzieś tam dostaję takie sygnały i to mi dodaje skrzydeł, bo gdy wiem, że czekacie na trendy to chce mi się je robić nawet jedną ręką, bo drugą trzymam śpiącą na mnie, ząbkująco-smarkającą córkę. Ale nie wiem jak długo ja i inne dziewczyny, będziemy miały w sobie tyle samozaparcia, by pokonywać ten mur. Nie wiem też, ile z nas – tych jeszcze nie gwiazd blogosfery zgarniających wszystkie kampanie ( żeby było jasne – nic do tego nie mam, cieszę się, że zarabiają i kibicuję im całym sercem w dalszym rozwoju!) ale ile z nas zwyczajnie nie może sobie pozwolić na inwestowanie kilkuset złotych miesięcznie w facebooka, żeby docierać do Was ze swoimi treściami?

Może nie wiesz, jak wygląda cała facebookowo-internetowa maszyna od środka, więc pozwól, że w tym akapicie trochę Ci o tym opowiem. Sam fakt, że polubiłaś mój profil na facebooku nie oznacza, że zobaczysz moje treści. Możesz zaznaczyć opcje „wyświetlaj najpierw”, czy „powiadomienia”, ale tak naprawdę najwięcej zależy od interakcji, jakie regularnie utrzymujesz z daną stroną – czyli na polski tłumaczącs od wszystkich Twoich danych tej stronie lajków pod postami, komentarzy i udostępnień wpisów tej strony ( z zaznaczeniem, że „udostępnienie” dla Facebooka jest najbadziej wartościowe). Podawanie naszych wpisów dalej szerszej publiczności jest najlepszym „dziękuję” jakie możecie dać w wirtualnym świecie. Podobnie sprawa ma się z Instagramem – już dziś obcina zasięgi i jeśli nie serduszkujesz moich zdjęć to lada moment nie będą Ci się one pojawiały w ogóle. I moje pytanie i prośba jednocześnie brzmi – skoro nie lubisz moich treści na tyle, żeby dać im serduszko, lajka, parę sekund na napisanie komentarza, czy dwa kliknięcia do udostępnienia dalej, to po co w ogóle „lubisz” moją stronę? Po co mieć polubione treści, które nas nie interesują? Przecież odlajkowanie to jedno kliknięcie. [Ostanio nawet chciałam sama zrobić facebookowe czystki, żeby usunąć „martwą” publikę, ale okazało się, że nie ma takiej technicznej możliwości]

Mnie blogowanie dało bardzo dużo. Uwielbiam to i nie wyobrażam sobie za bardzo swojego życia bez tego kawałka wirtualnego świata. Wykaraskałam się z depresji, zaczęłam żyć bardzo świadomie, ale przede wszystkim rozwinęłam się tak, jak nigdy bym tego nie podejrzewała. Blog i ludzie, których dzięki niemu poznałam dali mi dużo siły, wiary i dodatkową pewność siebie, praca nad sobą dała mi umiejętności, które wykorzystuję na wielu polach nie tylko blogowo (choćby fotografia), ale wierzcie mi, że jest wiele dziewczyn, które lada dzień zrezygnują i zamiast walczyć o marzenia, oddadzą dzieci z bólem serca do żłobków i uznają, że wolą tę najniższą krajową, ale regularnie i na czas i nie warto o siebie walczyć ( bo przecież nie ma kiedy – etat, dziecko, dom i na nic już nie ma czasu).

Często na blogach obserwuję też teksty, że na większych blogach są same sponsorowane treści i Ci coś powiem tak od serca – blogowanie to praca jak każda inna, tylko, że wbrew temu, co można sądzić po okładce wymaga od cholery więcej pracy …nad wszystkim niż standardowy etat. Po pierwsze – dlaczego ktoś, kto może na tym zarabiać miałby robić to za darmo? Po drugie – jakie dla Ciebie, jako Czytelnika, ma znaczenie zawartość portfela autora tekstu? Po trzecie – czy ma dla Ciebie znaczenie to, czy autor tekstu pracuje gdzieś na etacie czy utrzymuje się z bloga? Dla Ciebie wartością są ( w sensie, chyba powinny być) rzeczy, które tworzy, treść, którą przekazuje, więc może warto pomyśleć w drugą stronę – fajnie, że są firmy, które chcą tym ludziom płacić, bo dzięki  temu my, czytelnicy, mamy coś wartościowego za darmo. Że o konkursach, o które często dla Was walczymy, żebyście z jak największej części naszych współprac mieli też coś namacalnego dla siebie.

