10 lat czekałam, by to usłyszeć…

Bądźmy w kontakcie

Chciałabym nigdy nie przestać tego czuć. Zawsze tęsknić, choćby po jednym dniu i czekać na zakończenie dnia wtuleniem się w kochające ramiona. Pomimo tego, że raz bywa gorzej, a raz lepiej. Mimo to, że moja księżniczkowatość i uwielbienie do miłosnych historii uplasowanych gdzieś pomiędzy Zmierzchem a Greyem plus jego logiczno-analityczna, zero-jedynkowa natura niepotrzebująca rozmów i wielu rzeczy dla mnie niezbędnych w codzienności to kiepskie połączenie… to jednak, gdy wyjeżdżam o 4-tej rano to przed północą już naprawdę chciałam być znów w domu, przy nim. Opowiedzieć o tym, jak wspaniały akurat spędziłam dzień. Wtulić się w zawsze ciepłe niczym kaloryfer ciało i przytulona poczekać aż zaśnie po ciężkim dniu, bo przecież właśnie spędził dobę ze swoimi dwoma kobietami, czteroletnią i 2- miesięczną, i gdzieś pomiędzy butlą, pampersem, zabawą z Wiki, spacerem z dwójką do sklepu, robieniem Wiktorii obiadu, który sobie wymyśliła (mimo, ze zostawiłam im pomidorówkę) i ogarnianiem na bieżąco mieszkania, zdążył jeszcze zrobić pranie i skończyć zlecenie, przy którym miał deadline na ten dzień.

Dzień przed wyjazdem usłyszałam, że najbardziej kocha mnie za dwie rzeczy. Za moje marzenia i to, że nie poddaję się w walce o nie oraz za to, że jakoś tak fajnie nam się razem żyje, bo w wielu sprawach nie mam typowo babskiego, męczącego podejścia. Pomijając punkt drugi – wiesz jakie to jest piękne usłyszeć od faceta, dla którego swiat jest czarny albo biały, a jego dzień składa się z zero-jedynkowego myślenia słowa „kocham Cię za Twoje marzenia” ? To jest najpiękniejszy komplement, jaki usłyszałam podczas 10 lat, kidy jesteśmy razem, serio!

Gdy w piątek rano zadzwoniła do mnie Kasia, pytając, czy rzucam wszystko i w sobotę nad ranem ruszam z nią do Kielc (z Gdańska!) na Targi Kids Time, a ja miałam milion wątpliwości, on mnie przekonywał i mówił „jedź i baw się dobrze, powinnaś tam być, to dla Ciebie ważne, jak nie pojedziesz będziesz żałować”. Gdy wieczorem przed wyjazdem chciałam pójść sprzątnąć łazienkę i zrobić im obiad na następny dzień, usłyszałam „daj spokój, poradzę sobie. Mam nowy odcinek setki (nasz serial), chodź do mnie”…

Czasami zastanawiam się, jak długo będzie tak pięknie. Czasem cholernie się boję, że jaki grom z jasnego nieba mógłby zabrać mi to wszystko, co mam. Ale odkąd umiem patrzeć na życie, dostrzegając własnie takie momenty, o których pisałam wyżej, mimo miliona problemów dnia codziennego, kładąc się wieczorem do łóżka mam ochotę krzyczeć „chwilo trwaj”. I tak sobie myślę, że tak długo, jak długo wyjeżdżając z domu na dobę będę czekać na powrót, by zasnąć w jego objęciach, tak długo jak myśląc o każdym czekającym mnie okołoblogowym wyjeździe będę szukała sposobu, byśmy mogli tam być razem, żeby był obok i wspierał mnie w walce o marzenia, bo z nim u boku zawsze czuję się pewniej, lepiej i bezpieczniej… Dopóki będę tęsknić, czekać na wieczór i mysleć o tym, że pomimo spędzania w czterech ścianach obok siebie czasami całych dni, wciąż zwyczajnie potrzebujemy siebie nawzajem, tak długo będę miała siłę przezwyciężać wspólnie te małe kryzysy, gadać jak do ściany i milion razy prosić o to samo… Mam nadzieję, że te chęci nigdy nie odejdą w zapomnienie, uczucie nie przeminie z wiatrem, a i Wam życzę tak pięknej miłości i dostrzeżenia tego co najpiękniejsze w każdym, nawet tym z pozoru paskudnym i nudnym dniu.

Slow life…

sesja zdjęciowa, jesienna sesja, zdjęcia rodzinne, fotografia dziecięca

Dwa minusy dają plus

Gdy los rzuca we mnie dwoma minusami, robię z nich plus. Przestałam walczyć z życiem i wściekać się na rzeczy, których nie zmienię. Gdy jest burza, myślę o tym, że po niej zawsze wychodzi słońce. Jeśli coś mi nie pasuję, myślę – czy mogę to zmienić? Jeśli tak – wymyślam jak i działam. Jeśli nie […]

3 komentarze
Family lifestyle blog, nad morzem

Nic nie jest nam dane „raz na zawsze”… | slow life

Naprawdę dawno nie obudziłam się tak przerażona. Nie było ich – nie wiedziałam, gdzie są dziewczyny, a Ł. się oddalał. Nie mogłam go dogonić, kompletnie nie reagował na krzyk – tak jakby nie słyszał… Tego ranka otworzyłam oczy przerażona jak nigdy dotąd i odetchnęłam z ulgą widząc, że jednak leży obok. Nagle miałam kompletnie w […]

19 komentarzy
moda dziecięca, blog parentingowy, slow life, fotografia dziecięca

Zmarnowałam lata. Ty też robisz to zupełnie nieświadomie!

Wymówki. Wszyscy doskonale je znamy, ale dlaczego pozwalamy sobie tak łatwo rezygnować z marzeń, oszukując samych siebie? „Nie mogę sobie na to pozwolić”, „tak się nie da”, „to nie jest dobra pora” – czy jest ktokolwiek, kto choć raz nie usprawiedliwiał się w ten sposób? No właśnie. A jak jest naprawdę? Ile w tych stwierdzeniach […]

13 komentarzy
Równowaga, pięknego trudne początki

…pięknego trudne początki | równowaga i slow life

Dzisiejszy wpis powinien pojawić się na blogu już dawno, jako swoista zakładka „zacznij tutaj” tudzież „pierwszy raz?”, ale od kilku miesięcy wciąż zadaję sobie pytanie, czy na pewno żyję już na tyle świadomie, żeby się w tym temacie choćby z autopsji wymądrzać. Później siadam, spisuję pomysły na wpisy i widzę, że to wszystko, wielkie wszystko, które w dzisiejszych czasach […]

5 komentarzy

Aktualnie u nas na topie

© Wikilistka 2016
Kreativ Media
Close