Tak się głośno zastanawiam i może zastanówcie się ze mną – czy gdyby Kasia ( autorka najpopularniejszego dziś bloga DIY w Polsce ) w pewnym momencie nie zaczęła dostawać płatnych zleceń od firm, czy może na początku narzędzi – czy udałoby jej się bloga tak rozwinąć i dzielić się z nami takimi świetnymi tutorialami? Być może tak, ale weźmy pod uwagę to, że każde narzędzie i materiały na Kasi projekty kosztuje. Reklama tych treści też kosztuje. Ja osobiście, straaaasznie się cieszę, że są firmy, dzięki którym Kasia ma możliwość rozwijania swojego bloga!

I jeśli myślisz, że to „kosztuje” dotyczy tylko blogów DIY to jesteś w wielkim błędzie, bo kosztuje wszystko – od reklam na facebooku, przez ubrania dzieci, które Wam pokazujemy, przez dodatki do pokoju, wyjazdy do fajnych miejsc, po kursy fotografii, sprzęt. Wyjazdy na konferencje, na których uczymy się dawać Wam lepsze treści też kosztują. I serwer. I domena. I szablony i milion innych rzeczy.

Nie żałuję, że bloguję. Cieszę się cholernie, że jestem tu gdzie jestem, że się nie poddałam i walczyłam i o to miejsce i o siebie, ale do cholery, nie wszyscy będą mieli tyle siły i samozaparcia słysząc z drugiej strony głuche echo i wcale nie uważam, że to są osoby, które powinny rezygnować. Wyobraź sobie relację z facetem, w którym Ty tylko dajesz a on nic. Kupiłaś nowy komplet koronkowej bielizny i w takim stroju robisz mu najlepszą kolację na świecie… a on nic! Siedzi i patrzy na TV. Albo wyobraź sobie, że wygłaszasz 20-minutowy monolog życia na temat Waszych relacji, związku, planów i marzeń, a on na koniec patrzy na Ciebie, wyciąga słuchawkę (której nie widziałaś) z ucha i pyta ” mówiłąś coś?” [ To akurat nasze true story, możecie to sobie wyobrazić i poturlać się ze śmiechu]

Czasem warto powiedzieć komuś „rób to dalej, choć jeszcze długa droga przed Tobą, ale wierzę, że dasz radę i odniesiesz sukces”, bo to naprawdę potrafi zmienić człowiekowi życie. Poza tym – dobro wraca.

Pokażcie więc, że jesteście. Nie tylko mi, ale też innym twórcom, których śledzicie. My naprawdę chcemy wiedzieć, że tworzymy dla ludzi, którzy tego potrzebują. Im bardziej Wy dla nas „namacalnie” jesteście po drugiej stronie, im chętniej dzielicie się z innymi tym, co dla Was tworzymy, tym chętniej my bierzemy się do pracy i robimy więcej, lepiej, sięgamy wyżej i chcemy być jak najlepsi. Tak to działa. Często to „sukces rodzi pasję, która wynika z wysiłku i działania”, jak pisze Asia w swojej nowej książce  i ja jestem tego najlepszym dowodem – im lepiej mi coś wychodzi, tym bardziej chce mi się to robić (zdjęcia), a im gorzej mi coś idzie, tym bardziej mi się nie chce (dieta, ćwiczenia – niestety;)).

Bądźcie. Machnijcie ręką. Odpiszcie czasem na te wiadomości z newsletterów, udostępnijcie ciekawy wpis dalej, zostawcie komentarz, kliknijcie serduszko przy fajnym zdjęciu. Pokazujcie nam, że jesteście. Na co dzień, nie od święta!

O dzieciach

fotelik rwf, fotelik tyłem, dziecko

Jaki fotelik dla dziecka? Tyłem do kierunku jazdy – dlaczego foteliki RWF dla maluchów? Fakty!

Uwierz mi, że nie chciałabyś nigdy tego przeżyć i żałować, że mogłaś w tej kwestii zrobić coś lepiej. Bez względu na to, czy hasło „fotelik RWF” nic Ci nie mówi, czy też wydaje Ci się, że już wszystko wiesz – dla własnego sumienia przeczytaj ten tekst w całości. Wiem, że bezpieczeństwo dziecka jest dla Ciebie […]

21 komentarzy
jesień, dziecko, szczęście, pierwsze buty, emel

Jak wybrać pierwsze buty dla dziecka na jesień/zimę? Ekspert odpowiada

Mamy to! Mia chodzi, a co za tym idzie w naszym domu znów na tapecie są idealne pierwsze buty do dłuższych spacerów. Teraz, przy pierwszych kroczkach Mii, pojawił się dla mnie problem, którego nie znałam przy Wiki – zagwozdka, bowiem nie miałam wcześniej do czynienia z wybieraniem butów typowo do pierwszych kroczków na okres jesienno-zimowy. I mimo, […]

4 komentarze
rozwój dziecka, paweł zawitkowski, warsztaty johnsons

Jak skutecznie wspierać rozwój dziecka? Zobacz, czego nauczyłam się od najlepszych specjalistów

Wiesz, że do 3 roku życia mózg dziecka jest już wykształcony w 85%, a mózg niemowlęcia tworzy do 1,8 miliona nowych połączeń synaptycznych na sekundę? Że dzieci czują zapachy przed urodzeniem ( od około 28. tygodnia ciąży) i dieta mamy, a konkretnie zawarte w niej molekuły zapachowe, przyczyniają się do tego, jak chętnie dziecko będzie […]

0 komentarzy
Nie popełniaj mojego błędu - buteleczka Lovi, smoczki i ubranka

Nie popełniaj mojego błędu… | Konkurs LOVI

Pamiętasz, jak zaczynając Projekt Wyprawka na blogu napisałam Ci, że tym razem stawiam przede wszystkim na to, by maksymalnie  ułatwić sobie życie? Mam nawet na kartce spisane podstawowe błędy, które w swoim odczuciu popełniłam przy Wiki i uzupełniając wyprawkę robiłam wszystko, by sukcesywnie eliminować prawdopodobieństwo popełnienia ich po raz kolejny. I tak sobie żyłam w tym słodkim przeświadczeniu, […]

178 komentarzy

Moje wybory na wiosnę

  • Olga

    Z reguły staram się zostawić jakiś komentarz, a jak kompletnie nie mam na to czasu to lajka 🙂 Na Twój blog trafiłam wczoraj, więc na razie się zapoznaje z Tobą i Twoim światem 🙂 Mój synek ma 21 miesięcy. Nie wiem czy blog nie okaże się zbyt „dla mam dziewczynek” ale poczytamy zobaczymy 🙂

  • Basia Rafalowicz

    Wpadłam do Ciebie przez przypadek , ale wydaje mi się że zostanę na dłużej 🙂 pozdrawiam

  • Paulina

    Przepraszam i Dziękuję, nie mam-fb a na Insta jak-tylko zrobię dobre foty perełką które dzięki Twoim poradą kupiłam i polece i podziękuję oficjalnie. 😉 Dziękuję 😘

  • Trafiłam od którejś blogerki, która poleciła tekst. Masz rację, że brak feedbacku jest bardzo frustrujący i demotywuje… Ale teraz dla mnie najgorszą zmorą są zmiany w Facebooku, który tnie zasięgi tak obłąkańczo, że aż strach się bać. Tak czy inaczej – duży plus za tekst!

  • KaroDeco

    Ja lubię bardzo i może nie komentuję tutaj często ale ochoczo klikam na insta, na fb i co rusz podsyłam Twoje genialne teksty o organizacji szafy dziewczynek, jak kompletować ciuszki przedszkolne etc. Wiem, że te osoby również zaczęły chętnie do Ciebie zaglądać i na pewno z czasem i one podadzą dalej:)
    Wiem jak to jest, jak człowiek daje z siebie milion procent, a ktoś nawet nie powie dziękuje. Przy zmęczeniu, nie wyróbce z pracami zawodowymi, prywatnymi, frustracja rośnie…
    Dzięki Monika, działaj dalej, bo co jak co, wiele jest blogów, wiele obserwuję, ale nie wszystkie są takie ‚prawdziwe’ jak Twój 🙂
    Buziaki
    K. 😉

  • Poruszyłaś jako kolejna osoba tworząca swoje miejsce w sieci bardzo ważna kwestię. Czytałam już kilka w tym temacie wpisów, ale Twój zwrócił moją uwagę. Na pewno warto czytelnikom spoza blogosfery uświadamiać to jak bardzo potrzebujemy ich wsparcia poprzez zwykłe kliknięcie, tyle, że nie jestem pewna czy do wszystkich to dotrze. Wszyscy są zabiegani, wszyscy przesyceni treścią, atakowani facebookowymi postami, dlatego dużą rolę może odegrać tutaj mądra selekcja. W końcu nie wszystkie treści są dla wszystkich, a i tak każdy znajdzie swojego odbiorcę.
    Cieszę się, że dzięki Oldze z Make Happy Day wpadłam do Ciebie. Będę zaglądać 🙂 Pozdrawiam.

  • Nefertari

    Dokładnie – to tak jest – jak dostajesz informację zwrotną, jest Ci lepiej 🙂 czujesz, że masz nie tyle po co to robić, ale dla kogo. Nie tylko samej siebie, a to ważne.

    Staram się być i pisać, gdy mam coś więcej do powiedzenia niż „zwykłe” „cześć”. :*

    • Ty to akurat powinnaś dostać medal idealnego czytelnika 😉
      dziękuję za aktywną obecność:*

      • Nefertari

        Och, Kochana Ty :* :}
        Miło mi się zrobiło… Dziękuję :*

        • A jak mi miło, jak wiem, że jesteś tam po drugiej stronie. Ty i kilka dziewczyn, które po prostu wiem, że SĄ <3 Dziękuję!

  • Moim zdaniem my-autorzy musimy się pogodzić z takim stanem rzeczy. Nasi odbiorcy mają teraz w sieci przesyt treści i zwyczajnie nie są w stanie każdemu podziękować za jego pracę. Przeglądają po kilkanaście artykułów dziennie, często gdzieś w biegu, na telefonie… Maleńki procent wszystkich czytających znajduje czas i chęci na napisanie czegoś od siebie. Ale faktycznie to kliknięcie lajka czy serduszka na Instagramie to przecież tylko chwila…
    Uważam, że takie posty jak Twój są potrzebne, bo czytelnicy często nie zdają sobie sprawy ile pracy stoi za każdym postem czy filmem na YouTube. Od czasu do czasu aż chce się im o tym przypomnieć, więc jak najbardziej popieram to co piszesz i rozumiem, że momentami masz dość. Tylko to pewnie zbyt wiele nie zmieni, a jeśli tak, to tylko na chwilę 🙁

    • Uważam, że mimo wszystko warto o tym mówić głośno . I tak – zgadzam się z Tobą, że mamy przesyt treści, a to też dobra chwila do zastanowienia się, czy faktycznie warto te wszystkie tresci śledzic 🙂

  • beata

    Jestem i czytam. Raczej lajkuję niż komentuję 😊 ale dziękuję za całą pracę włożoną w tego bloga, uwielbiam Twoje teksty o życiu i macierzyństwie, nie korzystam z przeglądów czy postów stricte ubraniowych. Lubię też pory dotyczące ulubieńców i perełek przez Ciebie znalezionych. Najbardziej podziwiam Cię za wytrwałość i to,jak bardzo się rozwinęłaś i jak piękne teraz robisz zdjęcia 😊

    • dziękuję <3
      Właśnie sobie pomyślałam, że właśnie taki feedback – które posty lubicie bardziej, które mniej, jest mi mega potrzebny, bardzo dużo daje <3

  • moje myśli sprzed kilku dni. Czy ja piszę w próżnię? o tym że ktoś docenia moją pracę, ba, że w ogóle mnie czyta często dowiaduję się kompletnym przypadkiem. Niestety, wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego jakie to dla nas ważne, że daje nam sens, motywację i skrzydła. Że dzięki jednemu „świetny blog”, staramy się być jeszcze lepsi. Dobrze że są takie wpisy jak ten i na pewno go udostępnię!

    • Ja to czasem nawet nie chcić ałabym, że „swietnie”. Uważam, że zwłaszcza na początku warto wiedzieć w ogóle, że ktoś cię czyta- choćby tylko zadawał pytania odnośnie treści, albo nawet napisał co by zmienił (oczywiście nie mówię o hejtach) .
      Dzięki za niesienie tego dalej w świat :*

  • Anna

    To jakie wymagania trzeba spełnić, by móc dalej czytać? Przodowniczką komentarzu nie jestem, ale czasem jednak coś napiszę, więc może się załapię? 😀

    A tak serio… Trudno mi napisać ten komentarz, bo targają mną sprzeczne emocje – początkowo nie chciałam pisać go w ogóle, żeby może złym doborem słów nie sprawić Ci przykrości (bo tego bym bardzo nie chciała, jeśli tak się stanie, to przepraszam!), ale potem doszłam do wniosku, że pewnie taki lepszy niż żaden. No i szczery lepszy od okrojonego.

    Nigdy nie prowadziłam bloga (pomińmy tego z gimnazjalnymi wyznaniami kilkanaście lat temu…), więc mogę się tylko domyślać, jak to wygląda z drugiej strony. No i domyślam się, że pisanie w pustkę musi być przygnębiające. (A tak na marginesie to zawsze mnie dziwiło, że dość podobne do siebie blogi mogą się pod względem liczby komentarzy różnić tak dramatycznie – na jednym pod każdym postem kilkadziesiąt komentarzy, a na innym kilka.) Z drugiej strony trudno wymagać od czytelników, by komentowali każdy post, nawet jeśli tekst ich nie zainteresował i nie mają nic ciekawego do napisania. Blogosfera rozrosła się do naprawdę kosmicznych rozmiarów, ja sama śledzę chyba ze 30 blogów (większość na Bloglovin, dodatkowo na Facebooku tylko kilka, m.in. Twój) i czasem nie nadążam nawet z ich czytaniem, o komentowaniu nawet nie wspomnę. Gdy coś mnie zainteresuje, zainspiruje, mam coś ciekawego do napisania – pewnie, czemu nie, choć te dwa-trzy zdania napiszę, ale jeśli nie – trudno, bym pisała coś na siłę, prawda? A Facebook to już zupełnie inna historia – wielu ludzi z różnych względów nie chce lajkować czy udostępniać jakichkolwiek postów (bo np. mają w znajomych szefa/współpracowników/uczniów, nie mają znajomych z dziećmi, których mogłoby to interesować itd.) i nic z tym niestety nie zrobisz. Ogólnie… nic nie zrobisz. Smutne, ale prawdziwe. Pod tym postem może się pojawić kilka pozytywnych komentarzy od osób, które zazwyczaj nie komentują, ale ich zapał pewnie szybko minie. Komentować i lajkować będą ci, którzy po prostu mają taki zwyczaj i już, reszty nie przekonasz i nie namówisz. Myślę, że nie powinnaś aż tak się skupiać na nas, odbiorcach. Pisz o tym, o czym chcesz, co Ci siedzi w głowie i co sprawia Ci przyjemność – jestem prawie pewna, że większość czytelniczek szuka tutaj właśnie tego, Twoich przemyśleń. No i pięknych zdjęć 🙂 Piszesz w poście o tekstach zakupowych, wyprzedażowych, w które oboje wkładacie ogrom pracy. Wiem, że nie powinnam uogólniać na podstawie własnych przemyśleń, ale… tylko nie bij! 😉 – jak dla mnie Twój blog bez nich niewiele by stracił. Tzn. jak dla mnie te posty są graficznie ładne, miło się je ogląda, ale ja osobiście z nich w ogóle nie korzystam (nie tylko na Twoim blogu, na żadnym). Uwielbiam za to czytać Twoje teksty o życiu i o macierzyństwie, oglądać zdjęcia Twoich dziewczyn… To jest właśnie serce i dusza Twojego bloga! Skup się przede wszystkim na tym, by pisanie sprawiało Ci przyjemność. Nie wkładaj tyle pracy w coś, co może nie zostać docenione – zamiast kilkanaście godzin przeglądać internetowe wyprzedaże, kup coś, ubierz w to dziewczyny i idźcie razem na spacer, zrób fotki, a komentarzy posypią się dziesiątki, bo każdy będzie chciał wiedzieć, gdzie wyszperałaś te cudeńka 🙂

    Jeśli zaczęłam się za bardzo mądrzyć lub sprawiłam Ci czymkolwiek przykrość – przepraszam! Bardzo lubię Twojego bloga, czytanie (i oglądanie) go to dla mnie wielka przyjemność i chciałabym, by taką samą przyjemnością było dla Ciebie jego pisanie. Niemyślenie o lajkach i udostępnieniach jest pewnie trudne, jeśli chciałabyś zarabiać na blogu jakieś sensowne pieniądze (i od razu zaznaczę, że piszę to bez cienia jakichś negatywnych emocji, życzę Ci w tym powodzenia), ale obawiam się, że niewiele możesz po prostu w tej kwestii zrobić.

    Trzymaj się :*

    • Ania, przede wszystkim dziękuję Ci za twój czas 🙂 Każdy taki komentarz jest właśnie dla mnie na wagę złota, bo jak nic innego pokazuje interakcje i zaangażowanie.
      Zacznę od końca – dla mnie tworzenie tego miejsca jest przyjemnością, terapią i w ogóle uwielbiam to, nawet ( a może zwłaszcza) robienie tych wszystkich trendów i przeglądów. To coś, z czego dużo osób korzysta, choć czasem niewiele daje feedback ( a to widzę, po ilości przeklików na dany post z fb – niezależnie od lajków czy komentarzy) 🙂 Ja nie wytrwałabym w robieniu czegoś, czego nie znoszę (ot, dlatego próbuję pokochać ćwiczenia, a nie się do nich zmuszać).
      I akurat nie pisałam tego wpisu kompletnie z pozycji zarabiania, bo tak naprawdę podchodząc biznesowo to całkiem sensowne jest stosowanie przez niektórych rozwiązanie, że płacą facebookowi targetując pod klikających użytkowników, żeby to dawało wyniki na blogu. To jest prosta i podejrzewam, że zwracalna inwestycja.
      A za blogami często stoją inne rzeczy poza oszałamiającymi zasięgami, dzięki którym się na tym zarabia – np. u mnie kartą przetargową i tym, dlaczego często przychodzą do mnie marki są dobre zdjęcia. To kompletnie nie o to chodzi, bo ja pisałam głównie o tym mówieniu w pustej sali – kto normalny ma ochotę wychodzić i wygłaszać swoje monologi do 4 ścian ( i tu tym bardziej chodzi o takie wpisy z serca, bo masz do przekazania coś ważnego i … (wybacz) dupa, nikt nie słyszał, co powiedziałaś ( tak jak z tymi słuchawkami w uszach) .

      Napisałam to też dlatego, ze mam koleżanki, początkujące blogerki, które totalnie w siebie nie wierzą, bo dziś trudno się przebić, bo nie mają komentarzy itp. I ja wiem, jak trudno jest się zmotywować do pracy nad sobą, nad warsztatem, jeśli się nie widzi efektów, ale mi się udało i widzę też, jak wiele mogłam stracić, gdybym odpuściła.
      I pisałam to też bardzo pod kątem takich osób – bo uważam, ze to najbardziej tam powinniśmy pamiętać, żeby pozostawić po sobie ślad i dobre słowo.

      Blog i umiejętnośći z nim związane są moją pracą, z której efektów jestem zadowolona i akurat mi się udało dojść do tego poziomu, że najwyżej jeśli będzie to konieczne albo uznam to za biznesowo dobre rozwiązanie po prostu będę inwestować. Ja też po 3 latach i udziałach w konferencjach, szkoleniach itp. wiem coś o tym, jak w miarę skutecznie chociaż targetować reklamę i takie tam (choć nie zawsze mam na to środki).Ale tak jak mówię – ja tego wpisu nie pisałam pod kątem efektów dla zarabiania – bo jak już ktoś zarabia, to tak łatwo nie zrezygnuje z bloga i z siebie, umówmy się. (Ile popularniejszych blogerek już przynajmniej raz w tytule facebookowego wpisu „zamykało bloga” a jednak tego nie zrobiły?) Uważam, że w tym przypadku to często raczej tylko prowadzi do tego, że pojawiają się w większości wpisy sponsorowane (nie widzę w tym nic z łego, choćby Malwina z Bakusiowo pięknie opowiada historię o wszystkim, co pokazuje i dla mnie pomimo, że sporo tam reklam jej blog jest bardzo bardzo „jej”) i to jest logiczne, bo jak nie ma „dziękuję z drugiej strony” to jest chociaż kasa.

      Ale ja zaczynałam już w dość rozwiniętej blogosferze, bez umiejętności, bez kasy i tylko z pasją i nie wiem, czy gdyby nie moja wewnętrzna chęć zmienianai świata na piękniejszy ( i walka o to, by dzieci nie traktować po macoszemu, także na zakupach, żeby żyć swiadomie itp.) i fakt, że ja i tak nie umiałabym być tylko panią domu i mamą nie mając kawałka własnego świata i gdyby nie wsparcie takie mentalne Marleny (które najczęściej było stwierdzeniem „no jest lepiej, ale duuuużo pracy przed tobą”) to nie wiem, czy bym nie zrezygnowała. Nie wiem, czy z rozsądku w pewnym momencie bym nie wróciła na etat, jeśli takowy i dość lukratywny by czekał. Nie wiem, czy miałabym wystarczająco sily, by walczyć.
      I uwierz mi, ze w tych momentach, gdy było mi ciężko i starałam się każdy przegląd co sezon robić lepiej i lepiej i gdy dostałam komentarze i wiadomośći od dziewczyn, że uwielbiają moje przeglądy, że są najfajniejsze, najlepsze, że widać, że są dopracowane itd. to latałam pod sufitem z radości 🙂

      Wiem, ze w dzisiejszym chaosie informacji na nic nie ma czasu, ale z drugiej strony – może warto lubić mniej, a znaleźć chwilę, żeby pokazać drugiej stronie, że się lubi ( zresztą ile czasu trwa powiedzmy kliknięcie serduszka na insta pod zdjęciem, które się podoba?)

      Mogłabym tu napisać elaborat, ale skończę tylko tym, że dziekuję Ci za poświęcony czas raz jeszcze, a sama kończę ten „dodatkowy wpis w komentarzu”, bo jest sobota po brzegi zaplanowana pod dzieci, a ja wciąż nie dokończyłam śniadania 😉

      • Anna

        Tym bardziej dziękuję za odpowiedź 🙂 (Moi chłopcy właśnie piłują u siebie zabawkowymi piłami kartony po zakupach, już ze dwie minuty się nie bili, jeee!) Wygląda więc na to, że trochę źle zrozumiałam Twój post. Cieszę się, że blog daje Ci tyle satysfakcji – nie bez powodu zresztą, bo jest naprawdę cudowny, tak jak pisałam, jeden z moich ulubionych 🙂 I trzymam kciuki, by choć kilka osób zmieniło swoje podejście i zaczęło klikać, lajkować i udostępniać.

        Miłego weekendu! 🙂

  • Justyna Ejchart

    Brawo! Gratuluję odwagi 🙂 Część pewnie się obrazi, większość oleje i nic z tym nie zrobi, ale znajdą się i tacy (jak ja), którzy się „opamiętają” i powiedzą „dziękuję”, bo faktycznie za dobrą pracę należy się jak nic👏 Pozdrawiam😊

    • To o czym piszesz to pozytywne skutki – warto dbać w życiu o pozytywne relacje, choćby internetowe i jeśli są tacy, co po takim tekście „sobie pójdą” to w sumie w dużej mierze o taki efekt mi chodziło – o pozbycie się kompletnie niezainteresowanej publiczności.

      Dziękuję za „dziękuję ” :*

      • Ania

        A co z takimi jak ja? nie mam facebooka, nie mam instagrama, nie interesuję się nowinkami typu snapchat itp. ale mam trójkę dzieci, pracę, pisane doktoratu i mało wolnego czasu, uwielbiam Twój blog i zaglądam codziennie, czy takich jak ja tez chcesz się pozbyć? pozdrawiam serdecznie Ania

        • Nie, jasne, że nie 😉 Jeśli coś Cię zainteresuje – możesz zostawić komentarz, prawda?
          Nie chodzi o to, że chce się pozbyówać czytelników – po prostu na facebooku są ludzie, którzy dawno dawn temu polubili stronę, a teraz nijak nie wykazują interakcji (czyt.nie klikają też we wpisy, których zajawki publikuję, bo to też interakcja) i taką pustą publiczność chętnie bym pożegnała 🙂

© Wikilistka 2016
Kreativ Media